jak-zrobic-make-gryczana-1

Jak zrobić mąkę gryczaną?

Dzisiaj przygotowałam dla Was post-poradnik o tym, jak własnoręcznie zrobić mąkę gryczaną. Generalnie jest to naprawdę banalnie proste i sprowadza się do „zmielić kaszę gryczaną”. Ale oczywiście na tym nie poprzestanę, bo zamierzam ten temat rozwinąć 😉.

 

Zmielić ale czym?

Podstawowe pytanie, które się nasuwa, to Co wykorzystać do zmielenia kaszy gryczanej? Najprościej użyć młynka chociażby takiego jak do mielenia kawy. Ja mam młynek tzw. udarowy – jest to po prostu pojemnik z ostrzami, które tną produkty na kawałeczki. Fajne w tym młynku jest to, że wspomniany pojemnik z ostrzami ma formę przystawki, którą można zdjąć z bazy z silnikiem i umyć. Bardzo wygodne i praktyczne rozwiązanie. Taki młynek nie musi mieć dużej mocy, bo pojemnik jest niewielki – w moim młynku można zmielić na raz około 80 g ziaren. I tu gładko przechodzimy do minusów tego rozwiązania, bo chcąc otrzymać np. kilogram mąki gryczanej trzeba się namielić…

Drugim sprzętem, który możemy wykorzystać jest młynek żarnowy, który wybitnie nadaje się do mielenia na drobny pył. Kojarzycie żarna z lekcji historii albo wizyty w skansenie? 😉 W takim młynku produkty są rozcierane między specjalnymi kamieniami. Można kupić młynki żarnowe przeznaczone właśnie do produkcji domowej mąki. Ja takiego nie mam, nigdy z takiego nie korzystałam, więc nie mam praktycznych doświadczeń. Na pewno dzięki takiemu urządzeniu otrzymamy bardzo drobno zmieloną mąkę, ale mieląc ziarna w młynku udarowym wystarczająco długo też można uzyskać zadowalający efekt.

Kolejna maszyna, która nam pomoże w przerobieniu kaszy na mąkę jest blender. Ale nie każdy blender się do tego nada. Musi to być blender kielichowy o dużej mocy i wysokich obrotach. Taki blender to de facto wspomniany młynek udarowy w wersji makro – też sieka ziarna na drobniutkie kawałki, a musi mieć wysokie obroty, bo inaczej niezmielona kasza będzie się tylko obijać po kielichu. Dużym plusem takiego sprzętu jest jego pojemność – możemy zmielić w nim 0,5-1 kg kaszy na raz. Dlaczego blender ręczny (tzw. żyrafa) się nie nada, to chyba nie muszę wyjaśniać? 😁 (już oczyma wyobraźni widzę tę kaszę latającą po całej kuchni…) Czasami w zestawie do ręcznego blendera mamy taką przystawkę w formie pojemnika z ostrzami w kształcie litery S. Ale to się nie nada do zrobienia mąki gryczanej. W czymś takim można zmielić płatki, ale rozdrobnienie kaszy to nie jest zadanie dla takiego sprzętu, więc lepiej nie próbujcie.

Jaką kaszę zmielić?

Mamy za sobą część, powiedziałabym, techniczną, więc przejdźmy dalej. Możemy zmielić zarówno kaszę paloną, jak i białą. Przyznam szczerze, że tylko raz kupiłam gotową mąkę gryczaną i była ona z gryki palonej, a informacji z jakiej gryki ona jest, próżno szukać na opakowaniu. Niestety mamy tylko napisane „mąka gryczana”, więc nie mam pojęcia, czy można kupić mąkę z nieprażonej gryki. Więc robię ją sobie sama. Mąka, którą widzicie na zdjęciach w tym wpisie jest właśnie z jasnej kaszy gryczanej. Zakochałam się w tej mące 😍

Mąka z białej kaszy gryczanej:

