pare-slow-o-kuchni-weganskiej

Parę słów o kuchni wegańskiej

W dniach 11-17 kwietnia odbędzie się siódma edycja Tygodnia Weganizmu. Jest to akcja organizowana przez stowarzyszenie Empatia, działające na rzecz zwierząt. Myślę, że to dobra okazja, by napisać parę słów o weganizmie, a konkretnie chciałabym się skupić na kuchni wegańskiej. Nie będę poruszać kwestii światopoglądowych, o weganizmie jako o diecie też, o dziwo, pisać nie będę – może kiedyś. Będzie o weganizmie od kuchni – dosłownie – bo jakiś czas temu bardzo zaintrygowało mnie, jak to się da przyrządzać potrawy bez żadnych składników odzwierzęcych. Okazuje się, że się da, co więcej często takie potrawy są zdrowsze od ich nie-wegańskich odpowiedników. Czyli jak dla mnie bomba! 😉

 

Coraz więcej osób decyduje się na wegetarianizm albo weganizm, a z tych osób coraz więcej prowadzi blogi. I muszę przyznać, że wegańskie blogi kulinarne to moja wielka miłość. Dlatego, przy okazji, dziękuję ich autorom. A za co kocham te blogi?

  • za pomysłowość, innowacyjność, nieszablonowe podejście do gotowania, łamanie schematów
  • za „poszerzenie moich kulinarnych horyzontów” – jak lubię to określać
  • dzięki nim dowiedziałam się o istnieniu wielu produktów, o których nie miałam pojęcia oraz o zaskakującym wykorzystaniu znanych produktów
  • za to, że w przepisach jest dużo warzyw i owoców 😉
  • za pomysły na zdrowe słodkości
  • za przewrotne robienie potraw „bez” typu twaróg bez sera, sernik bez sera, jajecznica bez jajek, ryba bez ryby, a nawet bezy bez jajek
  • za to, że nieraz chcę się zerwać z krzesła i lecieć do kuchni coś upichcić; tylko hola, hola, jest prawie środek nocy!
  • za pomysły, co można zrobić, gdy całkowicie niespodziewanie okazuje się, że… skończyły się… jajka… (tu by się przydała muzyka jak z horroru)
  • za inspiracje, całe mnóstwo inspiracji!
  • i na pewno jeszcze kilka rzeczy, które aktualnie nie przychodzą mi do głowy

 

A dowodem na rosnącą popularność kuchni roślinnej i blogów o tej tematyce, jest to, że drugi rok z rzędu blog wegański został Blogiem Roku w kategorii „Kulinarne”. Gratuluję autorkom!

 

No tak, miałam pisać o kuchni, a skupiam się na blogach. To teraz będzie o wegańskim gotowaniu z punktu widzenia dietetyka. Naprawdę gorąco zachęcam do włączenia dań wegańskich (zresztą wegetariańskich również) do swojego codziennego menu. Żeby nie było niejasności, nikogo nie namawiam do przejścia na dietę wegańską, tylko do zmniejszenia spożycia produktów zwierzęcych na rzecz roślinnych – tych nieprzetworzonych.

 

Dlaczego warto jeść więcej wegańskich potraw?

  • Zaleca się ograniczyć spożycie mięsa; ten temat poruszałam przy okazji wpisu o mięsożerności Polaków 😉
  • Wegańskie potrawy dostarczają dużo składników korzystnych z żywieniowego punktu widzenia (błonnika pokarmowego, nienasyconych kwasów tłuszczowych, antyoksydantów, wiele witamin, składników mineralnych i składników bioaktywnych np. o działaniu przeciwnowotworowym, wpływających korzystnie na wzrok) i jednocześnie mniej tych niekorzystnych (szczególnie nasyconych kwasów tłuszczowych, w mniejszym stopniu też cholesterolu).
  • Zawierają dużo warzyw i owoców, orzechów i nasion roślin strączkowych, których w Polsce spożywa się stanowczo za mało.
  • Mają mniejszą gęstość energetyczną (czyli dostarczają mniej energii w takiej samej objętości).
  • Wegańskie przepisy mogą być bardzo cenne dla osób uczulonych na białka mleka krowiego, jaja czy z nietolerancją laktozy.
  • Spożywanie produktów roślinnych, to także większa dbałość o środowisko naturalne; do ich produkcji wykorzystuje się mniej wody, a jednocześnie emitowanych jest mniej zanieczyszczeń – dla ciekawych zamieszczam grafikę obrazującą tzw. ślad ekologiczny (ile potrzeba wody, gruntu i ziarna do otrzymania 1 kg różnych produktów i ile jednocześnie jest emitowane dwutlenku węgla do atmosfery) – daje do myślenia, prawda?
Źródło: Bailey R., Growing a Better Future, Oxfam International, 2011 (modyfikacja własna)

