Porady

Świąteczna gorączka

Przed świętami: Najlepsze przepisy na święta! Wypróbuj je wszystkie!

Po świętach: Jak schudnąć po świętach?

 

Przed świętami: 7654360953 pomysłów na świąteczne prezenty!

Po świętach: Co zrobić z nietrafionymi prezentami?

 

Przed świętami: Nie rusz, to na święta!

Po świętach: Jedz, jedz, bo się zmarnuje!

 

Wigilia już w piątek, więc świąteczna paranoja osiąga apogeum. Niektórzy jedzenie zaczęli szykować już w zeszłym tygodniu, bożonarodzeniowe akcenty atakują ze sklepowych półek zaraz po tym, jak zniknęły z nich znicze, świąteczne piosenki i reklamy w tv wwiercają się w mózg od początku grudnia, a słowo „prezenty” odmienione przez wszystkie przypadki pojawia się tak często, że mogłoby robić za spójniki…

 

Nie mam na celu nikogo krytykować – bo są osoby, którym święta razem z całą ich otoczką sprawiają autentyczną radość – tylko podzielić się swoimi przemyśleniami i może zainspirować do refleksji.

 

Stopień, w jakim te święta zostały skomercjalizowane i to, jak nakręca się przy ich okazji konsumpcjonizm, są według mnie chore. Na pierwszy plan wysuwa się kupowanie prezentów i robienie kosmicznej ilości jedzenia. Kupuj! Więcej! Lepiej! Drożej! Jakie skarpetki pod choinkę!? Kup smartfona! Luksusowe perfumy! Smart zegarek! I tak dalej. Sprzątaj! Wypucuj cały dom! Gotuj! Piecz! Więcej! Za mało! Jeszcze to! Jeszcze tamto!

 

Większa choinka! Więcej lampek! Więcej bombek! Jeszcze 2 łańcuchy! I gwiazda na czubku! Co taka mała? Daj większą! Lepszą! Nową, ta jest z zeszłego roku!

 

Naharuj się! Zasuwaj więcej! Przecież goście przyjdą! Więcej jedzenia! Więcej prezentów! Więcej dekoracji! (patrz, ile ma sąsiad!) Zarżnij się tą robotą, bo przecież to święta!

 

Nie, koniec, stop!

  • To tylko dwa dni + kolacja wigilijna – czy naprawdę trzeba robić jedzenia jak dla pułku wojska?
  • Czy naprawdę trzeba gotować, piec, smażyć i pichcić przez 2 tygodnie przed świętami?
  • Czy naprawdę potrzeba tyle jedzenia w czasach, gdy na co dzień jedzenia mamy w bród?
  • Czy naprawdę stół musi się uginać pod talerzami, półmiskami, wazami?
  • Czy naprawdę prezenty muszą wylewać się spod choinki?
  • Czy naprawdę trzeba godzinami szukać upominków biegając w tę i we w tę po zatłoczonym centrum handlowym?
  • Czy naprawdę trzeba stać w kilometrowych kolejkach do kas?
  • Czy naprawdę trzeba wypucować calusieńkie mieszkanie na błysk?
  • Czy naprawdę trzeba zmieść każdą drobinkę kurzu?
  • Czy naprawdę trzeba się zażynać robotą przez dwa tygodnie a potem paść bez siły?
  • Czy naprawdę po raz pierdyliardowy trzeba obejrzeć „Kevina”? (szczerze, kompletnie nie rozumiem tej „tradycji”; ale jeżeli ktoś lubi, to proszę bardzo)

 

Czy po to są święta? Czy najważniejsze są wymyślne prezenty, niebotycznie wystrojona choinka i góry jedzenia?

 

Mam do Ciebie pytanie: Gdybyś wyrzucił z głowy wszystkie „ale taka jest tradycja”, „zawsze tak było”, „tak wypada”, „tak należy” i zastanowił się, czego TY CHCESZ od świąt? Co w świętach jest dla Ciebie ważne?

 

Odpoczynek? Spokój? Spotkania z rodziną? Rozmowa z przyjaciółmi? Przyjemnie spędzony czas? Chwila zapomnienia o codziennych obowiązkach, pracy? Czas, żeby się zatrzymać w pędzie codziennego życia? Ludzie czy przedmioty? Relaks czy świąteczna harówka? Bycie razem czy jedzenie?

 

A teraz mam do Ciebie kolejne pytanie: Czy dobrze się czujesz z tym, jak spędzasz święta? Czy może padasz przed Wigilią z przepracowania? Nogi się pod Tobą uginają na myśl o lepieniu 500 pierogów? Szukanie prezentów jest katorgą?

Jeżeli czujesz jakiś dyskomfort w związku ze świętami, to zastanów się nad tym. Twój organizm daje Ci w ten sposób znać, że coś jest nie tak. Że postępujesz wbrew sobie. Że wizja tego, jak Ty byś chciał, żeby wyglądały święta, rozmija się ze stanem faktycznym.

 

Ja osobiście mam dosyć takich skomercjalizowanych na maksa świąt i nakręcania konsumpcjonizmu do granic. Nie oglądam telewizji i nie słucham radia, bo od świątecznych reklam, last kristmasów, santa klałsów, dżingl belsów i całej reszty dostałabym świra (oj, chyba mam niski poziom tolerancji świątecznych piosenek…). Centrów handlowych w okresie świątecznym unikam jak ognia.

Mam wrażenie, że obecnie przy świątecznym stole ludzie są tylko dodatkiem do jedzenia. Świąteczne potrawy są ważniejsze niż rodzina, z którą widzimy się czasami tylko ten jeden raz w roku. Bardziej istotne jest to, co kupimy innym i sami dostaniemy pod choinkę niż bycie razem.

W zeszłym roku udało mi się wreszcie namówić najbliższą rodzinę, żebyśmy nie dawali sobie prezentów pod choinkę. Bo tak serio – po co? Jak nam czegoś potrzeba, to się kupuje i tyle. I wiesz co? To była dla wszystkich ogromna ulga! Będziemy tę „nową tradycję” kontynuować, bo jest to zwyczajnie fajne. Oczywiście, jak w rodzinie są małe dzieci, to coś takiego raczej nie przejdzie. Ale może się umówić, żeby kupić coś tylko dzieciakom? Chyba, że Ty i Twoja rodzina autentycznie to lubicie – to oczywiście przy tym zostańcie. Ja chcę pokazać, że można inaczej. Że można się sprzeciwić tradycjom, które tylko nas męczą.

A jeżeli boisz się wyjść przed szereg (ta rada sprawdzi się zawsze, kiedy obawiasz się coś zaproponować czy o coś poprosić) odpowiedz sobie szczerze: co najgorszego może się wydarzyć? No, w najgorszym wypadku się nie zgodzą. Czyli zostanie po staremu. Widzisz? – niczego nie ryzykujesz, niczego nie stracisz! Możesz natomiast zyskać, jeżeli się zgodzą.

 

To jak chcesz spędzać święta? Ja chcę odpocząć, spędzić czas z rodziną, a zamiast kupować prezenty wspieram organizacje charytatywne.

 

Zdjęcia i grafiki na licencji CCO, pixabay.com i unsplash.com