dyniowa-granola-z-rodzynkami-1

Dyniowa granola z rodzynkami

Dzisiaj serwuję przepis na przepyszną domową dyniową granolę – słodką choć bez cukru i chrupiącą choć bez dodatku tłuszczu. Do tego z piernikową nutą, bogatą między innymi w magnez, potas, żelazo, β-karoten, witaminę E i błonnik pokarmowy. Bije na głowę dostępne w sklepach granole i płatki śniadaniowe, które tylko udają zdrowe produkty, ale wystarczy przeczytać skład, żeby przekonać się, że jest dokładnie na odwrót. Płatki reklamowane jako obniżające cholesterol zawierają 6 różnych form cukru! Dlatego dużo lepszym wyborem są zwykłe, poczciwe płatki owsiane wymieszane z kilkoma składnikami i upieczone. Płatki owsiane – ponieważ to one zawierają związek zwany β-glukanem o udowodnionym korzystnym wpływie na układ odpornościowyobniżenie poziomu cholesterolu we krwi. Kolejna zaleta tej granoli. Właściwie ona ma same zalety i tylko jedną wadę – jest chrupiąco uzależniająca. Szczególnie jeszcze ciepła. Mmmm… obłędna! Dlatego przepis jest na naprawdę dużą ilość. Polecam dla dorosłych i dla dzieci ?.

 

 

Składniki:

na 12 porcji

  • 600 g płatków owsianych zwykłych
  • 200 g pestek dyni
  • 200 g rodzynek
  • 1,5 szklanki purée z pieczonej dyni (330 g)*
  • 2 mocno dojrzałe banany (240 g)
  • 1 łyżka cynamonu
  • 2 łyżki przyprawy do piernika

* Dynię umyć, pokroić na połówki , usunąć pestki, włożyć do nagrzanego do 200°C piekarnika i piec aż będzie miękka (około 30-45 minut). Wystudzić, oddzielić miąższ od skórki i zmiksować.

 

Wykonanie:

  1. Rozgrzać piekarnik do 180°C. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia.
  2. Wymieszać płatki z pestkami dyni.
  3. Zmiksować banana z purée z dyni, cynamonem i przyprawą do piernika.
  4. Dokładnie wymieszać płatki z purée. Wyłożyć na blachę – taką ilość podzielić na 2 tury albo piec na 2 blaszkach – równomierną warstwą i przyklepać (koniecznie! – dzięki temu płatki się posklejają). Włożyć do nagrzanego piekarnika i piec aż lekko się zrumienią (około 20 minut). Delikatnie przemieszać po 10 minutach, a następnie co 5 minut.
  5. W międzyczasie rodzynki dokładnie wypłukać pod bieżącą wodą i zostawić do odcieknięcia. Gdy granola będzie upieczona, rozsypać na wierzchu rodzynki, zmniejszyć temperaturę do 100°C i włożyć do piekarnika na 5 minut, żeby wyschły. Po wystudzeniu wymieszać.

 

Granola przed pieczeniem

 

1 porcja dostarcza:

pasta-z-zielonego-groszku-z-mieta-1

Pasta z zielonego groszku z miętą

Został mi mrożony groszek z robienia pęczotto z cukinią, groszkiem i miętą, więc wykorzystałam go do zrobienia banalnie prostej pasty na kanapki. Jako dodatek smakowy zdecydowałam się na miętę, która dobrze komponuje się z lekko słodkawym zielonym groszkiem, ale równie dobre jest połączenie np. z tymiankiem, jak w tej bardzo prostej paście z groszku z tymiankiem. Ta pasta jest na tyle prosta, że nie ma się co nad nią rozwodzić. Po prostu trzeba zrobić i delektować się pysznym smakiem i pięknym kolorem!

 

Składniki:

  • ½ opakowania mrożonego zielonego groszku (225 g)
  • parę listków mięty
  • ⅓ łyżeczki soli (2 g)
  • 2 łyżki oleju rzepakowego (20 g)

 

Wykonanie:

  1. Zamrożony groszek wrzucić na patelnię, wlać odrobiną wody, dusić pod przykryciem około 3 minut.
  2. Wystudzić, zmiksować z olejem, solą i miętą do smaku.
pudding-z-siemienia-ze-sliwkami-i-karobem-1

Pudding z siemienia ze śliwkami i karobem

Uwielbiam pudding z chia, ale gdyby tak zamiast chia użyć bardziej swojskiego siemienia lnianego? Tadam! I tak właśnie powstał pudding z siemienia. Siemię, podobnie jak nasiona szałwii hiszpańskiej, są bogatym źródłem kwasów tłuszczowych omega-3, ale są od nich łatwiej dostępne i bardziej przyjazne dla portfela. Jako, że siemię lniane ma dosyć charakterystyczny smak, dobrze połączyć je z wyrazistymi dodatkami. Ja wybrałam cynamon, jesienne śliwki i słodko-karmelowy karob. Takie towarzystwo cieszy podniebienie i dostarcza dobroczynnych składników odżywczych. Czego chcieć więcej? Aaa no tak, przepisu! Proszę bardzo! ?

 

 

Składniki:

na 1 dużą lub 2 małe porcje

  • 3 łyżki siemienia lnianego (30 g)
  • 200 g jogurtu naturalnego
  • 200 g śliwek
  • ½ – 1 łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżka karobu (10 g)

 

Wykonanie:

  1. Śliwki umyć, usunąć pestki i pokroić w kostkę. Rozprażyć z niewielką ilością wody i następnie dusić aż się rozpadną i zgęstnieją (około 20-30 minut). Wystudzić.
  2. Siemię zmielić, wymieszać z jogurtem i cynamonem. Włożyć do lodówki na przynajmniej 3-4 godziny, a najlepiej na całą noc.
  3. W naczyniach układać warstwami pudding z siemienia, karob i śliwki.
peczotto-z-cukinia-groszkiem-mieta-i-szalwia-1

Pęczotto z cukinią, groszkiem, miętą i szałwią

Jak na polską jesień przystało, pogoda nas nie rozpieszcza, za oknami szaro, buro i ponuro. Dlatego mam propozycję na jednogarnkowe danie z różnymi zielonymi składnikami. Lekkie, ale sycące kaszotto z wykorzystaniem pęczaku, ze optymistycznie zielonym groszkiem, cukinią – bo wkrótce sezon się skończy, więc warto jeszcze ją wykorzystać, z odświeżającą nutą mięty i lekką goryczką szałwii. Ciekawe połączenie prostych składników i obiad gotowy. Smacznego!

 

 

 

Składniki:

  • kasza pęczak
  • cebula
  • czosnek
  • cukinia
  • zielony groszek (mrożony)
  • mięta
  • szałwia
  • płatki drożdżowe (opcjonalnie)
  • sól
  • pieprz
  • migdały
  • olej rzepakowy

 

Wykonanie:

  1. Cebulę obrać i pokroić w kostkę. Wrzucić na patelnię, wlać trochę wody i dusić pod przykryciem około 5 minut. Dorzucić kaszę, w razie potrzeby dolać więcej wody, wymieszać. Dusić pod przykryciem około 15 minut od czasu do czasu mieszając i stopniowo dolewając wodę.
  2. W międzyczasie cukinię umyć i zetrzeć na grubej tarce. Czosnek przecisnąć przez praskę albo drobno posiekać. Migdały posiekać.
  3. Do prawie gotowej kaszy dodać cukinię i czosnek, wymieszać i dusić dalej około 5 minut. Następnie dorzucić zamrożony groszek i przyprawy (miętę, szałwię, sól, pieprz i płatki drożdżowe) i dusić około 3 minut aż groszek się rozmrozi.
  4. Wyłożyć na talerze, polać olejem i posypać migdałami.

 

kokosowe-curry-z-dyni-z-orzechami-nerkowca-1

Kokosowe curry z dyni z orzechami nerkowca

Dzisiaj mam dla Was przepis na kokosowe curry z dyni z orzechami nerkowca. Metaforycznie opisałabym tą potrawę tak: dynia, niekwestionowana królowa polskiej jesieni, wyjechała na wycieczkę do dalekich Indii słynących z aromatycznych przypraw. I w ten sposób powstało pyszne połączenie odległych kuchni. Nie wiem, dlaczego mnie naszło na metafory, ale ciężko nie marzyć o podróżach do innych krajów jedząc potrawy inspirowane kulinarnymi tradycjami tych rejonów świata. A wracając do zawartości talerza, tudzież miski, dynia bardzo dobrze komponuje się z przyprawami do curry, tworząc fajną, jesienną potrawę, a jej słoneczne kolory pozytywnie nastrajają, szczególnie w deszczowe dni. Smacznego!

 

 

Składniki:

  • dynia
  • mleczko kokosowe (200 ml na 1 dynię ważącą ok. 1 kg)
  • orzechy nerkowca
  • przyprawy:
    • kurkuma
    • kumin
    • cynamon
    • nasiona kolendry
    • imbir
    • gałka muszkatołowa
    • słodka papryka
    • sól
  • ryż brązowy
  • olej rzepakowy
  • czarnuszka

 

Wykonanie:

  1. Orzechy przekroić na połówki, zalać wrzątkiem i zostawić do namoczenia na 2-3 godziny.
  2. Ryż ugotować (około 30 minut) w lekko osolonej wodzie.
  3. Dynię umyć, obrać (jeżeli to jest dynia hokkaido, jak u mnie, to nie trzeba obierać), pokroić w kostkę. Orzechy odcedzić.
  4. Na patelnię wylać mleczko kokosowe, wymieszać z przyprawami, dodać dynię i orzechy, dusić pod przykryciem aż dynia zmięknie, ale nie będzie się rozpadać.
  5. Na talerze wyłożyć ryż, na to curry, polać olejem i posypać czarnuszką.

 

Recenzja cateringu dietetycznego ProDiet

Jakiś czas temu w konkursie organizowanym na Facebook’u zostałam nagrodzona voucherem na jednodniowy zestaw od cateringu dietetycznego ProDiet. Bardzo dziękuję za nagrodę! I w ten oto sposób wczoraj zostałam całkowicie wyręczona od gotowania i przygotowywania sobie posiłków. Przy okazji postanowiłam podzielić się swoimi spostrzeżeniami na blogu.
Zamówiłam sobie zestaw SLIM w wersji wegetariańskiej. Są to diety dedykowane dla osób chcących zredukować swoją masę ciała, ale wybrałam tą opcję, żeby dopasować się do swojego zapotrzebowania kalorycznego. Jako, że jestem raczej małych rozmiarów, tak wyszło, że pasowała dla mnie dieta redukcyjna… Wspominam o tym, żeby wyjaśnić, dlaczego w wypróbowanym przeze mnie zestawie było niewiele produktów zbożowych. Tak to często wygląda w dietach redukcyjnych właśnie, gdzie w praktyce „obcina się” energię pochodzącą przede wszystkim z węglowodanów. A jako, że z usług cateringu dietetycznego często korzystają osoby odchudzające się, to pewnie zainteresują się taką recenzją.
Cały zestaw dostałam punktualnie we wskazane przez siebie miejsce. Przy okazji mała uwaga, firma działa przede wszystkim na terenie Warszawy. Jest też możliwość dowozu poza stolicę, ale jest to dodatkowo płatne. Wszystkie informacje na stronie podlinkowanej na początku wpisu.
Zestaw składał się z pięciu posiłków spakowanych w oddzielne plastikowe pudełeczka, szczelnie zamknięte folią (nie ma obawy, że coś się wyleje) i zapakowane w estetyczną papierową torbę z logo firmy. Fotografowanie białej torby na tle białej ściany to może nie najlepszy pomysł, ale cóż zrobić, jak wszystkie ściany w mieszkaniu są białe? Więc tak mniej więcej to wyglądało:

ŚNIADANIE: Placek jaglany z owocami

Śniadanie na słodko (ale bez cukru) – czyli tak jak lubię najbardziej. Był to placek jaglany, wydaje mi się, że z dodatkiem banana w środku, ale głowy nie dam i ze świeżymi owocami – gruszką, kiwi i pomarańczą, a całość była posypana czarnym sezamem. Co do placka miałabym pewne zastrzeżenia – jak dla mnie był trochę za suchy i brakowało mu jakiegoś konkretnego smaku. Jeżeli faktycznie był tam banan, to można by dać go więcej, ewentualnie użyć trochę startego na tarce jabłka albo gruszki, fajny byłby też jakiś dodatek smakowy np. cynamon czy kardamon. Danie sycące mimo, że wygląda niepozornie, ciekawie komponuje się z sezamem, muszę zacząć go używać do tego celu ?.

PRZEKĄSKA I: Krem pomidorowy

Zupa-krem z pomidorów okazała się obłędna! Genialnie doprawiona, wyrazista w smaku, ziołowa, wydaje mi się, że z dodatkiem kaparów. Gęsta, aromatyczna i sycąca, jadłam po podgrzaniu, ale najpierw spróbowałam zimną i już wiedziałam, że to strzał w dziesiątkę. Przepyszna! Nic dodać, nic ująć!

OBIAD: Kotlety z buraka z surówką z kapusty pekińskiej

Kotlety z buraka – wspaniałe! W smaku dominowały buraki, kotlety były lekko słodkawe dzięki temu warzywu. Miały świetną konsystencję, były zwarte, nie rozpadały się, ale jednocześnie były wilgotne w środku, mięsiste, buraki były al dente – idealne. Kotlety składały się z buraków tartych na grubej tarce i czymś sklejonych, chyba jakąś mąką, ale ani po smaku, ani po kolorze nie mogłam dojść, co to takiego ?. Całość świetnie doprawiona! Do tego była surówka z kapusty pekińskiej z ogórkiem, natką pietruszki i musztardą francuską. Jeszcze nie jadłam takiego zestawu. Bardzo pozytywnie zaskoczyła mnie musztarda, która wspaniale komponowała się z surówką, nadając jej bardzo fajnego smaku.
PRZEKĄSKA II: Pasztet z cukinii

Kolejna pyszna potrawa. Warzywny pasztet z cukinii, marchewki, z natką pietruszki i znowu sklejony czymś, czego nie udało mi się „rozgryźć”. Najbardziej pasowała by mi mąka jaglana, bo pasztet był delikatny w smaku. Fajnie doprawiony, chociaż osobiście sypnęłabym jeszcze jakiś ziół – myślę, że tymianek by pasował – ale to kwestia indywidualna, ja po prostu bardzo lubię zioła. Świetna konsystencja, zwarty ale wilgotny, podobnie jak w przypadku kotletów z buraka. Do pasztetu były jeszcze wafle ryżowo-kukurydziane, pomidorki koktajlowe i kiełki rzodkiewki.
KOLACJA: Sałatka z mozzarellą

Ta sałatka to bogactwo warzyw, smaków, kolorów, no i wartości odżywczych oczywiście. A czego tam nie było! Karbowana sałata, pomidorki koktajlowe, papryka, ogórek, tarta rzodkiewka i kiełki rzodkiewki, urocze mini kuleczki mozzarelli, pestki dyni oraz sezam biały i czarny. Do tego genialny sos na bazie twarożku (na zdjęciu ukrył się pod kiełkami rzodkiewki i ogórkiem – w lewym dolnym rogu), świetnie doprawiony, połowę zjadłam prosto z pojemniczka. Sałatka lekka, ale sycąca, idealna na kolację.
Ogólnie moje odczucia są bardzo pozytywne, warzywne potrawy wspaniale doprawione, a to nie lada sztuka. Generalnie warzyw było dużo, a ja je uwielbiam! Bardzo fajne, naprawdę ciekawe potrawy, niesamowita różnorodność składników. Trochę brakowało mi produktów zbożowych, ale jak pisałam, to wynikało z wyboru opcji SLIM. Lekko się zawiodłam na śniadaniu, ale wszystkie pozostałe posiłki były na najwyższym poziomie i szybko pokazały na co tak naprawdę stać autorów.
Osobiście trzymam kciuki za przedsięwzięcie, bo widzę, że firmę tworzą osoby z pasją. Jedną z nich jest Beata – dietetyk, współautorka bloga Z Pamiętnika Dietetyka, który śledzę już parę lat ?. Drugą jest Michał, którego kulinarne zdolności miałam przyjemność posmakować. Powodzenia!
Podsumowując:
Plusy:
+ bardzo miła, profesjonalna obsługa, odpowiadają na wszystkie pytania i wątpliwości
+ estetyczne, szczelnie zamknięte opakowania, można bez obaw zabrać ze sobą np. do pracy (szkoda tylko, że zostaje potem sporo plastikowych śmieci)
+ pyszne jedzenie, wszystko świeże, atrakcyjnie podane, z surowców wysokiej jakości
+ bardzo duża różnorodność potraw i produktów, codziennie je się coś innego, a przygotowując jedzenie samemu wiadomo, że wiele rzeczy je się przez kilka dni
+ dobre rozwiązanie dla osób chcących się zdrowo odżywiać, ale kompletnie niemających czasu; generalnie namawiam do gotowania samemu, ale są takie sytuacje, kiedy nie ma się takiej możliwości i wtedy można skorzystać z cateringu
+ tego typu usługi są popularne szczególnie wśród osób odchudzających się, więc wybierając tą firmę ma się pewność, że „oddaje się” w ręce dietetyka; myślę, że to fajna możliwość, żeby unaocznić sobie, ile czego powinno się jeść i można następnie starać się wprowadzić na tej podstawie zmiany w swoim sposobie żywienia
Minusy: (dotyczą ogólnie usług cateringu dietetycznego)
– posiłki dostarczane przez firmę cateringową nie są aż tak zindywidualizowane, aż tak dokładnie dostosowane do indywidualnych potrzeb, jak w przypadku jadłospisów ułożonych przez wykwalifikowanego dietetyka
– osoby ze skomplikowanymi schorzeniami czy dużą ilością alergii pokarmowych mogą mieć problem ze znalezieniem dopasowanej do nich usługi
Jak ktoś się zastanawia nad skorzystaniem z usług ProDiet, to można pooglądać też smakowite zdjęcia oferowanych potraw na profilu firmy na Facebook’u.
Jogurt gruszkowy z żurawiną, orzechami i kardamonem 1

Jogurt gruszkowy z kardamonem, suszoną żurawiną i orzechami włoskimi

Postanowiłam podzielić się przepisem na mój ulubiony jogurt gruszkowy z nutą kardamonu. A przy okazji ponarzekać na sklepowe jogurty owocowe. Naprawdę, wierzcie mi, zrobienie własnego jogurtu owocowego jest prostsze niż konstrukcja cepa! Tak naprawdę wystarczą tylko 2 składniki: jogurt naturalny i owoce. A do tego można użyć takich dodatków, jak się chce – ja dałam suszoną żurawinę, orzechy włoskie i kardamon, który świetnie komponuje się z gruszką. Żeby jogurt był smaczny wystarczy wybierać dojrzałe, naturalnie słodkie owoce. I dawać ich dużo! Niech owoce stanowią 30-50% masy gotowego jogurtu, a nie parę procent, jak w sklepowych. Wtedy żaden cukier i syrop glukozowo-fruktozowy nie są potrzebne. Serio, w kupnych jogurtach owoce stanowią zazwyczaj 2-8%. Jeżeli w ogóle w nich są, bo niektórzy producenci zastępują owoce aromatem i barwnikiem. To jakaś kpina, a nie jogurt owocowy! Zachęcam do omijania w sklepie regałów z jogurtami owocowymi, a kierowania swoich kroków w kierunku lodówek z jogurtami naturalnymi oraz na dział z owocami. ☺

 

 

Składniki:

  • jogurt naturalny
  • dojrzała, słodka gruszka
  • suszona żurawina
  • orzechy włoskie
  • mielony kardamon

 

Wykonanie:

  1. Gruszkę umyć, usunąć gniazda nasienne i zmiksować z jogurtem i kardamonem.
  2. Wymieszać z suszoną żurawiną i orzechami.

Można do takiego jogurtu dodać np. dowolne płatki, otręby czy zarodki pszenne, żeby był bardziej „treściwy”.

pomidorowa-pasta-z-soczewicy-z-bazylia-1

Pomidorowa pasta z soczewicy z bazylią

Wcześniej pisałam pokrótce o swoim wegetarianizmie. Przy rezygnacji z mięsa pojawia się pytanie, cóż można położyć na kanapce, gdy nie je się wędlin? Co prawda, wegetarianom zostają jeszcze sery białe i żółte (bo myśląc w ten sposób, weganom nie zostaje już nic), ale chciałabym odwieść od takiego myślenia. Nie chodzi o to by coś wyeliminować ze swojego żywienia, ale raczej by na coś to zamienić. Nie jedząc mięsa najlepiej sięgać po rośliny strączkowe. Ale jedząc mięso, także warto włączać je do swojej diety, bo są bardzo wartościowe. Tak więc, zarówno niejedzącym mięsa, jak i jedzącym go, polecam na przykład taką bardzo prostą pastę z czerwonej soczewicy we włoskim stylu. Naprawdę warto przygotowywać różne pasty kanapkowe chociażby zamiast sklepowych wędlin. Często ich jakość pozostawia wiele do życzenia, więc jest to dużo zdrowszy wybór.

 

 

Składniki:

na 10 porcji (tj. 10 kanapek)

  • 100 g suchej czerwonej soczewicy
  • 3 łyżki koncentratu pomidorowego (75 g)
  • 3 łyżki oleju rzepakowego (30 g)
  • ⅓ łyżeczki soli (2 g)
  • granulowany czosnek
  • bazylia świeża lub suszona

 

Wykonanie:

  1. Soczewicę  zalać wodą (około 1 szklanki) i gotować pod przykryciem około 15-20 minut w razie potrzeby dolewając wodę, żeby się nie przypaliła. Nie mieszać. Dopiero jak się ugotuje wymieszać, aż się rozpadnie do konsystencji pasty. Wystudzić.
  2. Zimną wymieszać z pozostałymi składnikami (czosnek i bazylia według uznania).

 

 

1 porcja dostarcza:

pare-slow-o-moim-wegetarianizmie

Parę słów o moim wegetarianizmie

Przeglądając bloga można się szybko zorientować, że są na nim tylko przepisy wegetariańskie. Powód jest bardzo prosty – jestem wegetarianką i o tym właśnie chciałam dzisiaj napisać.

Na wstępnie chciałabym zaznaczyć, że nikogo do przejścia na tę dietę nie namawiam, nie uważam jej za najcudowniejszą, najwspanialszą i jedyną słuszną dietę na świecie. Dieta zawierająca mięso jak i dieta wykluczająca jego spożycie mogą być tak samo korzystne dla zdrowia, jeżeli są prawidłowo zbilansowane. Przejście na dietę wegetariańską nie oznacza, że automatycznie zaczynamy się zdrowo odżywiać. Można nie jeść mięsa i odżywiać się fatalnie (przecież większość słodyczy, frytki, chipsy i słodkie napoje są wegetariańskie), a można spożywać mięso i żywić się zdrowo. Tu naprawdę nie ma reguły i nie można nikogo prosto zaszufladkować na tej podstawie. Ale to taka dygresja, nie o tym miałam pisać.

 

Chciałam, żeby to był wpis o tym, co dało mi, jako dietetykowi, stosowanie diety wegetariańskiej. Nie będę pisać, dlaczego zdecydowałam się zrezygnować z mięsa. Wspomnę tylko, że było to od teraz niewiele ponad 1,5 roku, więc nie jest to bardzo długi okres czasu, ale nauczyłam się wielu rzeczy. Stosowanie na sobie diety wegetariańskiej jest dla mnie źródłem bezcennych wręcz doświadczeń i praktycznych umiejętności. Z żalem muszę stwierdzić, że na studiach przez 4 lata nie było prawie nic o diecie wegetariańskiej, poza bardzo ogólną teorią, a o diecie wegańskiej to już kompletnie nic nie było. Więc uznałam, że tajniki tych diet najlepiej zgłębiać… w kuchni. Nieocenionym źródłem wiedzy okazały się być blogi wegetariańskie i wegańskie, które zachęciły mnie do spróbowania bezmięsnych potraw – początkowo po prostu wypróbowywałam takie dania aż tak mi się spodobało, że postanowiłam w ogóle zrezygnować z mięsa. Nawiasem mówiąc, fascynacja blogami kulinarnymi zachęciła mnie też do założenia własnego bloga.

 

Zatem, jakie widzę dla siebie, jako dietetyka, plusy stosowania diety wegetariańskiej?

  • Przede wszystkim nauczyłam się wykorzystywać w kuchni mnóstwo nowych produktów, szczególnie roślin strączkowych, których u mnie w domu prawie się nie jadało. Teraz już to zmieniłam i goszczą one regularnie na stole rodziców, którzy są nadal mięsożerni 🙂
  • Mam teraz mnóstwo wiedzy praktycznej, której nie da się nauczyć z żadnych książek, więc mogę bez problemu doradzać osobom na dietach bezmięsnych.
  • Lubię sięgać też po potrawy wegańskie (o swoich przemyśleniach na temat wegańskiego gotowania już kiedyś wcześniej pisałam), a więc i pomysły, jak zrobić coś bez jajek, mleka i jego przetworów, co naprawdę bardzo się przydaje w przypadku diet eliminacyjnych stosowanych przy alergiach na tego typu produkty.

 

Zdaję sobie sprawę z tego, że na blogu brakuje przepisów z wykorzystaniem mięsa. Może kiedyś wrócę do jedzenia mięsa i takie przepisy się pojawią, a może nie. Nie mam pojęcia. Na razie jest mi dobrze z tym sposobem odżywiania. Zresztą, mam nadzieję, że uda mi się tego bloga ciągnąć przez lata, to jest dopiero początek i jest jeszcze mnóstwo czasu na publikację przepisów na mięsne dania. Na pewno, jeżeli kiedyś wrócę do jedzenia mięsa, to moja dieta nie będzie taka sama, jak przed przejściem na wegetarianizm, będę nadal często jadała potrawy bezmięsne. Zresztą takie są najnowsze zalecenia, żeby ograniczyć spożycie mięsa (przy okazji polecam zapoznać się z postem o skutkach nadmiernego spożycia mięsa). Wystarczy jeżeli w ciągu tygodnia na obiad mięso będzie 2-3 razy, ryba 1-2 razy, a w pozostałe dni obiady będą bezmięsne. Przy czym niestety dla dużej ilości osób bezmięsne obiady oznaczają naleśniki z serem albo jabłkami, kluski z serem, racuchy z jabłkami, placki ziemniaczane albo kopytka z sosem pieczarkowym, czasami jajko na twardo. A to nie o takie obiady chodzi! Przede wszystkim powinny one zawierać dużo warzyw, warto wykorzystać w nich też rośliny strączkowe, starać się unikać potraw smażonych (chyba, że beztłuszczowo), a obiady na słodko należy spożywać raczej sporadycznie. Możliwości jest naprawdę mnóstwo, zachęcam do przeglądania moich propozycji. Niech te wegetariańskie przepisy staną się inspiracją do zmniejszenia spożycia mięsa i spróbowania czegoś nowego.

 

Zdjęcia na licencji CC0, pixabay.com

Jaglane tiramisu 2

Jaglane tiramisu

 

Dzisiaj zapraszam po przepis na tiramisu w zdrowszej wersji, z wykorzystaniem pysznej i bogatej w wartości odżywcze kaszy jaglanej. Deser jest bezglutenowy, a weganie i osoby uczulone na mleko krowie mogą użyć do jego przygotowania mleka sojowego albo migdałowego. Jaglane tiramisu robi się bardzo prosto i szybko, a jeżeli ma się gdzieś zalegające w szafkach amaretto, to pozostałe składniki z reguły ma się w domu. Od biedy amaretto można zastąpić odrobiną aromatu migdałowego. Deser prezentuje się (mam nadzieję) elegancko i smakuje świetnie. A do tego jest bardzo sycący!

 

 

Składniki:

na 4 porcje po około 200 ml

  • 150 g kaszy jaglanej
  • 4 szklanki mleka (1000 g)
  • 5 łyżek ksylitolu (50 g)
  • 1-2 łyżeczki kawy rozpuszczalnej (według preferencji)
  • 1 łyżka amaretto (10 g)
  • 1 łyżeczka kakao (5 g)

 

Wykonanie:

  1. Kaszę wypłukać pod bieżącą wodą i dokładnie przelać wrzątkiem. Ugotować na mleku z dodatkiem 4 łyżek ksylitolu aż będzie miękka (około 15 minut). Dokładnie zmiksować na gładką masę. Początkowo masa jest dosyć rzadka, ale szybko gęstnieje.
  2. Masę podzielić na 2 części i do jednej dodać 1 łyżkę ksylitolu, kawę i amaretto i ponownie zmiksować. W pucharkach układać naprzemiennie warstwy zaczynając od warstwy kawowej.
  3. Na wierzchu posypać kakao. Można jeść na ciepło, po wystudzeniu albo schłodzeniu w lodówce. Smacznego!