 

  • Ale przede wszystkim zachęcam do ich próbowania, bo jest to UROZMAICENIE DIETY, różnorodność produktów, smaków, kolorów; próbowanie nowych potraw jest naprawdę fascynujące, zachęca do gotowania, jedzenia; próbując od czasu do czasu nowych rzeczy nie wpadniemy w rutynę, kiedy człowiekowi jest już całkiem obojętne, co wrzuci do garnka; gotowanie naprawdę może być przyjemnością – czego wszystkim życzę!

 

Tak więc zachęcam, szczególnie zatwardziałych mięsożerców, do jedzenia też wegańskich potraw. Tydzień Weganizmu (a to już od jutra! jak ktoś się nie załapie, to za rok też będzie) to świetna okazja, żeby spróbować czegoś nowego. Zachęcam do wykorzystywania wegańskich przepisów, których już uzbierało się całkiem sporo na blogu (nie tylko podczas Tygodnia Weganizmu). Może wegańską pastę do chleba albo pyszny wegański obiad? Ja idę na całość i przez cały tydzień nie jem produktów odzwierzęcych – tak w ramach wypróbowywania na sobie, zdobywania nowych doświadczeń i wykorzystywania wiedzy dietetyka w praktyce 😉

 

Zdjęcie na licencji CC0, pixabay.com

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Tofu z brokułem, bambusem i marchewką

Tym razem zapraszam na danie w stylu kuchni wietnamsko-chińskiej. W domowej, dużo zdrowszej wersji niż oferowane przez popularne bary chińskie. Z pełnoziarnistym ryżem zamiast białego, z dużą ilością kolorowych warzyw – duszonych, nie smażonych, z pysznym tofu marynowanym w sosie sojowym. Bez ogromnej ilości soli i glutaminianu sodu. Wierzcie mi, przygotowywanie jedzenia w domu ma same zalety. A ile przy tym zabawy (taaak, wiem, że nie wolno bawić się jedzeniem…) przyjemności z gotowania. To do dzieła, a na koniec życzę wietnamskiego smacznego!

 

 

Składniki:

  • tofu naturalne
  • brokuł
  • marchew
  • pędy bambusa w zalewie
  • ryż pełnoziarnisty (albo brązowy)
  • sos sojowy (w wersji bezglutenowej – tamari)
  • imbir
  • mąka ziemniaczana
  • olej rzepakowy
  • sezam

 

Wykonanie:

  1. Tofu pokroić w małe plasterki, dokładnie wymieszać z sosem sojowym (1 łyżka na 1 kostkę tofu), włożyć do lodówki w zamykanym naczyniu na parę godzin (najlepiej zrobić to poprzedniego dnia).
  2. Marchewkę obrać, umyć, pokroić w słupki. Brokuła umyć, odciąć różyczki i podzielić na mniejsze kawałki, łodygę obrać ze zdrewniałych części i pokroić w słupki.
  3. Plasterki tofu obsmażyć do zrumienienia z obu stron na lekko posmarowanej olejem patelni. Chwilowo przełożyć do innego naczynia.
  4. Ryż ugotować na sypko z niewielkim dodatkiem sosu sojowego.
  5. Na patelnię wrzucić marchew, dolać trochę wody i dusić pod przykryciem około 8 minut. Dorzucić brokuły i dusić 5 minut. Rozmieszać ½ szklanki wody z 1 łyżeczką mąki ziemniaczanej, wlać na patelnię, dodać odsączone pędy bambusa, tofu, sos sojowy i imbir, dokładnie wymieszać i dusić jeszcze około 3 minuty aż sos zgęstnieje, a warzywa lekko zmiękną.
  6. Na suchej patelni delikatnie podprażyć ziarna sezamu (uwaga, żeby ich zbytnio nie przyrumienić, bo staną się gorzkie) – można pominąć ten etap.
  7. Na talerze wyłożyć ryż, sos i posypać sezamem. Khách quan, mời dùng!

