bezglutenowy-chleb-z-platkow-i-ziaren-1

Bezglutenowy chleb z płatków i ziaren

Po udanej próbie z chlebem z płatków owsianych i ziaren nabrałam ochoty na dalsze eksperymenty. Postanowiłam bazując na tamtym przepisie zrobić bezglutenowy chleb z płatków i ziaren. Użyłam płatków jaglanych i gryczanych, tym razem z pestek dałam tylko dynię i słonecznik i postanowiłam wykorzystać mielone siemię lniane (takie, które kupuje się gotowe już zmielone i częściowo odtłuszczone) jako składnik sklejający. Uwielbiam smak prażonej gryki, dlatego ten chlebek mi bardzo podpasował. Jest on ciężki, zwarty i nie rośnie podczas pieczenia, stąd struktury zwykłego chleba próżno w nim szukać. Za to robi się go banalnie prosto, no serio, prościej się już nie da.

Pieczywo bezglutenowe, które można kupić w sklepach smakiem nie powala, ale składem to już owszem. Niestety jest pełne dodatków, część z nich jest faktycznie potrzebna, żeby uzyskać bezglutenowy wypiek o odpowiedniej strukturze, ponieważ to właśnie gluten odpowiada za gąbczastą strukturę pieczywa czy ciast. Jednak sporo dodatków w sklepowym pieczywie bezglutenowym jest kompletnie niepotrzebnych, a dodatkowo robi się je na bazie mąki z białego ryżu czy kukurydzianej, które mają bardzo małą wartość odżywczą, a czasem zawiera też taki dziwny twór jak skrobia pszenna bezglutenowa… A można minimalnym nakładem pracy zrobić własny chlebek bezglutenowy z prostych, naturalnych i niskoprzetworzonych składników.

 

 

Składniki:

na 16 kromek

  • 1 szklanka płatków gryczanych (130 g)
  • 1 szklanka płatków jaglanych (130 g)
  • 30 g pestek słonecznika
  • 30 g pestek dyni
  • 50 g mielonego odtłuszczonego siemienia lnianego
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 2 szklanki wody

 

Wykonanie:

  1. W misce wymieszać wszystkie suche składniki (można zostawić część słonecznika do posypania na wierzchu), wlać ciepłą wodę, mieszać aż masa wyraźnie zgęstnieje i zwiąże większość wody. Przełożyć do formy – u mnie keksówka silikonowa 11 x 20 cm; metalową polecam wyłożyć papierem do pieczenia. Posypać resztą słonecznika i dokładnie przyklepać. Nastepnie zostawić na około 3 godziny.
  2. Nagrzać piekarnik do 180°C, chleb włożyć do nagrzanego piekarnika i piec 40 minut, następnie wyjąć z formy* (uwaga, żeby się nie poparzyć) i piec na kratce jeszcze około 20 minut.
  3. Wystudzić, a następnie włożyć do foliowego woreczka (dzięki temu złapie wilgoć ze środka i będzie się łatwiej kroić). Kroić ostrym i cienkim nożem.

 

* Piekłam tylko w formie silikonowej, nie wiem, jak się będzie wyjmować z metalowej, być może przy metalowej w ogóle nie będzie to konieczne – chodzi o to, że przy silikonowej nie powstaje „skórka” z zewnątrz chleba, jeżeli chleb jest pieczony cały czas w formie, stąd polecam go wyjąć. Metalowa forma bardziej się nagrzewa, więc może bez wyjmowania chleb przypiecze się z zewnątrz.

 

Wymieszane suche składniki.

 

1 kromka (45 g) dostarcza:


Wypiekamy- pieczywo

chleb-z-platkow-owsianych-i-ziaren-1

Chleb z płatków owsianych i ziaren

Zrobienie własnego chleba marzyło mi się już od dawna, a odkąd mam nową kuchnię (tzn. nie tylko kuchnię, bo całe mieszkanie, ale co tam, kuchnia najważniejsza! ?) wstąpiły we mnie nowe kulinarne siły i dużo bardziej mi się chce coś kombinować. Moim ulubionym chlebem jest żytni razowy na zakwasie i jak się nauczę taki robić, to będzie to spełnienie szczytu moich piekarniczych marzeń, ale postanowiłam przyjąć zasadę stopniowania poziomu trudności i nie zaczynać od górnego C. Dlatego postawiłam na chleb, przy którym jest dużo mniejsze prawdopodobieństwo, że coś się nie uda. Jest to chleb z płatków owsianych i  ziaren, przy którym nie ma ryzyka, że opadnie czy powstanie zakalec. To właściwie po prostu płatki i ziarna sklejone ze sobą. Inspiracją dla mnie były przepisy na „chleb zmieniający życie” krążące po internecie, ale zmodyfikowałam je wedle własnego gustu – zmniejszyłam ilość ziaren, a zwiększyłam płatków, pozbyłam się oleju kokosowego i miodu czy innego słodu. No nie powiem, ściskałam kciuki, żeby wyszło po moich zmianach ?. Ale, uff, wyszło! Ogólnie chlebek smaczny, chrupiący od różniastych ziarenek – a dałam i słonecznik, i dynię, i sezam, i siemię lniane – ale szczerze, to mojego życia raczej nie zmieni. Ciekawe, jak Wasze ?.