  • Jest naprawdę wielozadaniowa – mimo, że jest to mąka naturalnie bezglutenowa, można ją wykorzystywać do różnych celów. Ciasto z tej mąki samo z siebie robi się jakby „śluzowate” – takie ciągliwe jakby dodać do niego np. mielone siemię lniane. Wychodzą z tego zwarte i nierozpadające się placki czy naleśniki bez konieczności dodawania jajka czy czegoś innego do sklejenia.
  • Jest delikatna w smaku – jest to mąka pełnoziarnista, ale w przeciwieństwie do pełnoziarnistej mąki pszennej czy żytniej, ma bardzo delikatny smak, dzięki czemu nie wpływa tak mocno na smak potraw, do których jej używamy.
  • Ma bardzo wysoką wartość odżywczą – kasza gryczana to bogactwo składników odżywczych i wszystkie je znajdziemy w mące gryczanej. Pod tym względem bije na głowę większość – a wręcz prawie wszystkie – możliwe mąki. Naprawdę warto ją włączyć do swojego jadłospisu 😊.

Jak wspomniałam, można też zmielić prażoną kaszę gryczaną. Taka mąka jest bardziej wyrazista w smaku, lekko orzechowa, ale ciasto z niej wychodzi bardziej „suche”, nie jest takie ciągnące jak z białej gryki.

Własna mąka – to nie jest takie trudne!

Mam nadzieję, że przekonałam Was, że zrobienie domowej mąki gryczanej to żadna filozofia. Po zmieleniu taką mąkę można dodatkowo przesiać przez sito, ale nie jest to konieczne (mnie się tam nie chce… 😂). Przechowujemy taką mąkę jak każdą inną – w suchym miejscu. Gryka zawiera niewiele tłuszczu, więc taka mąka nie jełczeje (na co trzeba uważać np. z mąką owsianą).

Na razie przepisów z użyciem mąki gryczanej na blogu za wiele nie ma, ale obiecuję, że będą się pojawiać, żeby pokazać Wam możliwości wykorzystania tej mąki.

Przepisy z mąką gryczaną

lekki-mazurek-amarantusowo-bananowo-karobowy-1

Lekki mazurek amarantusowo-bananowo-karobowy

Postawiłam sobie za punkt honoru – dietetycznego honoru – wymyślić przepis na mazurka w lekkiej wersji. To dosyć karkołomne zadanie, żeby zrobić kruchy spód bez masła, ale ja tam lubię wyzwania ?. Chociaż tak sobie myślę, że tym razem to nawet… przegięcie. Do zrobienia takiego a nie innego spodu zainspirowała mnie Agnieszka, założycielka Fundacji Szczęśliwi Bez Cukru, która wpadła na to, żeby wymieszać ekspandowany amarantus z melasą karobową i… upiec. Więc podłapałam ten pomysł i wcieliłam go w życie wykorzystując jako spód do lekkiego mazurka.

Ekspandowany amarantus sam w sobie jest leciutki, a posklejany melasą karobową zachowuje swoją kruchość (inaczej niż to było w przepisie na lekki torcik tiramisu, gdzie amarantus posklejany jajkiem daje biszkopt). Po upieczeniu wychodzi chrupiący i lekki jak chmurka spód do mazurka ?. Do tego wymyśliłam masę „czekoladową” na bazie banana, która swoją gęstą konsystencję zawdzięcza zmielonym nasionkom chia.

W tym mazurku najbardziej kaloryczna jest chyba dekoracja… Bo z suszonych owoców i orzechów. Znajdą się jacyś chętni, żeby spróbować moją szaloną wersję mazurka? ?

 

 

Składniki:

na 8 kawałków

  • 1,5 szklanki ekspandowanego amarantusa (45 g)
  • 3 łyżki melasy karobowej (45 g)
  • 1 duży banan (150 g)
  • 1,5 łyżki nasion chia (15 g)
  • 1,5 łyżki karobu (18 g)

 

Wykonanie:

  1. Nastawić piekarnik na 170°C (grzanie góra-dół). Formę (u mnie o wymiarach 13 x 22 cm) wyłożyć papierem do pieczenia.
  2. Ekspandowany amarantus dokładnie wymieszać z melasą karobową. Przełożyć do foremki i dokładnie ugnieść zostawiając wyższe brzegi jak to w spodzie do mazurka ?.
  3. Włożyć do nagrzanego piekarnika i piec około 20 minut – warto sprawdzać od czasu do czasu. Spód jest gotowy, gdy wyraźnie stwardnieje w wyniku pieczenia. Należy uważać, żeby nie przypiec za mocno, ponieważ wtedy stanie się gorzki. Wystudzić.
  4. Chia zmielić na proszek np. w młynku. Banana zmiksować blenderem na gładko, dodać chia, karob i zmiksować, żeby składniki dobrze się połączyły. Zostawić do zgęstnienia na około 20 minut.
  5. Na wystudzony spód wyłożyć masę bananowo-karobową. Można udekorować bakaliami – ja wykorzystałam zblanszowane migdały, orzeszki ziemne, orzechy laskowe, rodzynki, jagody goji, suszoną morwę i figi.
    Uwaga: Mazurek jest najlepszy bezpośrednio po zrobieniu, ponieważ spód jest wtedy kruchy. Jak poleży jakiś czas, to spód trochę namaka i staje się mniej chrupiący.

 

Dekoracja z suszonej morwy.
Lekki, chrupiący spód 😉

 

A na koniec mam dla Was małą ciekawostkę – tak wyglądają strąki drzewa karobowego:

 

1 kawałek (bez dekoracji) dostarcza:


Wypieczone Święta - Wielkanoc 2018

wielkanocne-pralinki-zajaczki-i-kurczaczki-1

Wielkanocne pralinki zajączki i kurczaczki

Przepis na te wielkanocne pralinki wymyśliłam na warsztaty Fundacji Szczęśliwi Bez Cukru, które odbyły się w niedzielę na Wege Bazarze. Koleżanka, z którą prowadziłam te warsztaty miała w planach mazurki, więc chciałam wymyślić coś innego. Miało to być coś prostego do zrobienia, coś co nie wymaga pieczenia ani kilkugodzinnego chłodzenia w lodówce. Znakiem rozpoznawczym naszej Fundacji są słodkości w formie kulek, więc postanowiłam, że będą to kulki. Ale jakie kulki? Mazurkowe kulki? Babowe kulki? (⇐ „babowe” od bab wielkanocnych ?) Eee… Wiem! Sernikowe! To znaczy „sernikowe”, bo ma być 100% roślinnie. No tak, jak nie wiesz, z czego zrobić kulki, to zrób je z kaszy jaglanej – ta zasada świetnie się sprawdza na naszych warsztatach, a roślinożercom na pewno takie ciasto jak jagielnik nie jest obce.

Ale zrobić po prostu jagielnikowe kulki? Nuuuda… A gdyby tak użyć migdałów w roli uszu i zrobić króliczki? To jest myśl! Ochoczo zabrałam się za testowanie pomysłu w praktyce. Robiłam różne wersje króliczków, potem też kurczaczków wykorzystując różne bakalie, testowałam oczy z czarnego sezamu i rodzynek, grzebienie z jagód goji, wersję bez futerka lub piórek z kokosowych wiórek i z nimi. I metodą prób i błędów doszłam do najlepiej wyglądającej wersji (wierzcie mi, króliczki z oczami z rodzynek straszyły… ?), którą prezentuję Wam tutaj.

Na warsztatach mieliśmy orzechy nerkowca, więc zrobiliśmy też baranki. Dzieciom bardzo się podobało, bo miały frajdę w robieniu kulek-zwierzątek, a wszystkim smakowało ?. Yeah, sukces!

 

 

Składniki:

na około 40 sztuk

  • 100 g kaszy jaglanej
  • 1,5 szklanki mleka / napoju roślinnego
  • 4 łyżki erytrolu (40 g)
  • około 3 łyżek soku z cytryny (30 g)
  • aromat waniliowy
  • 2 łyżki nierafinowanego oleju rzepakowego (20 g)
  • około ¼ szklanki wiórków kokosowych (20 g)
  • około 20 migdałów
  • garść rodzynek
  • opcjonalnie: orzechy nerkowca do baranków

 

Wykonanie:

  1. Kaszę dokładnie wypłukać, przelać wrzątkiem, a następnie ugotować w 1 szklance mleka / napoju roślinnego. Wystudzić, wymieszać z erytrolem, sokiem z cytryny, olejem, paroma kroplami aromatu waniliowego. Masę najlepiej jest wyrabiać ręką stopniowo dolewając jeszcze trochę mleka / napoju roślinnego (około 1/2 szklanki) do uzyskania plastycznej masy, z której łatwo da się lepić kulki. Gdyby masa wyszła za rzadka, można ją prosto zagęścić mąką kokosową albo zmielonymi wiórkami kokosowymi.
  2. Migdały namoczyć we wrzątku, obrać i pokroić wzdłuż na połówki. Orzechy nerkowca przekroić wzdłuż na pół, rodzynki pokroić na połówki w poprzek.
  3. Z masy lepić kulki, obtaczać w wiórkach kokosowych. Wykałaczką zrobić oczy,
    • zające: z połówek rodzynek zrobić nosek, z migdałów uszy
    • kurczaki: z połówek rodzynek zrobić dziób, a z całych grzebień.
    • baranki: z połówek rodzynek zrobić nosek, z nerkowców rogi (P.S. nie ma ich na zdjęciach).

 

Można króliczkom zrobić też łapki z migdałów 😉

 

1 pralinka dostarcza około: (tak, wiem, to okrutne je jeść ?)

 


Wypieczone Święta - Wielkanoc 2018


Dekoracje wielkanocnych potraw

chalwa-z-melasa-karobowa-1

Chałwa z melasą karobową

Na pomysł zrobienia chałwy z melasą karobową wpadłam przygotowując się do warsztatów, które prowadziłam w Bytomiu. Nasza fundacja dostała od nowego sponsora produktowego wyroby z karobu, w tym właśnie melasę i pomyślałam sobie, że fajnie by było jakoś te produkty wykorzystać na warsztatach. A że potrzebny był przepis na coś prostego, szybkiego, niewymagającego podgrzewania, pieczenia czy chłodzenia (a akurat sezam mieliśmy już uprażony), to dwuskładnikowa chałwa była naturalnym wyborem. Wyobraźcie sobie to niedowierzanie na twarzach uczestników, gdy zapowiedziałam, że następną rzeczą, którą zrobimy będzie chałwa ?. Ale to jeszcze nic. Prawdziwą radość sprawiły mi stwierdzenia, że ta chałwa jest lepsza niż taka ze sklepu ❤.

To co, gotowi dać się zaczarować banalnie prostej i szybkiej domowej chałwie z melasą karobową? ?

 

 

Składniki:

na 15 sztuk

  • 100 g sezamu
  • 2-2,5 łyżki melasy karobowej (około 30 g)

 

Wykonanie:

  1. Sezam lekko podprażyć na suchej patelni – trzeba uważać, żeby nie przypiec go za mocno, ponieważ stanie się gorzki. Następnie wystudzić.
  2. Sezam zmielić na proszek np. w młynku do kawy albo blenderze kielichowym.
  3. Wymieszać z melasą – należy dostosować jej ilość tak, żeby uzyskać zwartą, plastyczną masę. Najlepiej jest mieszać ręką, ponieważ wtedy dodatkowo „wygniata” się olej z sezamu i składniki dobrze się ze sobą łączą.
  4. Ulepić niewielkie chałwowe kuleczki – powinno wyjść około 15. Można jeść od razu.

 

Zmielony sezam i melasa karobowa przez wymieszaniem.

 

1 sztuka dostarcza:

pesto-z-rukoli-1

Pesto z rukoli

Rukola, trzeba przyznać, jest dosyć charakterna. A charakter ma ostro-gorzkawy, więc lepiej się komponuje jako dodatek do czegoś niż jako solistka. Można ją dodawać do potraw tak ot po prostu w formie listków całych czy pociętych na kawałki albo najpierw przerobić na pesto z rukoli i w takiej formie połączyć z makaronem, kaszą czy zastosować jako pastę do kanapek. Chociaż pewnie znajdą się i tacy, którzy nie bacząc na jej ostry temperament będą delektować się postrzępionymi listkami jako samodzielną przekąską. Ale to nie moja bajka, ja muszę ją utemperować i pokazać jej gdzie jej miejsce – miejsce dodatku czy wręcz przyprawy. Ale żeby nie czuła się samotna, zepchnięta do roli „tylko” przyprawy (acz rola przyprawy jest mega ważna!), dałam jej paru kompanów – nasiona słonecznika lubiące trochę poigrać z ogniem dla wydobycia smaku, dobry olejcytrynę o wiecznie kwaśnej minie. Po potraktowaniu całego towarzystwa ostrzami sprzętu kuchennego stali się nierozłączni…

Jeżeli chcielibyście jeszcze bardziej udelikatnić rukolę, wystarczy takie pesto po wymieszaniu z makaronem czy kaszą przez chwilę dodatkowo podgrzać.

Z podanej ilości wychodzi pesto, które wystarczy na około 250-300 g (przed ugotowaniem) makaronu / kaszy.

 

 

Składniki:

na około 4 porcje

  • 1 opakowanie 100 g rukoli
  • 3 łyżki nasion słonecznika (30 g)
  • 3 łyżki nierafinowanego oleju rzepakowego (30 g)
  • 2 łyżki soku z cytryny (20 g)
  • opcjonalnie: szczypta soli, skórka starta z ½ cytryny

 

Wykonanie:

  1. Słonecznik podprażyć na suchej patelni aż lekko zbrązowieje. Wystudzić. Rukolę umyć pod bieżącą wodą.
  2. W zamykanym pojemniku do miksowania albo blenderze kielichowym najpierw rozdrobnić słonecznik, następnie dodać pozostałe składniki i zmiksować – ja wolę nie miksować na całkiem gładką masę.
  3. Podawać z makaronem albo kaszą np. jak w przepisie na pęczak z burakami, pesto z rukoli i fetą.

 

Uprażony słonecznik

 

1 porcja dostarcza:

peczak-z-burakami-pesto-z-rukoli-i-feta-2

Pęczak z burakami, pesto z rukoli i fetą

Ten przepis narodził się w mojej głowie już jakiś czas temu i tam siedział i obijał mi się po półkulach mózgowych krzycząc „Zrób mnie! Zrób mnie!”. Więc jak zobaczyłam w sklepie podłużne buraki, to już nie było wymówek i skończyło się odkładanie na później. Właściwie tworzenie tego przepisu w swojej głowie zaczęłam od pesto z rukoli. Nie chciałam tak zwyczajnie wymieszać go z makaronem, więc w mojej głowie zaświtało „A jakby tak wymieszać pesto z rukoli z kaszą?”. Jaglana? Bulgur? Pęczak? Tak! Pęczak będzie idealny! Hmm, tylko co dalej?… Rukola lubi się z buraczkiem! A do tego by pasował jakiś ser. Mozzarella? Może kozi? Albo feta o intensywnym smaku? Pomysł z mozzarellą odrzuciłam dość szybko, bo stwierdziłam, że będzie tu pasować bardziej wyrazisty ser, a wybór między serem kozim a fetą postanowiłam pozostawić losowi, czyli co mi się bardziej spodoba w sklepie. Los chciał, że nie było takiego koziego sera, jaki by mi pasował, więc padło na białą, dość słoną kostkę. I myślę, że to był dobry wybór, bo powstała bardzo smaczna potrawa z kaszą pęczak, burakami, pesto z rukoli i fetą.

 

 

Składniki:

 

Wykonanie:

  1. Buraki ugotować wrzucając nieobrane na wrzącą wodę. Wystudzić, obrać i pokroić w kostkę (można użyć już ugotowanych buraków zapakowanych próżniowo).
  2. Pęczak ugotować na sypko – gotować około 15 minut i po wyłączeniu zostawić na 5-10 minut.
  3. W wersji na zimno: kaszę wystudzić, wymieszać z pesto, dodać buraki i fetę.
    W wersji na ciepło: kaszę wymieszać z pesto i burakami, podgrzać i na talerzu dodać fetę.

 


Mam smaka na buraka 2018

slodziutki-biografia-cukru-recenzja

„Słodziutki. Biografia cukru” – recenzja

Fundacja Szczęśliwi Bez Cukru, w której pracuję, jest patronem książki „Słodziutki. Biografia cukru”. Jako, że brałam udział jako ekspert w spotkaniu autorskim z autorami książki w Katowicach, to w ramach przygotowań do tegoż spotkania książkę przeczytałam. Ba, wręcz pochłonęłam, bo czyta się ją lekko i szybko.

Napisałam również recenzję, którą możecie przeczytać na stronie Fundacji.

 

[mks_button size=”large” title=”Przejdź do recenzji” style=”rounded” url=”https://szczesliwibezcukru.pl/slodziutki-niebezpieczny-recenzja-ksiazki/” target=”_self” bg_color=”#ffa310″ txt_color=”#FFFFFF” icon=”fa-external-link” icon_type=”fa” nofollow=”0″]

zimowe-curry-1

Curry z warzywami korzeniowymi

Tym razem postanowiłam sięgnąć po potrawę dobrze znaną mi z dzieciństwa, bo bardzo podobne do tego curry z warzywami korzeniowymi robi moja mama (Mamo, wiem, że to przeczytasz, więc przesyłam buziaki! ?). Tylko u nas w domu na tę potrawę mówi się „risotto”, zawiera mięso i jest zrobiona najczęściej z białego ryżu. No cóż, wychodzi na to, że „parę” modyfikacji wprowadziłam ?. Nazwałam to jednak curry, bo więcej ma wspólnego z indyjskim curry niż włoskim risotto. Zrobiłam oczywiście bez mięsa i użyłam brązowego ryżu. Udało mi się też wreszcie dorwać w sklepie świeżą natkę kolendry, która z różnego rodzaju curry komponuje się idealnie.

Takie curry to fajna propozycja na zimę, bo z wykorzystaniem naszych dobrze znoszących długie przechowywanie warzyw korzeniowych. Do tego solidna dawka przypraw kuszących aromatem, odpowiedzialnych za charakterystyczny żółciutki kolor i mających działanie prozdrowotne. To danie jest też bardzo szybkie do podgrzania np. gdy wraca się głodnym po pracy – spokojnie można wtedy wymieszać ryż z warzywami – będzie prościej ?.

 

 

Składniki:

  • brązowy ryż
  • marchewka
  • pietruszka
  • seler
  • cebula i/lub por
  • kurkuma
  • dobre jakości mieszanka przypraw do curry albo
    • kurkuma
    • imbir
    • gałka muszkatołowa
    • mielone / rozgniecione nasiona kolendry
    • kmin rzymski (kumin)
    • cynamon
  • sól
  • olej rzepakowy
  • natka kolendry albo pietruszki
  • czarnuszka

 

Wykonanie:

  1. Ryż ugotować (około 30 minut) dodając pod koniec gotowania kurkumę i trochę soli. W tym czasie przygotować warzywa.
  2. Marchewkę, pietruszkę i selera obrać i zetrzeć na grubych oczkach tarki.
  3. Cebulę i/lub pora obrać i pokroić w kostkę.
  4. Cebulę poddusić na patelni dodając trochę wody albo lekko zeszklić na niewielkiej ilości oleju. Dodać starte warzywa (plus ewentualnie pora) i dusić aż warzywa zmiękną, ale nie będą rozgotowane (około 10-15 minut). Doprawić mieszanką curry albo skomponować własną z podanych przypraw. Lekko posolić.
  5. Na talerze wykładać ryż, a na niego warzywa. Posypać posiekaną natką kolendry albo pietruszki i czarnuszką i skropić nierafinowanym olejem rzepakowym.

 

czekoladki-kawowo-smietankowe-1

Czekoladki kawowo-śmietankowe

W związku ze zbliżającymi się Walentynkami mam dla Was przepis na domowe czekoladki kawowo-śmietankowe. Udało mi się do ich zrobienia dorwać silikonową serduszkową formę (jedną już mam, robiłam w niej czekoladki z rodzynkami i orzechami włoskimi, ale te serduszka są ładniejsze ?). Do zrobienia tych czekoladek zainspirowało mnie wspomnienie smaku kawowej czekolady ? – takiej dwuwarstwowej, może kojarzycie. Dlatego właśnie mamy tu dwie warstwy – kawowo-kakaową i śmietankową. Ale, hola! Tu nie ma żadnej śmietanki w składnikach! To jak to śmietankowa?! Za śmietankę bez śmietanki jest odpowiedzialna inulina. To taki zamiennik cukru, który jest co prawda mniej słodki od cukru, ale za to w smaku przypomina mleko w proszku albo właśnie śmietankę w proszku – co do tej śmietanki to się nie wypowiem, bo tak zacnego produktu jak śmietanka w proszku nigdy nie próbowałam ?. Ale na własne oczy widziałam reakcje osób, które po spróbowaniu inuliny robiły maślane oczka i z zachwytem mówiły „To smakuje jak… śmietanka w proszku ❤❤❤”.

Ekhem, ale wracając do czekoladek, no umówmy się, szczyt zdrowia to to może nie jest, ale w końcu to czekoladki. Co prawda wspomniana inulina ma ciekawe prozdrowotne działanie, bo jest prebiotykiem, natomiast w tych czekoladkach jest sporo oleju kokosowego, który wcale nie jest tak zdrowy jak go niektórzy malują. Ale jest potrzebny do nadania zwartej konsystencji. Dlatego jak to z czekoladkami – umiar wskazany ?.

 

 

Składniki:

na 15 sztuk

Warstwa ciemna – kawowa:

  • 20 g kakao
  • 40 g erytrolu
  • 45 g oleju kokosowego
  • 10 g kawy rozpuszczalnej
  • 10 g inuliny

Warstwa jasna – śmietankowa:

  • 20 g erytrolu
  • 30 g oleju kokosowego
  • 30 g inuliny

 

Wykonanie:

  1. Erytrol zmielić na puder, jeżeli macie kawę rozpuszczalną w formie granulek, to również należy ją zmielić.
  2. Warstwa ciemna: Dokładnie wymieszać suche składniki, rozpuścić olej kokosowy, dodać do suchych składników i wymieszać. Nakładać do foremek – polecam silikonowe – do około 4/5 wysokości. Wstawić do lodówki, żeby masa zastygła.
  3. Warstwa jasna: Wymieszać erytrol i inulinę, dodać rozpuszczony olej kokosowy i dokładnie wymieszać. Nakładać na wierzch ciemnej warstwy. Ponownie schłodzić w lodówce.

 

 

1 czekoladka dostarcza:

zupa-krem-z-dyni-z-mleczkiem-kokosowym-1

Zupa-krem z dyni z mleczkiem kokosowym

Gdy zobaczyłam w sklepie piękną dynię piżmową, wiedziałam, że muszę ją mieć! Zwłaszcza, że ostatni sezon na dynie skończył się jakoś za szybko i znienacka, więc czułam się „niedodyniona” ?. A przecież chodziła za mną ochota na zupę w stylu tajskim z mleczkiem kokosowym i kolendrą. Ochota, która nie została zaspokojona, a którą rozbudził widok dyni piżmowej ?. No więc wreszcie powstała zupa-krem z dyni z mleczkiem kokosowym, którą doprawiłam szczodrze imbirem (akurat dałam suszony, ale ze świeżym na pewno też ta zupa byłaby świetna) i posypałam natką kolendry.

Podobno z natką kolendry jest tak, że albo się ją kocha albo nienawidzi. Ja ją lubię za jej niepowtarzalny charakter, ale że kocham na zabój, to bym nie powiedziała. Może jestem wyjątkiem potwierdzającym regułę? Ciekawa jestem, jak to wygląda w Waszym wypadku – kochacie, nienawidzicie, jesteście wyjątkiem potwierdzającym regułę czy jeszcze nie mieliście okazji się przekonać?

Z dyni ważącej 1,4 kg przed przygotowaniem czyli razem z pestkami i skórką wychodzi około 6 dużych porcji zupy.

 

 

Składniki

  • dynia
  • mleczko kokosowe (około 50 ml na porcję)
  • imbir suszony lub świeży
  • sól
  • natka kolendry

 

Wykonanie:

  1. Dynię umyć, przekroić na pół, usunąć pestki i upiec w piekarniku rozgrzanym do 180 st C aż będzie miękka – około 45 minut. Wystudzić. Oddzielić miąższ od skórki.
  2. Zmiksować dynię z mleczkiem kokosowym i wodą do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Podgrzać, lekko posolić i przyprawić dosyć dużą ilością imbiru.
  3. Zupę polecam podawać z posiekaną natką kolendry