 

jaglany-paprykarz-2

Jaglany paprykarz

Świetny pomysł podpatrzony na blogach JadłonomiaSmakoterapia. Moja wersja jest wypadkową wspomnianych przepisów, doprawioną własną inwencją. Pasta smakuje wybornie na prawdziwym razowym chlebie na zakwasie.

Taki jaglany paprykarz jest zapewne wariacją na temat paprykarza szczecińskiego i nie mogę zrozumieć, dlaczego „paprykarz”? Przecież praktycznie nie zawiera papryki, poza mieloną stanowiącą tylko przyprawę. No cóż, nazwa jest tradycyjna, bo i paprykarz jest produktem tradycyjnym. Ale zważywszy na jego skład, lepiej zrobić własny. A ten polecam szczególnie, bo z kaszą jaglaną jest nawet smaczniejszy niż z ryżem ?.

 

Lubię jaglany paprykarz na kanapkach posypać czarnym sezamem 🙂

 

Składniki:

na 2 średnie słoiki (w sumie około 780 g)

  • 60 g kaszy jaglanej
  • 2 średnie marchewki (200 g)
  • kawałek selera (100 g)
  • kawałek pora długości ok. 7 cm (40 g)
  • 1 średnia cebula (100 g)
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego (50 g)
  • ⅓ łyżeczki soli (2 g)
  • 4 łyżki oleju rzepakowego (40 g)
  • 1 łyżeczka mielonej słodkiej papryki (lub więcej, jak kto lubi)
  • mielona ostra papryka do smaku
  • opcjonalnie: czarny sezam do posypania

 

Wykonanie:

  1. Warzywa obrać, umyć. Cebulę i pora posiekać, marchewkę i selera zetrzeć na dużych oczkach tarki.
  2. Kaszę jaglaną wypłukać pod bieżącą wodą, a następnie dokładnie przelać wrzątkiem.
  3. Cebulę i marchewkę, selera i kaszę wrzucić do garnka, dolać trochę wody (tyle, ile wchłonie kasza, można dolewać w trakcie gotowania) i gotować pod przykryciem przez 5 minut. Dodać pora, wymieszać i gotować dalsze 10 minut.
  4. Zostawić do ostudzenia pod przykryciem.
  5. Dodać koncentrat, sól, olej i słodką mieloną paprykę i częściowo zmiksować ręcznym blenderem (tak, żeby zostały widoczne kawałki). Doprawić ostrą papryką według uznania.
  6. Można się zajadać od razu albo po schłodzeniu w lodówce.

 

 

Wartość odżywcza 1 łyżki (30 g):

Risotto z porem i kuminem

Risotto z porem i kuminem

Baaardzo dawno nic nie pisałam na blogu, ale uprzedzałam, że tak będzie. Obowiązki związane ze studiami są jednak ważniejsze, a dodatkowo jestem osobą przedkładającą obowiązki nad przyjemności ?. A ten semestr był mocno angażujący, ale owocny, a ciężka praca się opłaciła. Wracam z garścią przepisów, póki mam wolną chwilę. Zaczynam od risotto z porem i kuminem.

Za takie risotto prawdziwi Włosi chyba skazali by mnie na powieszenie na spaghetti… Ale ja tak właśnie mam, że lubię przyrządzać wiele potraw na swój własny sposób. Tak więc do tego risotto użyłam ryżu pełnoziarnistego zamiast arborio, nie dałam parmezanu, nie usmażyłam ryżu na oleju, tylko dodałam go na zimno do gotowej potrawy i nie użyłam bulionu ani wina, tylko po prostu wodę. Ani nie użyłam masła. To chyba wszystkie moje przewiny, ale potrawa i tak jest cudowna. A przy tym realizuje zasady prawidłowego odżywiania, co jest jednym z moich celów. I robi się ekspresowo, i jest mało zmywania, i jest jeszcze świetna zimą, aromatyczna i rozgrzewająca.