Zapraszam Was na przepis na chleb z płatków owsianych i ziaren – bez mąki, bez drożdży ani zakwasu, bardzo prosty do zrobienia.

 

Te mniejsze brązowe ziarenka to nasiona babki płesznik.

 

Składniki:

na 16 kromek

  • 2 szklanki płatków owsianych zwykłych (220 g)
  • 30 g pestek słonecznika
  • 30 g pestek dyni
  • 30 g siemienia lnianego
  • 30 g sezamu
  • 30 g nasion babki płesznik
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 2 szklanki wody

 

Wykonanie:

  1. W misce wymieszać wszystkie suche składniki, wlać ciepłą wodę, mieszać aż masa wyraźnie zgęstnieje i zwiąże większość wody. Przełożyć do formy – u mnie keksówka silikonowa 11 x 20 cm; metalową polecam wyłożyć papierem do pieczenia – i zostawić na około 3 godziny.
  2. Nagrzać piekarnik do 180°C, chleb włożyć do nagrzanego piekarnika i piec 40 minut, następnie wyjąć z formy* (uwaga, żeby się nie poparzyć) i piec na kratce jeszcze około 20 minut.
  3. Wystudzić, a następnie włożyć do foliowego woreczka (dzięki temu złapie wilgoć ze środka i będzie się łatwiej kroić). Kroić ostrym i cienkim nożem.

 

* piekłam tylko w formie silikonowej, nie wiem, jak się będzie wyjmować z metalowej, być może przy metalowej w ogóle nie będzie to konieczne – chodzi o to, że przy silikonowej nie powstaje „skórka” z zewnątrz chleba, jeżeli chleb jest pieczony cały czas w formie, stąd polecam go wyjąć. Metalowa forma bardziej się nagrzewa, więc może bez wyjmowania chleb przypiecze się z zewnątrz.

 

Wymieszane suche składniki.

 

1 kromka dostarcza:

 


Wypiekamy- pieczywo

zupa-z-grochem-i-warzywami-1

Zupa z grochem i warzywami

Chodził za mną od jakiegoś czasu pomysł, żeby zrobić zupę z grochem. Niekoniecznie wegetariańską grochówkę, tylko coś takiego, żeby jeszcze jakieś warzywa w tym upchnąć. No więc zrobiłam taką oto zupę z grochem i warzywami, z dosyć sporą ilością marchewki, z pietruszkąselerem naciowym. Doprawiłam ją dużą ilością majeranku oraz wędzoną papryką, przez co w kuchni pachniało rasową grochówką ?. Taka zupa zimą to fajna sprawa, bo rozgrzewa i syci. Dobrze smakuje z dodatkiem świeżego koperku – którego nie ma na zdjęciach, bo odkryłam to połączenie dopiero następnego dnia od zrobienia zupy i zdjęć ?.

P.S. To pierwszy przepis na zupę-nie-krem na blogu. No czas najwyższy! ?

 

Groch się ukrył, trzeba go wygrzebać 😉

 

Składniki:

  • groch w połówkach
  • marchewka
  • korzeń pietruszki
  • seler naciowy
  • liście laurowe
  • ziele angielskie
  • sól
  • pieprz
  • majeranek
  • kmin rzymski (kumin)
  • wędzona słodka papryka
  • opcjonalnie: koperek

 

Wykonanie:

  1. Groch wypłukać pod bieżącą wodą, wrzucić do garnka i zalać wodą około 2 cm ponad poziom grochu. Dodać liście laurowe i ziele angielskie. Zagotować, zebrać powstającą pianę i gotować 20 minut.
  2. W tym czasie marchewkę i pietruszkę obrać i pokroić w kostkę. Dorzucić do grochu i gotować 10 minut.
  3. Seler pokroić w niezbyt grube kawałki, dorzucić do garnka, dodać sporo majeranku i gotować wszystko razem jeszcze około 10 minut.
  4. Jeżeli składniki są wystarczająco miękkie, doprawić solą, pieprzem, kuminem i wędzoną papryką. Można posypać posiekanym świeżym koperkiem.

 

 


Nasiona roślin strączkowych na talerzu 2.

jagielnik-snickers-1

Jagielnik Snickers

Co powiecie na ciasto inspirowane popularnym batonem? Mamy tu wszystko, co w tym batonie się znajduje – orzechy, karmel i czekoladę – ale w dużo zdrowszej wersji. No i oczywiście mamy kaszę jaglaną, bo w końcu to jagielnik Snickers. Bez wątpienia plusem tego ciasta jest to, że nie trzeba go piec. Ugotowana na miękko i dokładnie zblendowana na gorąco kasza jaglana zastygając tworzy masę wystarczająco sztywną, żeby nie było potrzeby dawać żadnego „zagęszczacza”, a jednocześnie lekką i „piankowatą”. W roli karmelu występują daktyle z masłem orzechowym, a na wierzchu mamy polewę z domowej bezcukrowej czekolady. W roli orzechów – i tu nie będzie zaskoczenia – występują orzechy. A, i jeszcze ta sama masa jaglana z dodatkiem karobu spełnia rolę czekoladowo-karmelowego spodu. Zapraszam na jagielnik Snickers!

