wisniowo-czekoladowy-jagielnik-na-zimno-1

Wiśniowo-czekoladowy jagielnik na zimno

Poprzedni przepis był buraczkowy, więc pozostając w podobnej kolorystyce mam dla Was kolejny przepis. Z wykorzystaniem plonów dojrzałego lata – wiśni. A jak lato to coś na zimno – jagielnik czyli „sernik” z kaszy jaglanej, bez pieczenia. Jako, że uwielbiam połączenie wiśni z wytrawnym smakiem gorzkiej czekolady, to jest coś bardzo podobnego, bo po prostu z użyciem kakao, a efekt taki sam. Do ciasta zrobiłam bardzo prosty spód z daktyli i płatków owsianych, ale ciasto może się obejść i bez niego. Pychota, koniecznie spróbujcie!

 

 

Składniki:

na 8 kawałków

Spód:

  • 100 g płatków owsianych górskich
  • 50 g daktyli

Masa jaglana:

  • 100 g kaszy jaglanej
  • 2 szklanki mleka / napoju roślinnego (500 g)
  • 4 łyżki ksylitolu (40 g)
  • 2 łyżki kakao (20 g)

Frużelina wiśniowa

  • 300 g wiśni (po wydrylowaniu)
  • 3 łyżki ksylitolu (30 g)
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej (20 g)

 

Wykonanie:

Spód

  1. Daktyle zalać wrzątkiem tak, żeby woda je zakryła. Zostawić na około 20 minut.
  2. Płatki zmielić. Daktyle odsączyć zachowując wodę i zmiksować. Wymieszać z płatkami na gęstą masę dolewając w miarę potrzeb wodę z moczenia.
  3. Formę (u mnie o wymiarach 13 x 22 cm) wyłożyć papierem do pieczenia. Równomiernie rozłożyć masę na spód i uklepać.

Masa jaglana

  1. Kaszę przelać wrzątkiem i ugotować na mleku z dodatkiem ksylitolu aż będzie miękka (około 15 minut).
  2. Gorącą dokładnie zmiksować z dodatkiem kakao i wylać na spód.

Frużelina wiśniowa

  1. Wiśnie wydrylować, przełożyć do garnka i zagotować.
  2. Mąkę wymieszać w około ⅓ szklanki wody, mieszając wlać do gotujących się wiśni i pogotować parę minut ciągle mieszając.
  3. Rozłożyć na masie jaglanej, zastawić do wystudzenia i włożyć ciasto na parę godzin do lodówki.

 

buraczano-gryczane-kotlety-burgery-4

Buraczano-gryczane kotlety / burgery

Mam dla Was przepis 2 w 1 na przepyszne kotlety albo burgery, w których główną rolę odgrywa buraczek! Świetne warzywo, o silnych właściwościach przeciwutleniających. Połączyłam go z delikatną w smaku nieprażoną gryką, a do tego pod kolor czerwona fasola cebula. Do środka kotletów/burgerów w roli przyprawy dałam posiekaną rukolę. Niewielka ilość rukoli także idealnie komponuje się na surowo jako dodatek. Z tej samej masy zrobiłam jednocześnie i kotlety i burgery, bo można je bez problemu zamrozić i będzie na później. Do kotletów dodałam jeszcze sezam i słonecznik, natomiast nie dodawałam ich do burgerów, ale za to zrobiłam do nich sos z orzechów włoskich. Mniam! To co wybieracie? Kotlety czy burgery? A może jedno i drugie? ?

 

 

Składniki:

na około 16 kotletów albo 10 burgerów

  • 1 większy burak albo 2 mniejsze (200 g)
  • 100 g kaszy gryczanej niepalonej
  • 100 g mąki gryczanej (można zmielić kaszę w młynku)
  • 1 puszka czerwonej fasoli (240 g) / 70 g namoczonej i ugotowanej czerwonej fasoli
  • 1 cebula (100 g) – do koloru może być czerwona ?
  • ½ jabłka (100 g) – opcjonalnie
  • 2 garście rukoli (ok. 50 g)
  • ½ łyżeczki soli
  • pieprz
  • opcjonalnie: sezam, słonecznik

 

Wykonanie:

  1. Buraki umyć i ugotować bez obierania (około 1-2 godziny zależnie od wielkości buraków). Gotując włożyć do wrzącej wody. Następnie wystudzić, obrać i zetrzeć na dużych oczkach tarki.
  2. Kaszę ugotować w około 200 ml wody.
  3. Jabłko zetrzeć na dużych oczkach tarki. Cebulę posiekać. Rukolę umyć i drobno pokroić.
  4. Fasolę odcedzić i zmiksować, dodać kaszę i lekko zmiksować, ale nie na gładką masę. Dodać buraki, jabłko, cebulę, rukolę (ewentualnie dodatkowo sezam i słonecznik), przyprawić solą i pieprzem i bardzo dokładnie wymieszać. Można spróbować masę i ewentualnie jeszcze doprawić.
  5. Dodać mąkę i dokładnie wymieszać. Odstawić na około 10 minut, żeby masa lepiej związała.
  6. Formować kotlety albo burgery i piec albo smażyć:
    • Pieczenie: analogicznie jak w przepisie na ⇒ burgery jaglano-marchewkowe.
    • Smażenie: Smażyć na patelni z nieprzywierającą powłoką  bez tłuszczu albo delikatnie posmarowanej olejem rzepakowym, pod przykryciem na niewielkim ogniu.
  7. Kotlety można jeść na ciepło jak i na zimno, najlepiej w towarzystwie surowych warzyw (np. z rukolą, pomidorami i ogórkami małosolnymi – wypróbowałam i zapewniam, że pyszne!). A burgery – wiadomo ?.

 

Sos ze zdjęcia: namoczone orzechy włoskie zmiksowane z dodatkiem soku z cytryny i wody do uzyskania odpowiedniej konsystencji.

Burger: bułka grahamka + rukola + buraczano-gryczany burger + plastry pomidora + sos orzechowy

 

1 burger albo około 1,5 kotleta bez dodatków dostarcza:

dieta-zgodna-z-grupa-krwi-prawda-mit

Dieta zgodna z grupą krwi – prawda czy mit?

Wymyślono już mnóstwo różnych diet i ciągle powstają nowe. Koncepcja diety zgodnej z grupą krwi swego czasu święciła triumfy popularności, aktualnie musiała się usunąć w cień, ale nadal ma wierne grono swoich zwolenników, którzy bardzo ją sobie cenią.