 

Składniki:

  • cebula
  • por
  • ryż pełnoziarnisty
  • sól
  • pieprz
  • mielony kumin
  • olej rzepakowy
  • opcjonalnie pestki dyni albo słonecznika do posypania

 

Wykonanie:

  1. Cebulę obrać, pokroić w kostkę, pora nakroić wzdłuż, dokładnie umyć i pokroić.
  2. Cebulę wrzucić na patelnię, dolać trochę wody i dusić pod przykryciem 5 minut. Następnie dodać ryż i gotować kolejne 5 minut. Potem dodać pora, wymieszać i dusić pod przykryciem aż ryż zmięknie, ale nie rozgotowywać go (około 5-7 minut). Podczas całego gotowania stopniowo dolewać wodę w miarę, jak ryż będzie ją wchłaniał.
  3. Pod koniec przygotowywania risotto dodać trochę soli, mielonego pieprzu i sporo kuminu, dokładnie wymieszać.
  4. Gotową potrawę na talerzu polać olejem rzepakowym (bo oleje najlepiej spożywać na zimno) i ewentualnie posypać pestkami dyni lub słonecznika. Można jeszcze dodatkowo posypać odrobiną kuminu. Smacznego!
smalec-z-fasoli-1

Smalec z fasoli

„Smalec z fasoli”, „Wegański smalec”, „Smalec bez smalcu”, „Smalec dietetyczny” i można by jeszcze kilka nazw dla tego cuda wymyślić. Smalec zrobił oszałamiającą furorę na stole w okresie świątecznym, został przetestowany przez kilkanaście osób, a ochom i achom nie było końca. Więc nie pozostaje mi nic innego jak odtrąbić wielki kulinarny sukces!

I co ciekawe wszyscy zgodnie mówili, że smakuje, jak prawdziwy smalec. Osobiście nie mogę tego stwierdzić, bo nigdy nie odważyłam się spróbować tego prawdziwego ?. Od zawsze mnie odrzucało na myśl o takiej ilości tłuszczu… Ale taką wersją, jaką prezentuję tutaj, to nie pogardzę, o nie. A wręcz robię chętnie. Z domowymi ogórkami małosolnymi albo kiszonymi – niebo w gębie ?. Polecam!

Robiąc ten smalec inspirowałam się przepisem z niezawodnej Jadłonomii.

 

 

Składniki:

na naprawdę dużą ilość

  • 200 g suchej białej fasoli (ewentualnie 3 puszki – po odsączeniu 720 g)
  • 2 ząbki czosnku (10 g)
  • 1 duża cebula (150 g)
  • 1 średnie kwaśne jabłko (150 g) – użyłam odmiany Szara Reneta
  • 2 liście laurowe
  • 4 kuleczki ziela angielskiego
  • 1 łyżeczka soli (5 g)
  • pieprz
  • około 1 łyżeczki majeranku
  • 1 łyżeczka + 4 łyżki oleju rzepakowego (45 g)

 

Wykonanie:

  1. Fasolę namoczyć, ugotować (zwykłą białą fasolę około 1 godziny; Pięknego Jasia około 1,5 godziny), po ostudzeniu odcedzić zachowując wodę. Fasolę z puszki odcedzić i wypłukać na sicie.
  2. Czosnek obrać i drobno posiekać albo przecisnąć przez praskę. Cebulę obrać i drobno pokroić.
  3. Na patelni rozgrzać 1 łyżeczkę oleju, wrzucić czosnek, lekko podsmażyć, dodać cebulę, liście laurowe i ziele angielskie i dusić na małym ogniu pod przykryciem aż cebula zmięknie. W razie potrzeby dolać trochę wody.
  4. Jabłko umyć i zetrzeć miąższ na tarce. Dodać na patelnię i dusić aż jabłko zmięknie. Wystudzić, wyjąć liście i ziele.
  5. Fasolę zmiksować z 4 łyżkami oleju. Dodać jabłko z cebulą i czosnkiem, majeranek, pieprz i sól (jeżeli nie była dodawana; fasola z puszki jest wystarczająco słona), wymieszać łyżką. Ewentualnie dodać wody z gotowania fasoli, jeżeli jest za gęste. Najlepiej smakuje po przynajmniej kilku godzinach w lodówce.

