Artykuły

Postanowienia noworoczne – czy mają sens?

Zapytałam Was na Facebooku, czy robicie sobie postanowienia noworoczne. Okazuje się, że 29% robi. Oczywiście to takie tylko mikro-badanie z czystej ciekawości, nie można tych wyników w żaden sposób odnieść do wszystkich Polaków.

Mogłabym zadać jeszcze drugie pytanie – „Czy realizujecie swoje postanowienia noworoczne?”, ale szczerze, to wiemy, że z tym bywa kiepsko. Spotkałam się z różnymi statystykami w tym względzie – a to, że większość z wytrzymuje w swoich postanowieniach noworocznych do końca stycznia, a to, że większość wymięka po Trzech Królach, a niektórzy zapewne przypominają sobie o postanowieniach noworocznych wtedy, gdy przychodzi pora zrobić sobie postanowienia na kolejny rok… Dlaczego tak się dzieje, że te postanowienia pozostają tylko na kartce albo w naszej głowie, a nie przeistaczają się w czyny? I czy w takim razie jest w ogóle sens je sobie robić?

 

To zależy

Jak to często bywa, odpowiedź na pytanie postawione w tytule brzmi „To zależy”. Jeżeli od wielu lat robisz sobie postanowienia noworoczne i udaje Ci się je realizować, to tak trzymać. Wymyślasz wtedy nowe postanowienie mając w głowie, że poprzednio Ci się udało, „postanowienie noworoczne” kojarzy Ci się z jakimś wyzwaniem, z którym udaje Ci się zmierzyć.

Natomiast jeżeli te postanowienia są wymówką „nie zrobię tego teraz, to będzie moje postanowienie na przyszły rok” – to nie ma sensu. Lubimy coś odkładać „od poniedziałku”, „od nowego roku”, „od następnego poniedziałku”, „nie tego, jeszcze następnego…” i tak w koło Macieju. Jeżeli masz coś zrobić, to zacznij od razu, nie odkładaj na jakieś nieokreślone później, które może nigdy nie nadejść.

 

Dlaczego tak rzadko się udaje?

Jeżeli robisz sobie postanowienia noworoczne i nie udaje Ci się ich realizować i tak w kółko od wielu lat, to wymyślając kolejne postanowienie masz w głowie tą świadomość, że tyle razy Ci się nie udało. Postanowienia kojarzą Ci się z porażką, więc tak naprawdę przystępujesz do ich realizacji z przeświadczeniem, że teraz też się nie uda, a takie nastawienie zakopuje szansę na sukces.

Ale największy problem z postanowieniami noworocznymi polega na tym, że stawiamy sobie za wysoko poprzeczkę. Bo skoro to jest postanowienie na CAŁY ROK, to musi to być coś DUŻEGO. No więc puszczamy wodze wyobraźni i wymyślamy czego to my nie zrobimy przez rok. I to co sobie wymyślimy jest tak duże, tak ambitne, że nas zwyczajnie przeraża. A jak nas przeraża, to się za to nie zabieramy. Zostajemy mistrzami wymówek przed sobą samym byle tylko nie zabrać się za to wielkie straszne postanowienie.

 

Źródło: https://demotywatory.pl/4726446/Postanowienia-noworoczne

 

 

Co zrobić?

Co możemy zrobić z tym dużym postanowieniem, żeby nie było takie przerażające? Ano, najprościej podzielić je na mniejsze kawałki – etapy, które będziemy kolejno realizować. I to jak te etapy sobie rozłożymy, zależy od naszych możliwości – a może niech te etapy będą postanowieniami na kolejne lata?

Weźmy sobie za przykład postanowienie „Przebiegnę maraton!”. Załóżmy, że jesteś raczej typem kanapowca, spacerek owszem, ale głównie od drzwi mieszkania do samochodu i z powrotem. No, ale postanowione: maraton – 42 km. Przygotowanie się do maratonu w rok nie jest niemożliwe, ale wymaga dużo samodyscypliny i wytrwałości. Raczej czujesz, że nie jest tak, że założysz odpowiednie ciuchy, wygodne buty i tak sobie ot, po prostu tyle przebiegniesz. Ale właśnie tak niektórzy podchodzą do postanowień.

Jesteś w stanie przygotować się do maratonu w rok robiąc to krok po kroku – zacząć od spacerów najpierw na krótkie dystanse, z czasem coraz dłuższe. Potem może nordic walking, potem przejdziesz do truchtania. Na 5 km, potem 10 km, 15 km i tak stopniowo do 30 km. Podobno jeżeli masz wyćwiczony dystans 30 km, to jesteś w stanie przebiec maraton. I możesz sobie te etapy rozłożyć na cały rok.

A może to rozłożyć na kilka lat? Jeżeli maraton w rok jest dla Ciebie zbyt przerażający, to może cel na 1. rok niech będzie 10 km? Potem 20 km, 30 km w kolejnych latach? Niektórzy stwierdzą, że cel „opanowanie biegania na 10 km po roku” to jakaś kpina, phi, ale dla innych będzie to faktycznie coś. Popatrz też w ten sposób. Możesz sobie postanowić „przebiegnę maraton”, co będzie Cię tak przerażać, że nie zabierzesz się za przygotowania w ogóle. I postanowienie przejdzie na kolejny rok, i kolejny, i kolejny. Po 5 latach będziesz nadal tkwić w tym samym punkcie. A możesz sobie wymyślić „w tym roku będę biegać trasy 10-kilometrowe” i stopniowo się do tego przygotowywać. Po roku będziesz biegać 10 km, po dwóch – 20 km, po trzech latach – 30 km, a w czwartym roku przebiegniesz maraton. I co? I będziesz dalej niż odkładając w nieskończoność postanowienie o maratonie. Nie bój się wyznaczać sobie cele, które mogą się wydawać mało ambitne. Nie przejmuj się opiniami innych, to że dla kogoś dany cel to „nic”, to nie znaczy, że dla Ciebie nie może być „czymś”.

Warto sobie rozkładać zadanie na etapy także dlatego, że zrobienie każdego kolejnego etapu daje Ci satysfakcję. Nie musisz czekać aż wreszcie uda Ci się przebiec ten maraton, żeby poczuć satysfakcję. Możesz ją poczuć przy 5 km, 10 km, 15 km i tak dalej. Sukces, który udaje się osiągnąć jest świetną motywacją!

 

Podsumowując, czy postanowienia noworoczne mają sens? Jeżeli są one pretekstem do odkładania czegoś na później – to stanowczo nie. Nie warto czekać do poniedziałku, do lata, do setnych urodzin babci Gieni czy roku, kiedy w telewizji nie puszczą „Kevina samego w domu” w Święta. Pewnych rzeczy nie warto odkładać, tylko się za nie zabrać. Warto robić takie postanowienia, które faktycznie jest się w stanie zrealizować, rozłożyć je sobie na drobne etapy, podzielić to duże przerażające postanowienie na małe sympatyczne kawałki.

Na koniec – bo być może jesteście ciekawi – czy ja sobie robię postanowienia noworoczne? Nie. Fakt, że kiedyś je robiłam, ale nie udawało mi się ich zrealizować, więc stwierdziłam, że te całe postanowienia to dla mnie tylko źródło frustracji i rozczarowania. Poza tym traktuję jednak czas jako coś ciągłego, nie lubię stawiania sztucznych granic – tu jest rok 2018, a tu 2019 oddzielone od siebie grubaśnym murem. Staram się po prostu stawiać czoła wyzwaniom, które na bieżąco pojawiają się w moim życiu. Bez planowania i wielkich postanowień.

Więc to do Was należy decyzja, czy robić sobie postanowienia noworoczne czy nie. Jeżeli zmiana roku w kalendarzu jest dla Was motywacją do działania, to działajcie. Dużo postanowień noworocznych dotyczy odchudzania, więc w tym roku mam dla Was pomoc w tym temacie – e-book „Mam w planie odchudzanie”.

 

Zdjęcie na początku na licencji CC0, pixabay.com