Jakiś czas temu wyciągnięto z lamusa dietę zgodną z grupą krwi. „Wyciągnięto ją z lamusa”, gdyż koncepcja tej diety nie jest nowa. Została przedstawiona po raz pierwszy w 1996 r. przez Petera i Jamesa D’Adamo w książce pt. „Jedz zgodnie ze swoją grupą krwi” („Eat Right For Your Type”). Książka ta została przetłumaczona na 60 różnych języków, a na całym świecie sprzedano ponad 7 milionów egzemplarzy. Skoro koncepcja diety zgodnej z grupą krwi jest tak rozpowszechniona i bardzo wiele osób stosuje bądź stosowało ten sposób odżywiania, warto zadać sobie pytanie, czy faktycznie osoby z różną grupą krwi powinny odżywiać się w odmienny sposób? Czy dostosowanie swojego sposobu odżywiania do posiadanej grupy krwi korzystnie wpływa na zdrowie i samopoczucie i chroni przed chorobami? Zanim postaram się odpowiedzieć na te pytania, przedstawię, na czym polega omawiana dieta.

 

Koncepcja diety zgodnej z grupą krwi D’Adamo

Koncepcja D’Adamo opiera się na przekonaniu, że dla każdej grupy krwi istnieje specyficzny sposób odżywiania, który stosowali nasi przodkowie i który wpływa korzystnie na nasze zdrowie i zmniejsza ryzyko zapadnięcia na choroby przewlekłe, szczególnie układu sercowo-naczyniowego i nowotwory. Zgodnie z tą koncepcją razem z genami zawierającymi informacje o grupie krwi odziedziczyliśmy od naszych przodków zapisane w DNA informacje o ich zachowaniach żywieniowych i diecie, które mają na nas wpływ obecnie. Autorzy uważają, że osoby z różnymi grupami krwi w odmienny sposób przyswajają żywność, dlatego powinny odżywiać się w określony sposób charakterystyczny dla ludzi w czasach prehistorycznych.

Według autorów grupa krwi 0 jest grupą krwi naszych przodków, stąd dieta osób z tą grupą krwi powinna obfitować w białko zwierzęce i być uboga w produkty zbożowe, podobnie jak w epoce zbieracko-łowieckiej.

Przeciwnie jest w przypadku osób z grupą krwi A. Powinny one stosować dietę wegetariańską bogatą w produkty zbożowe, warzywa i owoce, gdyż ta grupa krwi wyewoluowała, gdy ludzie zaczęli osiedlać się na terenach rolniczych.

Zgodnie z tą koncepcją, grupa krwi B rozwinęła się u plemion koczowniczych, dlatego osoby z tą grupą powinny spożywać dużo produktów mlecznych, z ograniczeniem innych grup produktów.

Natomiast dla osób z grupą krwi AB właściwa jest dieta pośrednia między tą dla typów A i B przy czym zalecanym źródłem białka zwierzęcego są jaja i ryby.

Ponadto w tej koncepcji uważa się, że w pewnych produktach spożywczych występują specyficzne białka tzw. lektyny, które mogą powodować aglutynację (czyli zlepianie się czerwonych krwinek; to zjawisko uniemożliwia przetaczanie krwi między grupami), jeżeli są spożywane przez osobę z „niepasującą” grupą krwi.

 

Co na to badania naukowe?

Istnieje bardzo niewiele doniesień naukowych na temat tej diety. W opublikowanym w 2014 roku badaniu grupa naukowców z Uniwersytetu w Toronto postanowiła sprawdzić, czy stosowanie diety zgodnej z grupą krwi wpływa na ryzyko chorób sercowo-naczyniowych i czy występują jakieś zależności między grupą krwi i sposobem odżywiania. W badaniu tym wzięło udział 1455 uczestników, u których oceniano parametry takie jak: BMI (Body Mass Index, indeks masy ciała, który pokazuje zależność między masą ciała a wysokością; prawidłowy mieści się w granicach 18,5-24,9), ciśnienie krwi, obwód talii, profil lipidowy krwi, poziom insuliny (hormonu odpowiedzialnego za zmniejszenie poziomu glukozy we krwi) czy poziom glukozy. Naukowcy oceniali, na ile dieta uczestników odpowiada założeniom diety zgodnej z ich grupą krwi i na tej podstawie wnioskowali o zależnościach między dietą i badanymi parametrami. Im bardziej sposób żywienia odpowiadał założeniom tej diety, tym obserwowane zależności były silniejsze.

Zaobserwowano, że bez względu na posiadaną grupę krwi, osoby spożywające dietę dla grupy A charakteryzowały się niższym BMI, ciśnienie krwi, obwodem talii, poziomem cholesterolu całkowitego, triglicerydów i insuliny w surowicy. Osoby spożywające dietę zgodną z grupą AB miały niższe ciśnienie krwi, poziom cholesterolu całkowitego, triglicerydów i insuliny w surowicy. Przestrzeganie diety dla grupy 0 wiązało się tylko z niższym poziomem triglicerydów w surowicy, a dla grupy B z nieznacznie podwyższonym stężeniem tzw. „dobrego cholesterolu”.

Jeżeli natomiast chodzi o wyniki dla osób przestrzegających diety zgodnej z ich grupą krwi, to nie obserwowano prawie żadnych zależności. U osób z grupą krwi A stosujących dietę dla tej grupy krwi stwierdzono tylko bardzo niewielkie powiązania z poziomem glukozy na czczo i insuliny, a w grupie AB z poziomem glukozy na czczo. Nie miało to natomiast wpływu na BMI, ciśnienie krwi i profil lipidowy krwi – ważne wskaźniki ryzyka chorób układu sercowo-naczyniowego.

Badanie to wykazało, że stosowanie diety zgodnej z grupą krwi A oraz AB może wpływać korzystnie na organizm, jednak ten efekt jest niezależny od faktycznie posiadanej grupy krwi. Przypomnę, że dieta zgodna z grupą A to dieta wegetariańska bogata w warzyw i owoce, natomiast dla grupy AB rekomendowana jest dieta odzwierciedlająca tak naprawdę zasady prawidłowego odżywiania – urozmaicona, dodatkowo z położeniem nacisku na spożywanie ryb i jaj a ograniczanie masła.

Przeprowadzone badania obaliły również dwie inne teorie Petera i Jamesa D’Adamo. Według nich najstarszą ewolucyjnie grupą krwi jest 0, a wykazano iż w rzeczywistości jest to grupa A. Nie wykazano również obecności w produktach lektyn odpowiedzialnych za aglutynację erytrocytów.

 

Podsumowanie

Odpowiadając na pytania zadane na początku, trzeba stwierdzić, że dieta zgodna z grupą krwi to mit. To, że posiadamy taką czy inną grupę krwi w żaden sposób nie wpływa na zalecany sposób żywienia. Pozytywny wpływ niektórych diet zalecanych dla danych grup krwi (A, AB) na organizm człowieka wynika z tego, że są one zgodne z zasadami zdrowego odżywiania, przede wszystkim bogate w warzywa, owoce i produkty zbożowe, z ograniczeniem mięsa i tłuszczów zwierzęcych, a większym spożyciem ryb, natomiast nie ma żadnego znaczenia czy ta dieta odpowiada posiadanej grupie krwi. Nie jest prawdą, że w produktach występują lektyny zdolne do zlepiania naszych czerwonych krwinek.

Jako dietetyk posiadający wiedzę z zakresu funkcjonowania ludzkiego organizmu naprawdę nie widzę żadnego naukowo uzasadnionego związku między grupą krwi a spożywanymi produktami. Natomiast abstrahując od badań i dowodów osobiście odżywiam się całkiem odwrotnie od zaleceń dla mojej grupy krwi i czuję się świetnie. Prawidłowa, zbilansowana dieta jest wystarczająca i nie ma sensu szukać żadnych „cudownych” diet.

 


Źródła:

  • Cusack L., De Buck E., Compernolle V., Vandekerckhove P.: Blood type diets lack supporting evidence: a systematic review. Am J Clin Nutr 2013; 98: 99–104.
  • Wang J, Garcia-Bailo B, Nielsen DE, El-Sohemy A: ABO Genotype, ‘Blood-Type’ Diet and Cardiometabolic Risk Factors. PLoS ONE 2014, 9(1): e84749.

 

Zdjęcia na licencji CC0, pixabay.com

lody-bananowe-1

Lody bananowe

Jednoskładnikowe, zdrowe lody bananowe – taki patent krąży po internecie od jakiegoś czasu, ja go wypróbowałam w zeszłym roku i mi się spodobał. Myślę, że sporo z Was już o tym słyszało, czytało, a pewnie część zna to z praktyki. Dla tych, którzy o lodach z bananów jeszcze nie słyszeli przygotowałam instrukcję, jak takie lody zrobić.

 

 

Zanim jednak o tym, przykład bardzo popularnych lodów z najbardziej znanej sieci fast-foodów. Kalorii dużo, ale zwróćcie uwagę na ilość cukru! W porcji lodów bez polewy jest go już około 7 łyżeczek, a jak doda się do tego polewę, to ta ilość wzrasta do aż 11 łyżeczek! To bardzo dużo, a jedząc zimne rzeczy słabiej odczuwa się smak słodki, więc razem z lodami można spożywać ogromne ilości cukru nie będąc tego zbyt świadomym. Dużo skuteczniej można się schłodzić pijąc zimną wodę z dodatkiem cytryny czy mięty, można zjeść kawałek arbuza z lodówki. Lepszym wyborem są też lody z bananów, którymi zajmę się dokładniej za chwilę. Pamiętajcie, żeby lody zawsze traktować jak deser, a nie jeść ich pod pretekstem schłodzenia się. Nie jest prawdą, że jedząc lody wydatkujemy więcej energii na ich podgrzanie do temperatury ciała niż one nam dostarczają. Lody są bogatym źródłem kalorii i to tych pustych kalorii pochodzących w dużej mierze z cukru. Pustych kalorii, bo nie dostarczamy sobie jednocześnie niezbędnych składników odżywczych. Weźcie pod uwagę fakt, że jak jest nam gorąco, to wcale nie chce nam się jeść, zatem przeważnie jemy mniej. Dlatego powinniśmy zwracać szczególną uwagę na to, co spożywamy, żeby nie dostarczać sobie tych „pustych” kalorii, tylko wybierać produkty bogate w składniki odżywcze. Latem mamy wysyp wszelkiego rodzaju warzyw i owoców, więc jest z czego wybierać. A dodatkowo przecież są najsmaczniejsze właśnie wtedy, kiedy jest na nie sezon, kiedy rosną w polskim słońcu i trzeba z tych smaków korzystać. Dlatego warto omijać w sklepach chłodziarki z gotowymi lodami, które zawsze smakują tak samo. Pomyślcie o tym, że jak takich lodów teraz nie kupicie, to one i tak zawsze będą dostępne i zawsze będą smakować tak samo. A tych wszystkich kolorowych warzyw i owoców za jakiś czas nie będzie, a te które zostaną, nie będą już takie smaczne. Więc podejmijcie taką decyzję, której nie będzie Wam za jakiś czas szkoda.

 

A jeżeli naprawdę nie możecie się powstrzymać od zjedzenia lodów, to może niech chociaż będzie to zdrowsza wersja? Takie lody z bananów naprawdę potrafią zaskoczyć smakiem, mają gładką, kremową konsystencję, jak „normalne” lody (dokładnie – lody nie sorbet). To będzie bardziej zbiór porad niż przepis, bo przepis praktycznie brzmi „Banany zamrozić i zmiksować”. No to do dzieła!

 

 

Składniki:

  • banany
  • ewentualnie jakieś dodatki np. orzechy, rodzynki, kakao, karob, trochę startej gorzkiej czekolady, świeże owoce itd.

 

Wykonanie:

  1. Banany powinny być mocno dojrzałe – słodkie i miękkie – z ciemnymi plamkami na skórce.
  2. Banany trzeba obrać i pokroić na plasterki.
    • jeżeli macie naprawdę mocny blender to mogą być w całości (podobno; nie próbowałam)
  3. Banany zamrozić
    • najlepiej plastry bananów mrozić w 1 warstwie, żeby do siebie nie poprzymarzały (ale nie trzeba – o tym za chwilę);
    • wygodnie się mrozi na tacy wyłożonej papierem do pieczenia albo silikonową matą (upewnijcie się, że można ją używać w niskich temperaturach!), folia spożywcza jest dużo mniej wygodna;
    • jeżeli nie macie wystarczająco dużo miejsca w zamrażarce, można je po prostu włożyć do woreczka i zamrozić; po wyjęciu porozdzielać na mniejsze kawałki, można pokroić nożem, bo nie są bardzo twarde.
  4. Banany zmiksować
    • jeżeli macie mocny blender można zmiksować bezpośrednio po wyjęciu z zamrażalnika;
    • jeżeli nie dysponujecie bardzo mocnym sprzętem, warto zostawić na chwilę, żeby lekko rozmarzły; i wtedy koniecznie banany muszą być w kawałkach;
    • nie musicie miksować na bardzo gładko, nie miksujcie zbyt długo, bo się za mocno rozpuszczą;
    • naprawdę nie musicie mieć do tego super sprzętu, ja używam zwykłego blendera tzw. „żyrafy” i daje radę, dostosujcie się do możliwości urządzenia.
  5. Gotowe lody można posypać jakimiś dodatkami, polać domowej roboty sosem bez cukru albo zmiksować z dodatkiem kakao/karobu/wanilii – możliwości jest całe mnóstwo
    • na zdjęciu: lody posypane orzeszkami ziemnymi i polane sosem (zwykłe gorzkie kakao wymieszane z odrobiną wody – świetnie przełamuje słodycz bananów).

 

 

Dobra, już kończę, bo się rozpisałam jak nie wiem co. Jeszcze tylko małe porównanie do wrzuconych wyżej lodów z tzw. „restauracji pod złotymi łukami”. Taka sama porcja lodów bananowych (bez dodatków, czyli 150 g) dostarcza 134 kcal i 18 g, czyli około 4 łyżeczek, cukrów (naturalnie zawartych w bananach). Smacznego!

czy-pomidor-z-twarogiem-jest-twoim-wrogiem

Czy pomidor z twarogiem jest Twoim wrogiem?

Od czasu do czasu napotykam na porady przestrzegające, żeby pewnych produktów ze sobą nie łączyć. Bardzo często wśród takich przykładów pojawia się pomidor z twarogiem. Taki duet jest naprawdę smaczny, w związku z czym często gości na wielu kanapkach. Czy jest się czego bać? Czy faktycznie lepiej jeść te produkty osobno? Dowiecie się tego z poniższego artykułu. Pod żartobliwym rymowanym tytułem i dowcipną formą kryje się najprawdziwsza prawda. ?

 

Jakby to ujął Hamlet: „Jeść czy nie jeść? Oto jest pytanie.” ?

 

Dietetyczne śledztwo

Postanowiłam przeprowadzić śledztwo, żeby móc stwierdzić, czy oskarżeni są winni zarzucanych im czynów. Spytani, czy przyznają się do winy, odmówili składania zeznań. Musiałam zatem zebrać materiał dowodowy, nie mając praktycznie żadnych poszlak poza rozsiewanymi plotkami. Postanowiłam udać się po pomoc do starego znajomego, doktora Google, który wie dużo więcej ode mnie. Okazało się, że informacje o szkodliwości takiego połączenia są dość rozpowszechnione [1-6], jednak nie udało się nam dotrzeć do ich źródła. Za to poznaliśmy argumenty przywoływane przez osoby oskarżające duet pomidora z twarogiem. Twierdzą one, że jedzenie ich w połączeniu prowadzi do bolesnej choroby stawów. Dzieje się tak, ponieważ zawarte w pomidorach kwasy organiczne, takie jak kwas cytrynowy, jabłkowy, chlorogenowy i kumarynowy wiążą się z występującym w twarogu wapniem dając nierozpuszczalne kryształki, które odkładają się w stawach. Hmm, to już daje mi jakiś trop. Czy wiadomo coś więcej o tych kryształkach? spytałam doktora Google. Tak, niektórzy twierdzą, że są to kryształki szczawianu wapnia. Zmarszczyłam brwi ze zdziwienia, bo przecież coś tu nie gra. W tych wcześniejszych informacjach nie było mowy o kwasie szczawiowym. Potrzebowałam więcej danych.

 

Badania naukowe

Pożegnałam się z doktorem i udałam do znajomej specjalizującej się w badaniach naukowych – Bazy PubMed. Zabrałyśmy się wspólnie za przeglądanie naukowych publikacji. Próbowałyśmy różnych sposobów wyszukiwania, ale po paru godzinach musiałyśmy dać za wygraną. Nic nie ma, nikt nie prowadził badań naukowych na ten temat.

 

Anglojęzyczne strony

Lekko zawiedziona niepowodzeniem wróciłam z powrotem do doktora Google. Poklepał mnie po plecach i zaproponował, że zaraz poszukamy po angielsku, przecież tyle ludzi zna ten język, że na pewno coś znajdziemy. Jakże ogromne było nasze zdziwienie, gdy natknęliśmy się na pełno przepisów kulinarnych z twarożkiem i pomidorami we wszelkich możliwych konfiguracjach, ale ani słowa o szkodliwości tego połączenia, o stawach, kryształkach i tym podobnych. Czyżby tylko Polacy uznawali patriotyczne połączenie białego twarogu z czerwonymi pomidorami za niebezpieczne dla zdrowia?

 

Przegląd wiedzy

Wróciłam do siebie, żeby uporządkować materiał dowodowy i dobrze się zastanowić przed wydaniem ostatecznej opinii. Wapń łączy się z kwasami dając sole – to fakt, prosta chemia. Niektóre z tych soli są nierozpuszczalne i wytrącają się w formie kryształków lub osadu – to również fakt. W zebranych materiałach jest mowa o kwasie cytrynowym, jabłkowym, chlorogenowym, kumarynowym i szczawiowym. Kwas cytrynowy z wapniem daje cytrynian wapnia, który jest czasem stosowany w suplementach, ponieważ dużo lepiej się wchłania niż forma nieorganiczna, np. węglan wapnia. Tak samo jabłczan wapnia. Kwas chlorogenowy głównie kojarzy mi się z ziemniakami – to on jest odpowiedzialny za ciemnienie surowych obranych ziemniaków. Występuje też w innych produktach i wykazuje właściwości przeciwutleniające. Kwas kumarynowy także ma działanie antyoksydacyjne. Kwas chlorogenowy i kumarynowy należą do związków fenolowych, które wymieniane są zawsze w grupie substancji ograniczających wchłanianie wapnia z przewodu pokarmowego, kwas szczawiowy także jest w tej grupie [7]. Faktycznie te trzy kwasy łączą się z wapniem dając nierozpuszczalne związki, ale nie są one wchłaniane przez organizm, a więc nie mają żadnych szans znaleźć się w stawach. Co więcej, jeżeli chodzi o kwas szczawiowy, to jest wręcz korzystne spożywanie produktów w niego bogatych (np. szpinak, szczaw, botwina, rabarbar, kawa) razem z produktami bogatymi w wapń. W jelitach powstaje wtedy szczawian wapnia, który nie jest wchłaniany. Zapobiega to dostaniu się kwasu szczawiowego do organizmu, który wiąże obecne we krwi jony wapnia prowadząc do tzw. hipokalcemii, czyli stanu zbyt niskiego stężenia wapnia we krwi. Według różnych autorów szkodliwe działanie wywiera 5-15 g kwasu szczawiowego. Zgodnie z danymi, które znalazłam w książce do toksykologii żywności, w 100 g pomidorów (jest to mały pomidor) tego kwasu jest zaledwie 5-35 mg, czyli, żeby zjeść 5 g kwasu szczawiowego trzeba by spożyć średnio około 60 kilogramów pomidorów! [8]

Co jest jeszcze zastanawiające w przekonaniu o szkodliwości takiego połączenia, to dlaczego akurat pomidor z twarogiem? Ani pomidory nie zawierają dużo kwasu szczawiowego (np. w szpinaku jest to 320-1260 mg w 100 g), ani twaróg nie jest bogaty w wapń (ok. 94 mg/100 g, podczas gdy np. mleko zawiera 120 mg wapnia w 100 ml, a żółty ser średnio 840 mg w 100 g). Wzruszyłam ramionami stwierdzając, że tego to pewnie nigdy się nie dowiem [8].

 

Werdykt: uniewinnienie

Moje śledztwo doprowadziło mnie do wniosków, że szkodliwość twarogu z pomidorem to plotki. Niczym nie potwierdzone, kłócące się z faktami naukowymi oszczerstwa. Jak najszybciej spisałam raport, żeby móc oczyścić oskarżony duet ze stawianych im zarzutów. Oby do jak największej liczby osób dotarła wieść, że mogą bez obaw jeść twaróg z pomidorami.

 

Podsumowując, niełączenie twarogu z pomidorem to mit, w którym dodatkowo twierdzi się, że tak zalecają dietetycy. Otóż nie, a na pewno nie wszyscy. Nie mam pojęcia, skąd to przekonanie się wzięło. Nie ma żadnych badań naukowych, ani potwierdzających jego słuszność, ani pokazujących, że to nieprawda. W związku z tym trzeba opierać się na wiedzy dotyczącej chemii, biochemii, fizjologii czy z zakresu toksykologii. A wiedza ta przeczy możliwości gromadzenia się kryształków w stawach. Jeżeli chodzi o połączenie produktów bogatych w wapń z produktami zawierającymi kwas szczawiowy, to takie połączenie nie dość, że nie jest szkodliwe, to jest wręcz zalecane. Co prawda, z jednej strony ogranicza to przyswajalność wapnia, ale z drugiej zapobiega dostaniu się do organizmu substancji antyodżywczej, jaką jest kwas szczawiowy. Zatem twaróg z pomidorem jest nie tylko smaczny, ale i zdrowy.

 


Źródła:

  • http://www.poradnikzdrowie.pl/zywienie/zasady-zywienia/Zdrowa-dieta-szkodliwe-polaczenia-potraw-i-skladnikow_35786.html
  • http://be-healthy-and-beauty.blog.pl/czego-z-czym-nie-laczyc/
  • http://kobieta.onet.pl/zdrowie/zycie-i-zdrowie/szkodliwe-zestawienia-zywieniowe-herbata-z-cytryna-kawa-z-mlekiem/0fgtx
  • http://dietetyczniesiostro.blogspot.com/2013/04/8-produktow-ktorych-nigdy-nie-aczymy-w.html
  • http://kuchnia.wp.pl/gid,16109439,kat,1037881,title,Niezdrowe-polaczenia,galeria.html?ticaid=117639
  • http://www.papilot.pl/odzywianie/tych-produktow-nie-lacz-w-zdrowej-diecie-pomidor-i-ogorek-ryba-i-olej-inne,24861,1
  • Parus A.: Przeciwutleniające i farmakologiczne właściwości kwasów fenolowych. Postępy fitoterapii 2013, t. 1, str. 48-53
  • Brzozowska A. (red.): Toksykologia żywności. Przewodnik do ćwiczeń. Wydawnictwo SGGW, Warszawa 2010

 

Zdjęcia na licencji CC0, pixabay.com

cukier-nieproszony-gosc

Cukier – nieproszony gość na naszych stołach

Cukier jest nieproszonym gościem w wielu produktach, które lądują na naszych stołach, w śniadaniówkach dzieci, w naszych torbach i plecakach zabieranych do szkoły, pracy, na uczelnie, wycieczki.

książce „Cały ten cukier” można przeczytać, że 80% produktów przetworzonych zawiera cukier dodany. Co prawda autor odnosi się do swojego kraju, czyli Australii, ale myślę, że w Polsce jest podobnie. Mam podstawy, by tak uważać, bo wzięłam pod lupę etykiety wielu różnych produktów. Wierzcie mi, wcale nie trzeba jadać słodyczy, ciast, ciasteczek, batoników, cukierków, wafelków, czekoladek i innych, żeby jednocześnie jadać duże ilości cukru.

Przekonacie się o tym i dowiecie się, jakie cukrowe pułapki przygotowali na nas producenci żywności w artykule, który napisałam dla Fundacji Szczęśliwi Bez Cukru.

 

[mks_button size=”large” title=”Przejdź do artykułu” style=”rounded” url=”http://szczesliwibezcukru.pl/cukier-nieproszony-gosc-naszych-stolach/” target=”_self” bg_color=”#ffa310″ txt_color=”#FFFFFF” icon=”fa-share-square-o” icon_type=”fa” nofollow=”0″]
 

 

Na dowód wrzucam jeszcze zdjęcia etykiet innych produktów, które się nie zmieściły w artykule:

Probiotyk
Mieszanka przypraw
Sos sałatkowy
Syrop na kaszel
Herbata (sic!) owocowa
Pastylki na ból gardła

 

Zdjęcie na licencji CC0, pixabay.com

Woman standing on a scale

Jak ekspresowo stracić kilogramy?

Temat na czasie i temat ponadczasowy.

Pierwsze skojarzenie ze słowem „dietetyk” – oczywiście „odchudzanie”.

 

Do tej pory tematu raczej unikałam, żeby nie dać się wcisnąć w stereotypy. Bo dietetyk nie jest tylko od odchudzania. Nie jest nawet przede wszystkim od odchudzania. Ale mniejsza o to. Mam dla Was parę ważnych kwestii do przekazania w sprawie tracenia kilogramów. Większość chciałaby się nadmiaru pozbyć jak najszybciej, ekspresowo. Czy się da?

Cenię sobie prawdę, zawsze pisałam i będę pisać prawdę, chociaż wiem, że nie „sprzedaje się” tak dobrze, jak pięknie opakowane kłamstwo. Często prawda brzmi znacznie mniej atrakcyjnie niż obiecywane nam cuda. Ale wierzę, że prawda prędzej czy później zawsze wypłynie.

 

Jesteście gotowi na rozprawienie się z paroma mitami?

 

Sezon plażowy zbliża się wielkimi krokami, a po zimie tu oponka, a tam fałdka. Kluby fitness zapraszają na regularne ćwiczenia, zewsząd atakują kolorowe reklamy suplementów diety wspomagających odchudzanie, drogerie oferują wyszczuplające balsamy, a gabinety kosmetyczne odchudzające masaże. Internet zachęca do spożywania produktów, które spalają tkankę tłuszczową, pęka od porad, jak schudnąć szybko i bez wysiłku, kusi nowymi pomysłami na diety, które podobno są tak rewelacyjne, że dietetycy z niedowierzania łapią się za głowy. Przyszli plażowicze są w stanie zrobić wiele, żeby cyferki na wadze pokazały mniejszą liczbę. Są gotowi na wyczerpujące ćwiczenia, drakońskie diety, drogie specyfiki czy zabiegi. Wszystko pod jednym warunkiem – ma być jak najszybciej, najlepiej na jutro.

 

Co zatem zrobić, żeby waga litościwie pokazała kilka kilogramów mniej?

Wyobraź sobie, że z samego rana stajesz na wadze. Wynik nie napawa optymizmem, ale do wieczora jest wystarczająco dużo czasu, żeby pozbyć się paru kilogramów. Po pierwsze zwykłe skorzystanie z toalety. Taki banał, a w minutę można stracić trzy czwarte kilograma, ponieważ objętość pęcherza to średnio około 500 ml, a masa wydalanego kału wynosi około 200-250 g. Żeby nie zaprzepaścić efektu nie można nic jeść ani pić, a dodatkową robotę zrobią jeszcze leki o działaniu przeczyszczającym i moczopędnym. Więc punkt drugi brzmi: głodówka. Kiedy nie jemy nasz organizm zaczyna wykorzystywać zapasy. Na początku zużywa glikogen, czyli zapasową formę glukozy, który gromadzony jest w wątrobie i mięśniach. Glikogenu w wątrobie mamy około 100 g, natomiast w mięśniach około 150 g, a osoby trenujące regularnie nawet ponad dwa razy więcej. Żeby przyspieszyć zużycie glikogenu zgromadzonego w mięśniach można dodatkowo wykonywać ćwiczenia fizyczne. Zatem zużywając glikogen możesz stracić dodatkowe ćwierć kilograma. Nie byłby to zbyt oszałamiający wynik, gdyby nie dodatkowy fakt. Mianowicie glikogen w naszym organizmie związany jest z wodą i tracąc 1 g glikogenu pozbywamy się dodatkowo 3-4 g wody. Na potrzeby tego artykułu załóżmy, że będą to 4 g. Czyli tracisz nie ćwierć kilograma a 1,25 kg! Wcześniej było to 0,75 kg, więc w sumie jesteś już 2 kilogramy na minusie.

 

„Chudniemy” dalej

Ciało przeciętnego dorosłego człowieka składa się w około 60% z wody. Jest ona niezbędna do życia i funkcjonowania organizmu, ale „dopiero” odwodnienie rzędu 20% masy ciała prowadzi do śmierci. Pozbywając się wody można stracić parę kilogramów, więc przyjmijmy, że pozbędziesz się jej w ilości 10% swojej masy ciała. Będziesz czuć się źle, słabo, będziesz mieć zawroty głowy, będzie Cię męczyć pragnienie jak smoka wawelskiego ale będziesz o te parę kilogramów lżejszy/lżejsza. Ile dokładnie? Na potrzeby tego artykułu załóżmy, że ważysz 70 kg, dobrze? Więc stracisz oszałamiającą ilość 7 kg! Pomogą w tym leki przeczyszczające i moczopędne, o których była mowa na początku, ale najlepszą drogą pozbycia się tej wody jest pocenie. Najefektywniej pocimy się w saunie przy dużej wilgotności powietrza, aczkolwiek wypocenie takiej ilości wody potrwa około 5 godzin.

 

Odchudzony czy odwodniony?

Gratulacje, udało Ci się „schudnąć” 9 kg. Co prawda masz szarą, suchą skórę, z widocznymi wszystkimi bruzdami i zmarszczkami, zapadnięte oczy, spierzchnięte wargi, słaniasz się na nogach, jeżeli jeszcze w ogóle jesteś w stanie na nich ustać. Ogólnie wyglądasz jak przysłowiowe trzy ćwierci do śmierci i czujesz się tak samo, a o wyjściu na plażę nie ma mowy, ale cel osiągnięty. Tylko czy było warto?

Może się wydawać, że piszę w tym artykule totalne bzdury, ale w tym szaleństwie jest metoda. Mianowicie, wiele suplementów diety wspomagających odchudzanie zawiera składniki o działaniu moczopędnym i przeczyszczającym, więc ich stosowanie powoduje odwodnienie, a nie utratę tkanki tłuszczowej. Stosowanie wielu diet, w których je się bardzo mało, ale na szczęście stosuje się je krótko, też powoduje utratę przede wszystkim wody. Stosowanie diet nisko- i bardzo niskokalorycznych daje szybko spektakularne efekty, bo tracimy zapasy glikogenu, a razem z nim wodę. Tak jak w opisanym przeze mnie przykładzie, sukces jest tylko pozorny, bo przecież w odchudzaniu chodzi o pozbycie się nadmiarów tkanki tłuszczowej.

 

 

Krótkotrwała zmiana = krótkotrwały efekt

Celem tego artykułu jest uświadomienie, że odchudzanie to proces długotrwały, tak samo jak nie tyje się z dnia na dzień. W momencie drastycznego ograniczenia ilości dostarczanej energii, organizm broni zgromadzonych zapasów – to nasza spuścizna z milionów lat ewolucji – i trzeba do niego podejść właściwie, spokojnie, żeby zaczął się tych zapasów pozbywać. W zdrowym odchudzaniu powinno się tracić od 0,5 do 1 kg tygodniowo. Należy cierpliwie i wytrwale dążyć do celu, a wtedy się uda i nie doświadczy się efektu jo-jo. Zamiast budować formę na lato, trzeba budować formę na lata. Zamiast naprzemiennie tyć i chudnąć, stopniowo zmniejszać nadmierną masę ciała albo utrzymywać tą prawidłową na stałym poziomie.

 

Podsumowując, ten artykuł mógłby nosić tytuł: „Jak się nie odchudzać”, bo pokazałam w nim metody, które szybko prowadzą do celu, ale wysokim kosztem. Może nawet zbyt wysokim. Oczywiście stanowczo odradzam stosowanie środków przeczyszczających i moczopędnych, głodówek, odwadniania się, bo mogą one prowadzić do bardzo groźnych skutków zagrażających zdrowiu i życiu. Nie znaczy to, że nie da się schudnąć, że trzeba pogodzić się ze swoim losem. Jak najbardziej da się schudnąć, ale trzeba podejść do tego z rozsądkiem. Nie da się oszukać fizjologii i biochemii, które rządzą naszym organizmem, ani mechanizmów wykształconych w wyniku milionów lat ewolucji. Cudów nie ma, ale są prawdziwe efekty osiągnięte wytrwałością i cierpliwością. Należy tracić kilogramy kosztem tkanki tłuszczowej, a nie kosztem własnego zdrowia.

 


Źródła:

  • red. Gawęcki J.: Żywienie człowieka. Podstawy nauki o żywieniu. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012
  • http://www.farmacjaija.pl/zdrowie/gastrologia/badanie-stolca.html
  • http://urodaizdrowie.pl/czy-sauna-korzystnie-dziala-na-urode

 

Designed by rawpixel.com / Freepik

bananowa-granola-z-orzeszkami-ziemnymi-i-rodzynkami-2

Bananowa granola z orzeszkami ziemnymi i rodzynkami

W najbliższym czasie zapowiada się parę chłodniejszych dni, więc można włączyć piekarnik bez obawy o upieczenie się razem z jego zawartością. Dodatkowo można umilić sobie monotonną szarość za oknem, przepięknym zapachem pieczonej granoli. Oczywiście słodkiej i chrupiącej mimo braku dodanego cukru ani tłuszczu. Tym razem do posłodzenia, nadania smaku i sklejenia płatków wykorzystałam mocno dojrzałe banany. Do tego naturalnie słodkie rodzynki (nie polecam piec razem z resztą, tylko dodać po upieczeniu, bo robią się z nich małe, twarde kamyczki) i cudowne, przypieczone orzeszki ziemne. Pyszota razem z naturalnym jogurtem jak i same do chrupania.

 

 

Składniki:

jak zwykle na dużą ilość 🙂

  • 400 g płatków owsianych zwykłych
  • 150 g otrębów owsianych
  • 4 dojrzałe banany (480 g)
  • 200 g orzeszków ziemnych
  • 200 g rodzynek

 

Wykonanie:

  1. Piekarnik nastawić na około 150°C. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia.
  2. Banany dokładnie rozgnieść lub zmiksować. Wymieszać płatki z otrębami i orzechami, wlać masę bananową i dokładnie wymieszać.
  3. Połowę wyłożyć na blachę (albo po połowie na 2 blachy) i dokładnie uklepać. Piec około 10-15 minut aż się zlepią, potem delikatnie przemieszać, piec około 10 minut, znowu delikatnie przemieszać i piec kolejne około 5-10 minut. Gotową granolę wystudzić.
  4. W międzyczasie rodzynki wypłukać pod bieżącą wodą i zostawić do wyschnięcia. Można wrzucić na ostatnie 5 minut pieczenia na wierzch granoli, żeby doschły. Wymieszać.

 

pudding-chia-z-zielona-herbata-i-brzoskwiniami-1

Pudding chia z zieloną herbatą i brzoskwiniami

Mój nowy szalony pomysł! Pudding z chia w zupełnie nowej odsłonie – zrobiony na zielonej herbacie! Pyszny, lekki i ultra-zdrowy deser. Banalnie prosty i efektownie wyglądający. Połączenie orzeźwiającego smaku zimnej zielonej herbaty z naturalną słodyczą dojrzałych brzoskwiń. Nic więcej pisać nie będę – niech przepis i zdjęcia mówią za siebie. Smacznego!

 

 

Składniki:

na 1 porcję

  • ½ szklanki zielonej herbaty
  • 2 łyżki chia (20 g)
  • 2 brzoskwinie (170 g)

 

Wykonanie:

  1. Zaparzyć zieloną herbatę (z 1 łyżeczki herbaty) i wystudzić. Wymieszać z chia, odstawić na 10-15 minut i ponownie dokładnie wymieszać. Wstawić do lodówki na minimum 3 godziny.
  2. Brzoskwinie umyć, wyjąć pestki i zmiksować.
  3. Ułożyć warstwami w naczyniu.

 

Raw&Happy – parę słów o zdrowych słodkościach

Jak zaczynałam studia pięć lat temu, ciężko było znaleźć gotowe słodkości, które można by nazwać zdrowymi,. Nie było całych wielkich regałów w sklepach wypełnionych produktami typu superfoods, bio, organic, eko, słodyczami bez cukru, ksylitolem, spiruliną, młodym jęczmieniem, chia, quinoa, amarantusem, karobem, goji i całą masą innych produktów, które teraz są naprawdę łatwo dostępne. Jest to dowód na niesamowitą rewolucję żywieniową, którą mogę oglądać na własne oczy i którą bardzo wyraźnie dostrzegam, bo jestem siłą rzeczy tym tematem mocno zainteresowana. Rośnie świadomość i wiedza społeczeństwa, jest popyt na zdrowe, nieprzetworzone bądź niskoprzetworzone produkty, naturalne, bez konserwantów, sztucznych barwników, aromatów, wzmacniaczy smaku etc. A jak jest popyt to jest i podaż.

Przykładem producenta bardzo ciekawych produktów jest firma Raw&Happy, których wytwory miałam przyjemność przetestować. Zanim przejdę do opisu ich smakołyków, zacznę od paru ogólnych informacji o stosowanych przez nich surowcach i technologiach, bo jest to naprawdę intrygujące:
  • zgodnie z nazwą firmy są „raw„, czyli „surowe”; oznacza to, że nie są one podgrzewane powyżej 42-46°C, co pozwala zachować ich wartości odżywcze, ponieważ wiele składników w żywności ulega zniszczeniu pod wpływem wysokich temperatur
  • wszystkie surowce pochodzą z upraw ekologicznych – produkty oznaczone są certyfikatem przedstawiającym listem złożony z unijnych gwiazdek – jest to jedyny oficjalny certyfikat produktów ekologicznych i nie dajcie się zwieść innym oznaczeniom stosowanym często przez producentów!
  • produkty są robione ręcznie, każdy jest unikatowy, ma trochę inny kształt, a nie jak w masowej produkcji, gdzie na taśmie powstają wierne kopie
  • bez dodatku cukru, bez konserwantów, barwników, ulepszaczy smaku
  • bez glutenu, laktozy, mleka, jaj, soi, znaczna większość produktów jest wegańskich – dlatego nadają się dla alergików, osób z celiakią czy nietolerancją laktozy, wegetarian i wegan
  • są to wyroby rodzimej produkcji
Teraz przejdę do sedna, czyli do testowanych przeze mnie produktów.
1. Baton Yummy Cranberry

Skład: daktyle, rodzynki, migdały, żurawina 25% (żurawina, sok jabłkowy, olej słonecznikowy), wiśnia suszona, błonnik jabłkowy

Wybaczcie niefotogeniczność mojej lewej górnej kończynie ?

Baton, w którym w przeciwieństwie do „tradycyjnych” batonów nie ma w ogóle dodanego cukru, ale i tak jest bardzo słodki za sprawą suszonych owoców i soku jabłkowego. Jak dla mnie nawet za słodki, można by zrezygnować z dodatku soku jabłkowego do żurawiny, dzięki czemu naturalna kwaskowatość żurawiny przełamywałaby słodycz daktyli i rodzynek. Chociaż myślę, że dla wielu osób taki poziom słodkości byłby jak najbardziej satysfakcjonujący. W smaku czuć żurawinę, a podczas jedzenia kawałki migdałów przyjemnie chrupią między zębami. Jeden niewielki batonik skutecznie zaspokaja potrzebę na coś słodkiego.

Mniam!

2. Rawnello „Migdały pod palmą”

Skład: daktyle, rodzynki, wiórki kokosowe (2%), migdały (20%)

Pochwała prostoty – cztery składniki i naturalne, słodziutkie kuleczki gotowe. Bardzo podobają mi się nazwy – zarówno nazwa „Rawnello” jak i nazwy różnych smaków (inne można zobaczyć np. TUTAJ). Ach, zazdroszczę tym migdałom, też bym się pod palmy wybrała… Ale, wracając do tematu, jak pisałam kuleczki są słodziutkie, znowu, jak dla mnie, nawet za bardzo. Z drugiej strony ma to taką zaletę, że jednym Rawnello można się wystarczająco zasłodzić. Palma, pod którą są te migdały ewidentnie jest palmą kokosową – bowiem zapach i smak kokosa jest wyraźnie wyczuwalny. Dzięki temu, że masa nie jest zmielona na gładko kuleczki mają fajną strukturę i chrupiące kawałki migdałów, nieraz można trafić na całkiem duże (co widać na zdjęciu powyżej).

3. Gryczanki – w 3 smakach: czekoladowe, miodowe owoce leśne

Skład: kiełkowana polska kasza gryczana, rodzynki, kiełkowany słonecznik
  • czekoladowe – dodatkowo: daktyle, surowa masa kakaowa 7% (surowe ziarno kakaowca, masło kakaowe, kakao w proszku, zawartość kakao min. 65%), wiórki kokosowe, kiełkowana kasza jaglana, kiełkowane siemię lniane, kiełkowana szałwia hiszpańska, kiełkowany amarantus
  • miodowe – dodatkowo: surowy polski miód pszczeli (11%), cynamon, gałka muszkatołowa
  • owoce leśne – dodatkowo: daktyle, owoce leśne 8% (polskie owoce aronii, polskie czarne jeżyny, żurawina), kiełkowana kasza jaglana, kiełkowane siemię lniane, kiełkowana szałwia hiszpańska, kiełkowany amarantus

Gryczanki to mój absolutny hit spośród testowanych produktów. Bo powiedzmy sobie szczerze, że nie ma wielkiej filozofii w zmiksowaniu suszonych owoców z orzechami i ulepieniu z tego batonów albo kuleczek. Gryczanki to coś całkowicie innego. Lekkie, chrupiące, delikatnie słodkie zlepki z kiełkowanych kasz i nasion, zlepione składnikami nadającymi im delikatny smak. To mój hit z kilku powodów: przede wszystkim zawierają one bardzo ciekawe składniki, o wysokiej wartości odżywczej, a poddanie kasz i nasion kiełkowaniu sprawia, że te zawarte w nich składniki odżywcze są lepiej przyswajalne. Ponadto są fajnie chrupiące, z wyczuwalnym smakiem niepalonej gryki i słonecznika i trzema różnymi nutami smakowymi. Są zdecydowanie mniej słodkie od poprzednich produktów, co pozwala delektować się smakiem poszczególnych składników, a ja to bardzo lubię. Z tych trzech rodzajów najbardziej przypadły mi do gustu miodowe – najbardziej aromatyczne, z wyraźnie wyczuwalnym zapachem i smakiem miodu, z dodatkiem korzennych przypraw. Jednocześnie w nich najmocniej czuć smak gryki. Pamiętajcie, że miód nie jest dobrym zastępnikiem cukru i generalnie lepiej go unikać, ale tutaj miodu nie jest dużo, daje on niepowtarzalną smakowitość i, co bardzo ważne, nie jest podgrzany, dzięki czemu nie traci swoich właściwości. Dwa pozostałe warianty smakowe też są pyszne, mniej się wyczuwa smak gryki, zawierają one ponadto kiełkowane: kaszę jaglaną, siemię, chia i amarantus, co dodatkowo wzbogaca je w składniki odżywcze. I mimo, że naprawdę lubię czekoladę i kakao, to spośród tych dwóch muszę przyznać pierwszeństwo owocom leśnym.

Podsumowując:
Plusy:
+ dobry skład, wysoka jakość, porządne wykonanie (a do tego ręczne), stawianie na naturalność
+ zdrowe, bardzo smaczne, słodkie choć bez dodatku cukru, o wysokiej wartości odżywczej
+ świetne dla alergików i osób na dietach eliminacyjnych
+ polski producent, wykorzystanie wielu polskich surowców
+ ładne, estetyczne opakowania, fajne nazwy
+ Gryczanki – produkt unikatowy i niepowtarzalny (a przynajmniej ja się z czymś podobnym nie spotkałam)
Minusy:
– mała dostępność (widziałam tylko w sklepach internetowych, natomiast nie w sklepach stacjonarnych; niestety w przypływie ochoty na te produkty nie wystarczy wejść do pierwszego lepszego sklepu)
– dość wysoka cena (może odstraszać potencjalnych konsumentów; z drugiej strony ciężko się dziwić, że tyle kosztują biorąc pod uwagę wysokiej jakości surowce z upraw ekologicznych, wykorzystanie procesów jak np. kiełkowanie, ręczne wykonanie; niestety może być to powód, dla którego wiele osób wybierze słodycze pełne cukru i oleju palmowego albo tłuszczów trans,które są znacznie tańsze)
– jak dla mnie niektóre produkty są nawet za słodkie ? (ale to już kwestia gustu)
Dziękuję firmie Raw&Happy za produkty do recenzji. Życzę wielu ciekawych, zdrowych pomysłów i dalszego rozwoju, bo widzę duży potencjał.