 

Muffinki gruszkowe z suszoną żurawiną i kardamonem

Te muffinki udowadniają, że prosto można połączyć przyjemne z pożytecznym, czyli są i pyszne i zdrowe. Gruszki, suszona żurawina i kardamon tworzą cudowne trio – myślę, że w okresie jesienno-zimowym takie smaki szczególnie przypadają do gustu. Mnie na pewno. Do tego same muffinki robi się ekspresowo, nie potrzeba brudzić dużej ilości naczyń, nie trzeba też mieć blendera czy miksera. A efekty smakowe wspaniałe, mmm. Muffinki są chrupiące z zewnątrz, a miękkie i wilgotne w środku. Dzięki temu dłużej zachowują świeżość i są tak samo smaczne nawet przez kilka dni. Idealnie sprawdzają się jako drugie śniadanie np. na uczelni. Jedyny minus ich wilgotności jest taki, że ciężko wyczuć moment końca pieczenia, bo wyciągnięcie z nich suchego patyczka graniczy z cudem – no chyba, że z węgielków 😉
Składniki:
na 12 muffinek

Suche składniki:
  • 1,5 szklanki mąki pszennej pełnoziarnistej (200 g)
  • ½ szklanki otrębów pszennych (20 g)
  • 60 g cukru 
    • w zdrowszej wersji: 60 g ksylitolu 
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • szczypta kardamonu
Mokre składniki:
  • ½ szklanki mleka (125 g)
  • 4 łyżki oleju rzepakowego (40 g)
  • 1 jajko (50 g)
  • 2 gruszki (450 g)
Dodatkowo: 120 g suszonej żurawiny


Wykonanie:
  1. Nastawić piekarnik na 180°C.
  2. Gruszki umyć i zetrzeć na grubych oczkach tarki.
  3. W jednej (większej) misce dokładnie wymieszać suche składniki.
  4. W drugiej (mniejszej) misce dokładnie wymieszać mokre składniki.
  5. Przelać mokre składniki do suchych, wymieszać z grubsza łyżką, dodać żurawinę, ponownie zamieszać tylko do połączenia składników.
  6. Przełożyć do foremek. Polecam silikonowe, ponieważ do papierowych papilotek muffinki będą przywierać. Włożyć do nagrzanego piekarnika i piec około 30-35 minut.

1 muffinka (z użyciem mleka krowiego 2% tłuszczu i cukru) dostarcza:


slodka-korzenna-zupa-krem-z-dyni-1

Słodka, korzenna zupa-krem z dyni

Tą zupę robiłam chyba ze dwa tygodnie temu, ale przepis wrzucam dopiero teraz z powodu totalnego braku czasu. Co nie oznacza, że wreszcie czas mam, ale raczej trochę mniej go nie mam. Dlatego szybko przejdę do rzeczy. Zupę bardzo polecam, nadal pamiętam jej smak, mimo że ją jadłam jakiś, wspomniany, czas temu. Ciekawe połączenie dyni i jabłek, dzięki czemu zupa jest naturalnie słodka, do tego rozgrzewające przyprawy – przydałaby się teraz, jak robi się zimno, brrr. Szkoda, że dynie w sklepach się kończą. Myślę, że taka zupa-krem z dyni przypadłaby do gustu nawet najbardziej „warzywoopornym”. Smacznego!

 

 

Składniki:

  • dynia (polecam dynię Hokkaido o intensywnie pomarańczowym, zwartym miąższu)
  • słodkie jabłka
  • rodzynki
  • orzechy laskowe
  • mielony cynamon
  • mielony kardamon
  • mielony imbir
  • gałka muszkatołowa

 

Wykonanie:

  1. Rodzynki namoczyć we wrzątku.
  2. Dynię umyć (odmiany Hokkaido nie trzeba obierać – hurra! można zaoszczędzić trochę czasu), przekroić na pół, wydrążyć miąższ i pokroić w grubą kostkę. Krojenie jest najtrudniejszym zadaniem w przygotowaniu tej banalnie prostej zupy.
  3. Dynię przełożyć do garnka, zalać wodą, tak, żeby dynia trochę wystawała ponad powierzchnię wody, zagotować.
  4. Jabłka umyć, wydrążyć gniazda nasienne, pokroić. Dodać do dyni po około 5 minutach gotowania i gotować razem aż składniki będą miękkie (około kolejne 5 minut – zależy od wielkości kawałków).
  5. Dolać wodę z moczenia rodzynek (bo po co ją wylewać?) i dokładnie zmiksować. Ewentualnie dolać więcej wody. Przyprawić sporą ilością cynamonu, pozostałe przyprawy dodać w mniejszych ilościach.
  6. Nalać na talerze/miseczki, posypać rodzynkami i posiekanymi orzechami.

 

Lasagne z jarmużem

Odkrywania jarmużu ciąg dalszy. Tym razem danie z dużą ilością tego warzywa. Jest co prawda dosyć czaso- i pracochłonne, ale warto spróbować w jakiś wolny dzień, który można poświęcić na spokojne siedzenie w kuchni. Ponieważ jeżeli chodzi o wartości odżywcze, to jest to prawdziwa „bomba wapniowa”. Jarmuż zawiera dużo wapnia w porównaniu z innymi warzywami, do tego sporo wapnia z jogurtu naturalnego i żółtego sera oraz jeszcze trochę z jajka. Żeby nie rozbroić tej bomby, radzę nie popijać herbatą. Herbata zawiera taniny i szczawiany, które zmniejszają wchłanianie wapnia z przewodu pokarmowego. Wapń jest niezbędny do budowy mocnych kości. Równie ważna jest witamina D – przypominam o zalecanej suplementacji tej witaminy od października do marca!


Składniki:

  • makaron lasagne (szkoda, że nie ma pełnoziarnistego; może kiedyś?)
  • jarmuż
  • jogurt naturalny
  • jajko
  • czosnek
  • sól
  • pieprz
  • gałka muszkatołowa
  • zioła prowansalskie
  • ser żółty
  • olej rzepakowy


Wykonanie:

  1. Jarmuż dokładnie wypłukać, wyciąć grube nerwy i ogonki liściowe, pokroić na mniejsze kawałki. Wrzucić na dużą patelnię, dolać trochę wody i dusić mieszając aż zmięknie i zmniejszy swoją objętość (około 6-cio krotnie).
  2. Makaron lekko podgotować przez około 3 minuty. Uważać, żeby płaty nie skleiły się ze sobą.
  3. W międzyczasie rozgrzać piekarnik do 180°C.
  4. Czosnek (1-2 ząbki na jedną porcję) obrać i drobno posiekać albo przecisnąć przez praskę. Dodać do jarmużu. Doprawić ziołami, pieprzem i solą.
  5. Jogurt dokładnie wymieszać z jajkiem (1 jajko na 1 duże opakowanie jogurtu), doprawić pieprzem, solą, gałką muszkatołową.
  6. Ser (tylko trochę) zetrzeć na drobnej tarce.
  7. Naczynie do zapiekania posmarować olejem; wystarczy odrobina rozprowadzona cienką warstwą. Układać naprzemiennie warstwy makaronu i jarmużu, tak, żeby na samym dnie i na wierzchu był makaron. Na to wylać sos z jogurtu, posypać serem i odrobiną ziół
  8. Włożyć do nagrzanego piekarnika i piec około 20 minut.

 

 

makaron-z-brokulami-i-sosem-czosnkowym-1

Makaron z brokułem i sosem czosnkowym

Makaron z brokułem i sosem czosnkowym to kolejna propozycja „pudełkowego obiadu”. Danie łatwe i szybkie do zrobienia, z prostych składników, smaczne i zdrowe. Brokuły zawsze goszczą na pierwszych miejscach różnych rankingów na tzw. superfoods. Nie bez powodu. Są bogatym źródłem β-karotenu (mimo, że są zielone; β-karoten trochę niesłusznie kojarzy się tylko z marchewką czy dynią) i kwasu foliowego. Dostarczają też sporo potasu, wapnia, witaminy C i błonnika. Ale przede wszystkim zawierają sulforafan – związek z grupy glukozynolanów o udowodnionym działaniu przeciwnowotworowym, który szczególnie silnie chroni przed rakiem pęcherza, żołądka i jelita grubego.