 

 

Składniki:

na 8 kawałków

Masa jaglana:

  • 150 g kaszy jaglanej
  • 3 szklanki mleka / napoju roślinnego (750 g)
  • 60 g ksylitolu
  • 2 łyżki karobu (10 g)
  • dodatkowo: 60 g orzeszków ziemnych

Karmel z daktyli:

  • 100 g daktyli
  • 1 łyżka masła orzechowego 100% (25 g)
  • szczypta soli

Polewa czekoladowa:

  • 1,5 łyżki oleju kokosowego (15 g)
  • 2 łyżki kakao (10 g)
  • 1 łyżka ksylitolu (10 g)
  • 1,5 łyżki mleka / napoju roślinnego (15 g)

 

Wykonanie:

  1. Kaszę jaglaną przepłukać wrzątkiem na sitku, następnie ugotować na miękko (około 15 minut) w 3 szklankach mleka. Gorące dokładnie zmiksować na gładką masę z dodatkiem ksylitolu.
  2. Około 1/5 tak powstałej masy szybko przełożyć do oddzielnego naczynia, dodać karob i dokładnie wymieszać. Wyłożyć na spód tortownicy (u mnie silikonowa o średnicy 20 cm) i równomiernie rozprowadzić (powstanie nam czekoladowy spód). Na to wyłożyć resztę masy jaglanej, posypać orzeszkami, lekko wciskając je w masę i zostawić do całkowitego wystudzenia.
  3. Daktyle zalać wrzątkiem i namoczyć. Odcedzić zachowując wodę. Zmiksować z masłem orzechowym, szczyptą soli i wodą z moczenia do uzyskania odpowiedniej konsystencji. Wyłożyć na masę jaglaną.
  4. W niewielkim garnuszku podgrzać wszystkie składniki na polewę mieszając do połączenia się składników. Rozsmarować polewę na wierzchu ciasta. Zostawić do zastygnięcia.

 

 

1 kawałek (z zastosowaniem mleka krowiego 1,5%) dostarcza:

pieczona-seleryba-1

Pieczona seleryba

Dzisiaj chciałabym się z Wami podzielić przepisem na pieczoną selerybę. Seleryba – jak sama nazwa wskazuje – to coś, co łączy w sobie selera i rybę. A konkretnie jest to seler, który rybę udaje. I to naprawdę całkiem nieźle. Seleryba to pomysł zaczerpnięty z wegańskich rejonów kulinarnego internetu. Pewnie osoby odżywiające się tradycyjnie pukają się w czoło, po co robić rybę z selera. Ja bardzo lubię takie rzeczy robić po prostu dla zabawy! Mój wewnętrzny kulinarny odkrywca (który jest też lekko przekorny z natury) sam się rwie do kuchni, jak wpadnie na przepis tego typu. Więc po co robić selerybę? Ano, tak trochę dla jaj (wegańskich ?), ale także taki przepis może się przydać osobom uczulonym na ryby, żeby miały co jeść, gdy całe otoczenie je rybę – np. podczas tradycyjnego piątkowego obiadu czy świąt.

Jak wspomniałam, ogólny zamysł jest zaczerpnięty z wegańskich blogów kulinarnych, ale zmodyfikowany według mojego własnego widzimisię. Mianowicie selerybę maczałam w cieście z mąki z ciecierzycy i panierowałam w… zarodkach pszennych. Zarodki pszenne nadają potrawie jeszcze bardziej rybnego charakteru, więc polecam je zastosować. Selerybę upiekłam w piekarniku – ciasto z mąki z ciecierzycy robi się fajnie chrupkie – i podałam z tradycyjnymi dodatkami – gotowanymi ziemniakami i surówką z kiszonej kapusty (kiszona kapusta + marchewka + jabłko + drobno posiekana cebula + olej rzepakowy + pieprz). To co, zabawimy się w kuchni? ?

 

 

Składniki:

na 10 kawałków

  • 500 g selera
  • 2 płaty wodorostów nori
  • 100 g mąki z ciecierzycy
  • około 60 g zarodków pszennych
  • 1 łyżka sosu sojowego
  • ½ łyżeczki granulowanego czosnku
  • 1 łyżeczka lubczyku
  • ½ łyżeczki wędzonej słodkiej papryki
  • sól do gotowania selera

 

Wykonanie:

  1. Selera obrać, pokroić na plastry grubości 1,5-2 cm, duże plastry dodatkowo przekroić na 2 albo 4 części (osobiście wolę mniejsze kawałki). W garnku zagotować wodę, posolić ją około 1 łyżeczką soli i do gotującej się wody wrzucić selera. Gotować około 15-20 minut, żeby seler pozostał al dente. Odcedzić, rozłożyć na talerzu i zostawić do przestudzenia.
  2. Nori pokroić w paski i owinąć nimi kawałki jeszcze ciepłego selera (jak na zdjęciu), zostawić do wystudzenia.
  3. W misce wymieszać mąkę z ciecierzycy, sos sojowy, czosnek, lubczyk i wędzoną paprykę. Dodać wody do uzyskania gęstego ciasta.
  4. Nastawić piekarnik na 180°C. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia.
  5. Kawałki selera maczać w cieście, obtaczać w zarodkach pszennych i układać na blaszce. Piec około 15 minut, obrócić na drugą stronę i piec kolejne 15 minut.

 

Ugotowany seler owinięty w nori.

 

1 kawałek pieczonej seleryby dostarcza:

kakao-versus-karob

Kakao vs karob

W dzisiejszym wpisie z serii „Porównania” postanowiłam zestawić ze sobą dwa dosyć do siebie podobne produkty: kakao i karob.  Czy faktycznie są do siebie podobne czy może więcej je dzieli niż łączy?

 

Karob – zamiennik kakao?

Owoc kakaowca

Kakao i karob (znany też jako mączka chleba świętojańskiego) wyglądają bardzo podobnie, mają postać brązowego proszku, przy czym karob jest jaśniejszy od kakao. Szukając czegoś o karobie łatwo można trafić na informację, że jest to zamiennik kakao. Faktycznie, dla osób uczulonych na kakao może być to przydatny substytut. Kakao jest dosyć częstym alergenem, z alergią na karob się nie spotkałam ani o niej nie słyszałam, ale teoretycznie też może uczulać (potencjalnie może uczulać wszystko, co zawiera białko, a karob trochę białka też w sobie ma). Jednak w smaku kakao i karob dosyć się różnią, więc jak ktoś spróbuje karob z przeświadczenie, że „to takie kakao” to może być zawiedziony. Przede wszystkim naturalne kakao jest gorzkie, natomiast karob jest naturalnie słodki, o karmelowym posmaku. Zresztą z karobu robi się też melasę karobową, którą można stosować jako zdrowy zamiennik cukru. Nie smakują one tak samo, ale nie uważam, żeby któreś smakowało lepiej, a któreś gorzej. Po prostu smakują inaczej i walory smakowego zarówno kakao, jak i karobu można fajnie wykorzystać.

 

Wartości odżywcze

Porównanie wartości odżywczych dla 100 g kakao i karobu zamieściłam w tabeli:

Składnik Kakao Karob
Energia [kcal] 228 222
Białko [g] 19,6 4,6
Tłuszcze [g] 13,7 0,7
NKT [g] 8,1 0,1
JNKT [g] 4,6 0,2
WNKT [g] 0,4 0,2
Cholesterol [mg] 0 0
Węglowodany [g] 57,9 88,9
Cukry proste [g] 1,8 49,1
Błonnik [g] 37 39,8
Sód [mg] 21 35
Potas [mg] 1524 827
Wapń [mg] 128 348
Fosfor [mg] 734 79
Magnez [mg] 499 54
Żelazo [mg] 13,86 2,9
Cynk [mg] 6,81 0,9
Miedź [mg] 3,8 0,6
Mangan [mg] 3,8 0,5
Selen [μg] 14,3 5,3
Witamina A [μg] 0 1
Witamina D [μg] 0 0
Witamina E [mg] 0,1 0,6
Witamina B1 [mg] 0,1 0,1
Witamina B2 [mg] 0,2 0,5
Witamina PP [mg] 2,2 1,9
Witamina B6 [mg] 0,1 0,4
Foliany [μg] 32 29
Witamina B12[μg] 0 0
Witamina C [mg] 0 0,2
Indeks glikemiczny bardzo niski niski (40)

 

Podobieństwa: Kakao i karob mają podobną wartość kaloryczną, zawierają podobną dużą ilość błonnika, dostarczają tylko niewielkie ilości witamin z grupy B, jako produkty roślinne nie mają w sobie w ogóle witaminy B12, nie zawierają też witaminy A, D i C. No i cholesterolu oczywiście, bo cholesterol także nie występuje w produktach roślinnych.

Ziarna kakaowca

Różnice: Szybko można zauważyć, że kakao ma dużo więcej białka i tłuszczu (w tym niekorzystnych dla zdrowia nasyconych kwasów tłuszczowych – NKT), z kolei karob przoduje w zawartości cukrów prostych (no w końcu ten słodki smak z czegoś się bierze). Jak jestem przy cukrach prostych to spójrzmy jeszcze na sam koniec tabelki, na indeks glikemiczny. W obu przypadkach jest to niski indeks glikemiczny, przy czym dla kakao jest tak niski, że się go nie wyznacza, natomiast karob ma indeks glikemiczny około 40. Kolejne znaczące różnice występują w zawartości składników mineralnych – i tu kakao bije karob na głowę. Myślę, że każdy słyszał, że kakao albo gorzka czekolada zawierają dużo magnezu – istotnie tak jest, co jednak nie oznacza, że można się do woli objadać czekoladą. Magnez znajdziemy też w wielu innych produktach, ale jak widać dodatek łyżki kakao do porannej owsianki może ją trochę wzbogacić w wartości odżywcze. Poza magnezem kakao dostarcza także dużo żelaza i manganu oraz sporo cynku, miedzi i selenu. Karob wygrywa z kakao tylko w kategorii zawartości wapnia, ale nie jest to taka ilość, żeby z butów wyrywało ?.

 

Praktyczne aspekty

[mks_pullquote align=”right” width=”300″ size=”14″ bg_color=”#FFA310″ txt_color=”#ffffff”]Na marginesie: słowa „kakao” się nie odmienia. Nie ma posypywania kakaem, nielubienia kakaa, myślenia o kakale itd. Jest kakao i koniec kropka. Posypujemy coś kakao, nie lubimy kakao (o ile ktoś taki się znajdzie…), myślimy o kakao itp.[/mks_pullquote]Kakao i karob mają właściwie takie same zastosowania kulinarne. Ale jak już pisałam, karob nie jest takim ot prostym zamiennikiem kakao, że sobie podmienimy jedno na drugie i będzie git. Decydując się na użycie karobu polecam dodać go więcej niż użylibyśmy w takim samym wypadku kakao, a zmniejszyć (albo w ogóle zrezygnować) ilość czegoś do słodzenia. Oczywiście końcowy efekt smakowy będzie inny.

Jeżeli chodzi o ceny, to można się nawet lekko zdziwić, bo mniej znany karob jest tańszy od znacznie bardziej popularnego kolegi, a intuicja nam podpowiada, że to coś dziwnego (Karop? Że co, karoB? Jaka znowu mączka? Mączka czego? Jakiego chleba, my tu o czekoladzie nie o chlebie… Także ten, tego… ?) powinno być drogie. A tu tymczasem ceny karobu wahają się zazwyczaj między 15 a 30 zł za kilogram, a kakao 40-70 zł za kilogram. Chociaż biorąc pod uwagę, że karobu zazwyczaj używa się więcej, to te różnice w praktyce są mniej odczuwalne.

 

Strąki karobu

Podsumowanie

Zbierając wszystko do kupy (najmocniej przepraszam, ale w temacie kakao i karobu to określenie jakoś tak, ekhem, pasuje… ?), gdybym miała wskazać, który produkt jest lepszy, to mój wybór padłby na kakao. Prawdziwe, gorzkie kakao, nie jakieś tam „kakałko” rozpuszczalne, w którym 80-90% to cukier. Jak mogliście zobaczyć na konkretnych liczbach, zawartość składników mineralnych w kakao jest naprawdę wysoka i w rundzie pt. „Wartość odżywcza” karob został znokautowany. Oczywiście nie oznacza to, że warto kakao dosypywać wszędzie, bo „przecież takie zdrowe”. Nie, ale od czasu do czasu w rozsądnych ilościach jak najbardziej. Kakaowe ciasto słodzone ksylitolem albo daktylami – czemu nie. Domowe czekoladki z rodzynkami i orzechami włoskimi – w roli zdrowej słodyczy jak najbardziej mogą wystąpić. A może dosypać trochę kakao do bananowych placuszków?

Czy to oznacza, że mamy powiedzieć karobowi Hasta la vista, baby? Nie, uważam, że też warto go używać, nawet jeżeli nie ma się alergii na kakao. To ciekawy produkt, dostarczający całkowicie oryginalnych doznań smakowych. Poza tym, jedną z naczelnych zasad zdrowego odżywiania jest urozmaicenie ?. Więc warto stosować w swojej kuchni i kakao i karob.

 


Źródła:

  • baza USDA: https://ndb.nal.usda.gov/ndb/search/list
  • dos Santos L.M., Tulio L.T., Campos L.F., Dorneles M.R., Krüger C.C.: Glycemic response to Carob (Ceratonia siliqua L) in healthy subjects and with the  in vitro hydrolysis index. Nutricion Hospitalaria 2015, 31(1): 482-487.

 

Zdjęcia w tekście na licencji CC0, pixabay.com

czym-oslodzic-sobie-cukrzyce

Czym osłodzić sobie cukrzycę?

Co używać do słodzenia mając cukrzycę?

Czy diabetycy mogą słodzić miodem?

Czy fruktoza jest bezpiecznym „słodziwem” dla cukrzyków?

Czy można jeść owoce mając cukrzycę?

Czy używanie sztucznych substancji słodzących to dobry pomysł?

 

Na te i wiele innych pytań znajdziecie odpowiedzi w artykule o lekko żartobliwym tytule „Czym osłodzić sobie cukrzycę?”, który napisałam dla Fundacji Szczęśliwi Bez Cukru.

 

[mks_button size=”large” title=”Przejdź do artykułu” style=”rounded” url=”https://szczesliwibezcukru.pl/czym-oslodzic-cukrzyce/” target=”_self” bg_color=”#ffa310″ txt_color=”#FFFFFF” icon=”fa-external-link” icon_type=”fa” nofollow=”0″]
 

Zdjęcie na licencji CC0, pixabay.com.

podsumowanie-roku-2017

Podsumowanie roku 2017

Zbliża się koniec roku, a więc jest to czas podsumowań. I właśnie na jedno z takich podsumowań trafiłam przeglądając obserwowane przeze mnie blogi. I zaczęłam rozmyślać Hmm, a gdybym ja miała napisać podsumowanie roku 2017 to o czym bym napisała? Kurcze, nie wiem, w sumie nic ciekawego się nie wydarzyło… Zaraz, zaraz, a przecież zrobiłam to i tamto, wydarzyło się siamto i owamto, zmieniło to i owo… Po czym pacnęłam się w czoło – Dumam, co bym napisała, gdybym taki post miała napisać, a właściwie czemu by go nie napisać?!

 

No więc jest. I bardzo dobrze, bo brakuje tu takich bardziej osobistych wpisów. No bo sorry, ale to jest MÓJ blog – mój własny, osobisty, blog, za którego powstaniem ktoś stoi. Nie wiem, jak dla Was, ale dla mnie jest zawsze ważne, kto dany blog tworzy, fajnie jest autora poprzez jego wpisy lepiej poznać. Oczywiście mój blog koncentruje się na temacie zdrowego odżywiania i tak pozostanie (nie, nie zamierzam go zmieniać w blog lifestylowy), ale bardzo bym chciała, żebyście ten blog czytali nie tylko ze względu na to, CO na nim się znajduje, ale także z powodu tego KTO ten blog pisze. Więc to będzie moje własne, subiektywne podsumowanie roku – prywatnie, zawodowo i blogowo.

 

Zawodowo

To niech na pierwszy ogień idzie podsumowanie pod kątem zawodowym. W tym roku zaczęłam pracę w Fundacji Szczęśliwi Bez Cukru. To moja pierwsza praca na etacie (eee, może nie powinnam się przyznawać? dużo osób pracuje na etacie już w czasie studiów; ale nie da się pogodzić pracy ze studiami dziennymi – coś musi „kuleć”, najczęściej są to niestety studia, a ja tego nie chciałam). Ta praca dała mi bardzo wiele, pozwoliła mi odkryć w sobie wiele umiejętności, o których istnienie siebie nie podejrzewałam, zdobyć wiele niesamowicie cennych i czasami wręcz unikatowych umiejętności i brać udział w niesamowitych przedsięwzięciach. Nie jest to typowa praca dietetyka w poradni, ale pozwala też spojrzeć na wykonywany przeze mnie zawód w bardzo szeroki sposób – bo będąc dietetykiem można robić naprawdę mnóstwo różnych rzeczy,  nie tylko udzielać typowych porad dietetycznych. Co zatem zrobiłam dzięki pracy w Fundacji po raz pierwszy w życiu?

  • Przeprowadziłam warsztaty dla setek dzieci i młodzieży z warszawskich i podwarszawskich szkół – główna działalność Fundacji to właśnie warsztaty w szkołach, podczas których edukujemy o zasadach zdrowego odżywiania oraz robimy proste i pyszne słodkości bez cukru – słodkie dzięki suszonym owocom albo z wykorzystaniem takich zamienników cukru jak erytrol. Oprócz prowadzenia warsztatów byłam też wielokrotnie odpowiedzialna za organizację tych warsztatów, przygotowanie wszystkich potrzebnych rzeczy i tak dalej, co też było dla mnie nowym wyzwaniem i początkowo myślałam, że nie, ja się do takich rzeczy nie nadaję. Ale sprawdza się zasada, że tyle o sobie wiesz, na ile Cię sprawdzono.
  • Prowadziłam pokaz kulinarny podczas Słodkiego Tygodnia Bez Cukru – na zasadzie komentarza na żywo, opowiadania co się dzieje i rozmów z uczestnikami. Czułam się jak prezenter-wodzirej ?. Totalnie nowa dla mnie rola i totalnie nie w moim stylu! To było całkowicie spontaniczne, nie dało się przygotować i wykuć swojej roli na pamięć (co swoją drogą mogłoby być straszne, bo „drewniane” mówienie z pamięci potrafi wszystko zepsuć…), ale tym samym wyszło naturalnie i swobodnie. Wierzcie mi, Ja-Sprzed-Paru-Lat dałabym wszystko, żeby móc zapaść się pod ziemię zamiast wystąpić w takiej roli. Mnóstwo ludzi, mikrofon, nagłośnienie i jeszcze transmisja na żywo na Facebook’u. O kurcze, ja naprawdę to zrobiłam?! (konkretnie my – dwie Gosie, Gosias Team ?)
  • Wystąpiłam w roli eksperta podczas rozmów na ringu – również w czasie Słodkiego Tygodnia Bez Cukru, a wspomniany ring to prawdziwy historyczny ring bokserski w Hali Gwardii, który pełnił rolę sceny. A na tymże ringu znalazłam się obok Kasi Błażejewskiej-Stuhr. I znowu musiałam mówić do mikrofonu i znowu byłam nagrywana, co było dla mnie sporym wyzwaniem, bo ja tego naprawdę niiieee luuubiiię… Ale znowu się udało, nie zapomniałam jak się mówi, język mi się nie zawiązał w supeł i wszystko wyszło jak należy.

fot. Paweł Wiśniewski

  • Napisałam e-book o odchudzaniu – od czasów pracy magisterskiej (hmm, to brzmi jakby to była prehistoria, a nie niewiele ponad rok temu) jest to najdłuższa rzecz, jaką udało mi się napisać. Ale wiecie co? Strasznie fajnie mi się to pisało. Jak weszłam w temat i złapałam wenę, to poszło sprawnie. Pisanie tego e-booka sprawiło mi też ogromną satysfakcję, bo dało mi poczucie, że tworzę coś wartościowego, coś, w co przelewam dużo swojej wiedzy, praktycznych porad, że jest to naprawdę coś, co może pomóc wielu osobom. E-book aktualnie czeka na oprawę graficzną, dlatego nie jest jeszcze dostępny, ale jak już będzie to na pewno na blogu o tym poinformuję.
  • Prowadziłam wykład na temat zasad zdrowego odżywiania dla koordynatorów ogólnopolskiego programu dla szkół „Trzymaj formę” – było to dla mnie nowe doświadczenie, nowe wyzwanie, któremu udało mi się sprostać. Uczestnicy byli zadowoleni, więc pozwolę sobie mniemać, że był to ciekawy i wartościowy wykład ?.

Moje życie zawodowe siłą rzeczy koncentruje się wokół pracy w Fundacji, więc poza nią niewiele wartych wspomnienia rzeczy przychodzi mi do głowy. Tylko różne szkolenia, w których uczestniczyłam, w tym szkolenie SOIT – School Of Insulinresistance Therapy, na którym zaliczyłam egzamin uzyskując tytuł „Specjalisty przyjaznego insulinoopornym„.

 

Blogowo

W kwestii bloga ten rok był bez wątpienia przełomowy – nawet podwójnie. Na początku roku zmieniłam nazwę i zdecydowałam się na prowadzenie bloga pod własnym imieniem i nazwiskiem, oprócz nazwy zmieniłam też wygląd i domenę – czyli adres www. Ale ciągle było mi mało, ciągnęło mnie do dalszych zmian – zmian w kierunku bardziej profesjonalnego bloga, dlatego bliżej końca roku zrobiłam kolejną rewolucję na blogu – przeniosłam go na inną platformę do blogowania, bardziej skomplikowaną ale i dającą większe możliwości. Z tą zmianą wiązała się kolejna zmiana wyglądu – tym razem postawiłam na kolor pomarańczowy jako dominujący i większe zdjęcia na stronie głównej, bo coraz bardziej jestem zadowolona z efektów mojego amatorskiego fotografowania i chciałam je bardziej wyeksponować ?. Wreszcie wypracowałam też – z pomocą utalentowanej graficzki Anity – nowe logo. Oczywiście w 2017 roku napisałam też sporo nowych postów, wymyśliłam kolejne przepisy, a wiem, że niektóre z nich cieszyły się niemałą popularnością, co mnie ogromnie cieszy ?. Mam nadzieję, że w kwestii bloga obrałam właściwy kierunek, który i Wam odpowiada.

Tak wyglądał blog po zmianach na początku roku.

 

Prywatnie

Hmm, w moim życiu prywatnym nie mam się czym specjalnie pochwalić, nie wydarzyło się nic spektakularnego jak ślub (w domyśle mój oczywiście) czy urodzenie dziecka. Byłam bezdzietnym singlem i pozostałam bezdzietnym singlem. Ale rozmyślając co zrobiłam ciekawego w tym roku, coś po raz pierwszy w życiu, to przyszło mi do głowy wejście na Etnę. Co ciekawe było to dokładnie w pierwszą rocznicę obrony pracy magisterskiej – takie świętowanie na wulkanie ?. No więc udało mi się na własnych nogach, sztuk dwie, wejść na Etnę. Co prawda nie dochodzi się do głównego krateru, tylko do jednego z bocznych kraterów zwanego Kraterem Filozofa, ale wrażenia są niezapomniane.

W moim życiu prywatnym dużą zmianą – która nastąpiła bezpośrednio przed świętami Bożego Narodzenia – była bez wątpienia przeprowadzka do własnego mieszkania. W tym momencie stoję przed decyzją co do wyboru mebli i sposobu urządzenia pokoju, więc jest to naprawdę ekscytujące.  Czuję, że zaczyna się nowy rozdział w moim życiu.

 

W ogóle jak tak myślę o tym roku, to mam wrażenie, że w dużej mierze udało mi się swoje życie uporządkować, dojść do ładu z różnymi sprawami, więc mimo, że trudny, to był to rok naprawdę udany i owocny. Mam nadzieję, że dla Was też. Polecam Wam zastanowić się nad Waszym rokiem 2017: Co udało Wam się zrobić, osiągnąć? Co zmieniło się na lepsze w tym roku? Jakie odnieśliście sukcesy? Co zrobiliście po raz pierwszy w życiu?

 

To jest właśnie bardzo fajne, żeby przypomnieć sobie różne pozytywne rzeczy, które się wydarzyły, możecie je zapisać na kartce – starajcie się, żeby było ich jak najwięcej. A może macie ochotę podzielić się w komentarzach swoimi sukcesami i miłymi chwilami? Piszcie śmiało, bardzo chętnie poczytam! Optymistyczne spojrzenie na mijający rok nastraja pozytywnie do nowego roku!

Przy okazji życzę Wam wspaniałego 2018 roku, pełnego sukcesów, niezapomnianych chwil i będącego dużym krokiem do przodu. Oby udało Wam się zrealizować Wasze plany i zamierzenia, a pod koniec 2018 roku obyście mogli wypisać na kartce jeszcze więcej pozytywnych zdarzeń niż w tym roku. Pozdrawiam Was mocno i trzymam kciuki!

 

Zdjęcie na górze na licencji CC0, pixabay.com

pasztet-z-soczewicy-i-pieczarek-1

Pasztet z soczewicy i pieczarek

Dzisiaj mam dla Was kolejny przepis stworzony z myślą o zbliżających się Świętach. Bo czy święta mogłyby się obejść bez pasztetu? Hmm, czegoś by brakowało… Dlatego proponuję Wam wegański pasztet z soczewicy i pieczarek, który można postawić na stole już w Wigilię. Jego mocno pieczarkowy smak będzie idealnie pasować do okazji ?. Warto jednak po ten przepis sięgnąć nie tylko w święta, bo podpowiem Wam, że ten pasztet wprost wybornie smakuje w wersji obiadowej – na ciepło, delikatnie przyrumieniony na niewielkiej ilości oleju, z kaszą gryczaną i surówką z kiszonej kapusty ?. Mmmm, naprawdę świetne połączenie. I zdrowe oczywiście, a do tego z samych typowo zimowych składników. A zatem, przed Wami przepis na pasztet z soczewicy i pieczarek na święta i nie tylko. Smacznego!

 

 

Składniki:

na 24 plastry

  • 150 g zielonej soczewicy
  • 500 g pieczarek
  • 1 średnia cebula (100 g)
  • 1 łyżeczka oleju rzepakowego (5 g)
  • 1 pęczek natki pietruszki (15 g)
  • 100 g niepalonej kaszy gryczanej
  • 2 łyżki sosu sojowego (20 g)
  • ½ łyżeczki soli
  • 1 łyżeczka nasion kolendry
  • granulowany czosnek
  • mielony imbir
  • mielona gałka muszkatołowa
  • pieprz

 

Wykonanie:

  1. Soczewicę ugotować na miękko (około 30 minut) – ja gotuję ją w takiej ilości wody, żeby całą wchłonęła podczas gotowania; w razie potrzeby odcedzić i wystudzić.
  2. Cebulę obrać i pokroić w kostkę, pieczarki oczyścić i pokroić na kawałki. Cebulę delikatnie przyrumienić na patelni na łyżeczce oleju, dodać pieczarki i dusić przez chwilę pod przykryciem na niewielkim ogniu. Następnie odkryć, zwiększyć płomień i odparować większość wody. Wyłączyć i wystudzić.
  3. Nastawić piekarnik na 200°C.
  4. Kaszę zmielić w młynku na mąkę razem z nasionami kolendry. Pietruszkę umyć i posiekać.
  5. Pieczarki i soczewicę zmiksować najlepiej ręcznym blenderem na niezbyt gładką masę – fajnie jak zostaną kawałki pieczarek i soczewicy. Można też zmielić je w maszynce do mięsa. Jeżeli masa jest bardzo gęsta dolać trochę wody (około 3-5 łyżek). Dodać natkę pietruszki i przyprawy (na razie nie dodawać mąki gryczanej) – masę można spróbować i doprawić według własnego uznania. Na koniec dodać zmieloną grykę i bardzo dokładnie wymieszać.
  6. Przełożyć do keksówki – u mnie silikonowa 11 x 20 cm – metalową wyłożyć wcześniej papierem do pieczenia. Piec 10-15 minut aż wierzch się zetnie, następnie przykryć folią aluminiową i piec jeszcze 30-35 minut. Kroić po całkowitym wystudzeniu.

 

 

1 plaster dostarcza:

lekki-majonez-z-kaszy-jaglanej-1

Lekki majonez z kaszy jaglanej

Okres przedświąteczny to dobry moment na przepis na lżejszą wersję majonezu, który przyda się do tradycyjnej świątecznej sałatki jarzynowej. A z czego zrobić taki majonez? Jak nie wiadomo z czego, to wiadomo, że z… kaszy jaglanej ?. Taki majonez z kaszy jaglanej oprócz tego, że jest lżejszy od tradycyjnego, ma też inne zalety. Próbowaliście kiedyś zrobić własny tradycyjny majonez? Bo ja tak szczerze to nie ?. Jak się kiedyś naczytałam, jak to trzeba go „kręcić” w jedną stronę, a to że składniki muszą mieć taką samą temperaturę i inne cuda bajery i mnóstwo powodów, dla których może nie wyjść – a i bez powodu też może się nie udać – to było to zniechęcające. A ten majonez – no po prostu nie może nie wyjść, bo wystarczy dokładnie zmiksować – czy to ręcznym blenderem czy w kielichowym – ugotowaną kaszę i pozostałe składniki. Taki majonez jest też rozwiązaniem dla osób uczulonych na jajka.

Do tego majonezu polecam dodać odrobinę czarnej soli Kala Namak, która nadaje mu charakterystycznego jajecznego posmaku. Jeżeli nie macie takiej soli, lepiej wypróbujcie ⇒ lekki majonez z fasoli, który bez jej dodatku daje spokojnie radę. W przypadku majonezu z kaszy jaglanej sól Kala Namak bardzo fajnie „podkręca” smak.

 

 

Składniki:

na średni słoik (około 320 g majonezu)

  • 50 g kaszy jaglanej
  • 1 łyżka soku z cytryny (10 g)
  • 1 łyżeczka musztardy (10 g)
  • ¼ łyżeczki soli
  • szczypta soli Kala Namak
  • 2 łyżki oleju rzepakowego (20 g)
  • 50 ml mleka / napoju ryżowego
  • ok. 50 ml wody (ewentualnie więcej jak ktoś chce rzadszy majonez)
  • opcjonalnie: odrobina kurkumy dla koloru

 

Wykonanie:

  1. Kaszę przepłukać na sitku pod bieżącą wodą, następnie dokładnie przelać wrzątkiem i ugotować w ½ szklanki wody na miękko (około 15 minut). Wystudzić.
  2. Kaszę dokładnie zmiksować z pozostałymi składnikami. Wodę dolewać stopniowo do uzyskania pożądanej konsystencji.

 

 

Porównanie wartości odżywczej tradycyjnego majonezu i majonezu z kaszy jaglanej:

Produkt Energia [kcal] Białko [g] Tłuszcze [g] Tłuszcze nasycone [g] Węglowodany [g] Cukry [g] Błonnik [g]
1 łyżka tradycyjnego majonezu (25 g) 179 0,3 19,8 1,4 0,7 0,7 0
1 łyżka majonezu z kaszy jaglanej (25 g) 30 0,6 1,8 0,1 3,2 0,9 0,1