Brokuła można ugotować na parze, ale ja mam mój ulubiony sposób z wykorzystaniem patelni. Dzięki temu nie wylewa się wody, do której przechodzi część składników odżywczych z brokuła. Właściwie taką metodą część warzywa gotuje się w wodzie, a część na parze, ale ostatecznie cała woda odparowuje.

 

 

Składniki:

 

Wykonanie:

  1. Przygotować sos czosnkowy zgodnie z przepisem.
  2. Makaron ugotować al dente w lekko osolonej wodzie (około 8 minut). Następnie odcedzić i porządnie przelać zimną wodą.
  3. Brokuła ugotować (polecam ⇒ mój ulubiony sposób na gotowanie brokuła). Wystudzić.
  4. Gdy makaron i brokuł będą zimne, wymieszać je razem z sosem, można dodatkowo posypać pestkami dyni / słonecznika.

 

 


Źródła:

  • red. Brzozowska A, Toksykologia żywności; przewodnik do ćwiczeń, wyd. SGGW, Warszawa 2010
  • Dżugan M., Znaczenie warzyw kapustnych w profilaktyce nowotworów, Zdr Publ 2007; 117 (3): 397-401

 

Wegańskie kotlety z ciecierzycy

Tradycyjnie słowo „kotlet” kojarzy się z mielonymi albo schabowym. A kotlety można zrobić właściwie ze wszystkiego. Proponuję przepis na kotlety, które nie dość, że nie zawierają mięsa, to jeszcze nie zawierają w ogóle składników odzwierzęcych. Co prawda są smażone, ale na odrobinie oleju – tyle tylko, żeby nie przywierały do patelni. Na pewno kiedyś zrobię pieczone, ale muszę wymyślić, co tu zrobić, żeby nie wyszły suche – bo na razie wszystkie próby tak się kończyły. Ale obiecuję, że będę dalej próbować i w końcu się uda.
Mała uwaga – robienie takich kotletów trzeba z wyprzedzeniem zaplanować, żeby wcześniej namoczyć ciecierzycę!

Składniki:
na 10 niedużych kotletów

  • 200 g suchej ciecierzycy
  • 1 średnia cebula (100 g)
  • 2 ząbki czosnku (10 g)
  • 2 łyżki otrębów pszennych (8 g)
  • ¾ łyżeczki soli (4 g)
  • pieprz do smaku
  • 3 płaskie łyżki mąki ziemniaczanej (40 g)
  • 1 łyżeczka oleju rzepakowego (5 g)


    Wykonanie:

    1. Suchą ciecierzycę zalać wrzątkiem i moczyć przez około 12 godzin. Odcedzić, zalać świeżą wodą i gotować do miękkości (około 40 minut), przy czym początkowe 10 minut gotować bez przykrycia. 
    2. Cebulę obrać i pokroić w kostkę, czosnek obrać i drobno posiekać albo przecisnąć przez praskę.
    3. Ugotowaną ciecierzycę dobrze odcedzić i zostawić, żeby trochę wystygła. Następnie zmiksować, dodać cebulę, czosnek, otręby, przyprawić solą i pieprzem. Dokładnie wymieszać. Na tym etapie można próbować, jak smakuje i ewentualnie dodawać jeszcze jakieś przyprawy (jak zwykle proszę uważać z ilością soli – wiem, że powtarzam to po raz kolejny, ale chcę, żeby przepisy były „edukacyjne”) 
    4. Jeżeli masa jest w porządku, dodać mąkę ziemniaczaną, ponownie wymieszać. Jeżeli masa wyjdzie za sucha, dodać trochę wody, jeżeli za mokra dosypać trochę otrębów. Radzę natomiast nie dodawać więcej mąki ziemniaczanej, żeby kotlety nie miały ziemniaczanego posmaku. Uformować kotlety i odłożyć na 10 minut. 
    5. Na patelni rozgrzać łyżeczkę oleju, dokładnie rozlewając po powierzchni i smażyć kotlety na niezbyt dużym ogniu i pod przykryciem, aż się zarumienią.

    1 kotlet dostarcza: