Kuchnia włoska jest bez wątpienia jedną z najbardziej popularnych, o ile nie najpopularniejszą, zagraniczną kuchnią w Polsce. Osobiście uwielbiam czerpać z niej we własnej kuchni, co pewnie łatwo zauważyć po publikowanych przeze mnie przepisach. Pomidory i zioła pojawiają się w nich bardzo często. Tym razem zaprezentuję Wam kolejny przepis na wege spaghetti á la Bolognese, gdzie w roli mięsa wystąpi… czerwona soczewica. Jak zrobiłam to spaghetti w domu, to rodzice się zajadali, a Tata nie mógł uwierzyć, że nie dałam do niego gotowego sosu w proszku. No, gdzie, JA?? Fixom i innym proszkom mówię stanowcze „nie”, a efekt jest równie pyszny (a jak dla mnie nawet lepszy) i dużo zdrowszy. Zapraszam po przepis na spaghetti z soczewicą!
Składniki:
makaron spaghetti pełnoziarnisty
czerwona soczewica
cebula
papryka
pomidory (w sezonie świeże, po sezonie można użyć tych w puszki)
koncentrat pomidorowy (opcjonalnie; można pominąć, gdy używamy pomidorów z puszki)
sól
pieprz
zioła prowansalskie / bazylia / oregano
olej rzepakowy
do posypania: tarty żółty ser / wegański parmezan / płatki drożdżowe (opcjonalnie)
Wykonanie:
Soczewicę zalać wrzątkiem i zostawić, żeby namokła (wyjątkowo przy tym daniu polecam namoczyć czerwoną soczewicę).
Cebulę obrać i pokroić w kostkę, pomidory sparzyć, obrać i pokroić, paprykę umyć i pokroić w kostkę. Cebulę lekko zeszklić na niewielkiej ilości oleju, dodać pomidory i dusić pod przykryciem około 10 minut aż pomidory będą się rozpadać.
Kawałki pomidorów rozgnieść do konsystencji sosu, dodać paprykę i soczewicę.
Nastawić wodę na makaron i ugotować go w lekko osolonej wodzie w czasie, kiedy w sosie gotuje się soczewica.
Gdy makaron będzie prawie gotowy, doprawić sos odrobiną pieprzu, ziołami i ewentualnie dodać koncentrat pomidorowy. W ten sposób makaron i sos są gotowe w tym samym czasie ?.
Nałożyć na talerze, posypać tartym serem albo płatkami drożdżowymi albo wegańskim parmezanem i suszonymi albo świeżymi ziołami.
Przepisów na burgery na blogu jest już kilka, ale jest to na tyle wdzięczny temat, że można wymyślać różne wariacje – bo mogą to być burgery na bazie kasz albo na bazie strączków (mogą być też mięsne, ale ja mięsa nie jadam, stąd takich brak), można do nich dodać różne warzywa i różne przyprawy tworząc odmienne smakowo kompozycje. Zaletą takich burgerów jest to, że można je zamrozić i posiłkować (i posilać ?) się nimi wtedy, gdy brakuje nam czasu na gotowanie. Można je zjeść z pełnoziarnistą bułką i warzywami albo w towarzystwie kaszy, ryżu czy ziemniaków i gotowanych warzyw albo surówki. W tym przepisie prezentuję burgery z ciecierzycy, które są dobrym źródłem białka. Warto nie miksować masy na gładko, tylko zostawić kawałki ciecierzycy, które potem delikatnie chrupią podczas jedzenia. Mniam! ?
Składniki:
na 12 sztuk
300 g ciecierzycy
2 papryki (500 g)
1 duża cebula (100 g)
2 łyżki oleju rzepakowego (20 g)
1 łyżeczka soli (5 g)
papryka w proszku słodka, ostra i wędzona
5 łyżek mąki owsianej (50 g)
Wykonanie:
Ciecierzycę ugotować, wystudzić i dokładnie odcedzić.
Cebulę obrać, papryki umyć, usunąć gniazda nasienne. Cebulę i papryki pokroić w kostkę, wrzucić na patelnię, dolać trochę wody i dusić pod przykryciem aż zmiękną (około 10 minut), pod koniec zdejmując pokrywkę, żeby odparować nadmiar wody. Wystudzić.
Ciecierzycę zmiksować razem z papryką, cebulą i olejem – nie na gładką masę, lepiej zostawić trochę większych kawałków. Doprawić różnymi rodzajami papryki w proszku i solą. Gdy masa jest doprawiona dodać mąkę i dokładnie wymieszać. Zostawić, żeby masa związała.
W tym czasie nastawić piekarnik na 180°C i wyłożyć blachę papierem do pieczenia. Z masy formować burgery i układać na blasze. Włożyć do rozgrzanego piekarnika i piec około 15-20 minut, następnie obrócić na drugą stronę i piec kolejne 10-15 minut – w sumie około 30 minut.
Żeby się zdrowo odżywiać wcale nie musimy kupować wymyślnych i drogich produktów!
Jesteśmy zewsząd atakowani reklamami wychwalającymi cudowne właściwości i wspaniałe wartości odżywcze różnych importowanych produktów, a tak naprawdę wśród świetnie nam znanych, prostych, wręcz zwyczajnych produktów znajdziemy takie, które mają wcale nie gorsze wartości odżywcze, a są dużo tańsze i dużo łatwiej dostępne.
„Cudze chwalicie swego nie znacie, sami nie wiecie, co posiadacie.”
Czas to zmienić!
Przygotowałam dla Was listę 12 produktów, które na pewno świetnie znacie, ale możecie nie zdawać sobie sprawy, że mają wysoką wartość odżywczą, bo są tak zwyczajne, że nie poświęcamy im większej uwagi.
Próbowaliście kiedyś połączenia smaku kawy z granatem? Jest wystrzałowe! Ja się zakochałam od pierwszego spróbowania. Było to w sumie nie tak dawno temu, zrobiłam wtedy domowy jogurt kawowy z pestkami granatu. No, bomba! Zrobiłam też ciasto z kawowym kremem i granatem. Ale w tym przepisie mam dla Was kawowy mus z kaszy jaglanej. Kaszę trzeba ugotować na miękko, wręcz rozgotować, żeby dało się ją zmiksować na gładką masę. A do tego z kolei potrzebny jest blender z ostrymi ostrzami, a mój już swoje przeszedł i nie chce miksować na gładko, co widać na zdjęciach. Wiadomo, im gładsza konsystencja tym lepiej, ale taki mus też jest przepyszny. Koniecznie spróbujcie!
Lubicie gołąbki? Mam nadzieję, że przypadnie Wam do gustu ten przepis na pieczone gołąbki bez zawijania, z zastosowaniem delikatniejszej w smaku kapusty pekińskiej, z ryżem brązowym oraz czerwoną soczewicą. Do takich gołąbków koniecznie mocno pomidorowy sos. Pyszne danie, z łatwo dostępnych zimą składników, lekkie ale sycące i bogate w wartości odżywcze. Można część zamrozić. Polecam odgrzewać te gołąbki w rondlu albo na patelni zalane sosem pomidorowym ?.
Składniki:
na około 15 sztuk
200 g brązowego ryżu
150 g czerwonej soczewicy
1 średnia cebula (100 g)
4-6 liści kapusty pekińskiej (zależnie od wielkości) – 200 g
1 łyżeczka soli
granulowany czosnek
pieprz
majeranek
kmin rzymski (opcjonalnie)
5 łyżek mąki owsianej (50 g)
3 łyżki oleju rzepakowego (30 g)
Wykonanie:
Ryż (luzem) wrzucić do garnka, wlać około 1⅔ szklanki wody, zagotować i gotować pod przykryciem 20 minut. Dorzucić soczewicę, wymieszać i gotować jeszcze 10-15 minut aż składniki będą miękkie. W razie potrzeby dolać wody – powinno być jej tyle, żeby ryż i soczewica wchłonęły ją w całości. Można ugotować ryż i soczewicę oddzielnie, tylko po co brudzić tyle naczyń ?.
W międzyczasie cebulę obrać i pokroić w kostkę. Liście kapusty pekińskiej umyć i pokroić w cienkie paseczki. Na patelnię wrzucić cebulę, wlać trochę wody i dusić pod przykryciem około 5 minut, dorzucić kapustę, wymieszać i dalej dusić aż cebula i kapusta będą miękkie. Odparować nadmiar wody.
Wymieszać ryż i soczewicę razem z cebulą i kapustą. Zostawić do przestygnięcia. Dodać olej, sól i pozostałe przyprawy (masę można próbować, żeby ją doprawić), na końcu dodać mąkę i bardzo dokładnie wymieszać. Zostawić aż masa zwiąże.
Nastawić piekarnik na 200°C. Blachę wyłożyć papierem do pieczenia. Z masy formować niewielkie kotleciki (masa nie powinna kleić się do rąk; jeżeli tak się dzieje, to trzeba dosypać więcej mąki) i układać na papierze. Włożyć do rozgrzanego piekarnika i piec około 15 minut. Po tym czasie obrócić na drugą stronę (jeżeli się nie da podpiec dłużej; można pominąć obracanie) i piec jeszcze około 10 minut.
Podawać z sosem pomidorowym (u mnie: 1 puszka pomidorów + 1 łyżka koncentratu pomidorowego + 1 płaska łyżka mąki ziemniaczanej + woda do rozcieńczenia). Smacznego!
Pachnące, chrupiące, świeżutkie i prosto z pieca – teraz takie pieczywo można kupić nie tylko w piekarni, ale praktycznie w każdym sklepie – niewielkim sklepiku, dyskoncie, super- i hipermarkecie. Jak to możliwe? Co to za pieczywo? Co w nim siedzi? Czy warto je kupować czy lepiej nie? Odpowiedzi na wszystkie te pytania znajdziecie w tym artykule.
Czy na pewno „świeże”?
Zacznijmy od tego, skąd takie pieczywo bierze się w sklepach, bo przecież nie jest robione na miejscu. Bo niby gdzie? Jest to pieczywo przygotowywane technologią tzw. odroczonego wypieku. Przywożone jest do sklepów zamrożone, a na miejscu wystarczy włożyć je do pieca i upiec. A właściwie „odpiec”, bo takie pieczenie wcześniej przygotowanego i zamrożonego pieczywa nazywa się „odpiekaniem”. Ale przyznacie, że dużo lepiej (i apetyczniej) brzmi „Pieczone na miejscu” niż „Odpiekane na miejscu” ?. Takie pieczywo można przygotować na dwa sposoby – zamrozić niewyrośnięte i jeszcze surowe ciasto albo lekko podpiec wyrośnięte ciasto i dopiero je zamrozić. Metodę odroczonego wypieku można stosować nie tylko w sklepach, ale i w samych piekarniach czy różnych lokalach gastronomicznych. Ma swoje wady i zalety. Jest wygodna, bo można przygotować pieczywo na zapas i gdy przychodzi moment, kiedy jest bardzo duże zapotrzebowanie (np. po paru dniach wolnych od pracy), takie zamrożone pieczywo jest „jak znalazł”. Ta technologia jest też udogodnieniem dla piekarzy, którzy nie muszą pracować w nocy, by na rano było gotowe świeże pieczywo. Z drugiej strony taki sposób produkcji pieczywa to dodatkowe koszty, bo potrzebne są specjalne urządzenia do bardzo szybkiego schładzania przygotowanego ciasta, a następnie do jego przechowywania i rozwożenia np. po sklepach w stanie zamrożonym [1].
Skład pieczywa z odroczonego wypieku
To by było na tyle jeżeli chodzi o pieczywo z odroczonego wypieku okiem technologa żywności, a teraz spójrzmy na to zagadnienie z perspektywy dietetyka. Na szczęście jest parę badań naukowych na ten temat, które dostarczają ciekawych, i nieraz zaskakujących, wniosków.
W badaniu z końca 2016 roku polscy naukowcy przeanalizowali składy pieczywa przygotowywanego z wykorzystaniem technologii odroczonego wypieku dostępnego w znanych sieciach hipermarketów i dyskontów w Warszawie i Nowym Dworze Mazowieckim. W sumie ocenili oni aż 277 wyrobów piekarskich. To, co budzi największe zastrzeżenia i obawy konsumentów odnośnie takiego pieczywa to dodatek różnych substancji dodatkowych. Jak pokazuje to badanie nie bez powodu, bo zaledwie 15,2% spośród badanych chlebów i bułek nie zawierało żadnych substancji dodatkowych. Co więcej tylko 8,7% wyrobów zawierało w składzie wyłącznie podstawowe składniki – czyli mąkę, wodę, sól, drożdże oraz ewentualnie dodatek ziaren i nasion. Jako „ściągawkę”, która może Wam się przydać podczas robienia zakupów zamieszczam tabelę, w której możecie sprawdzić, jakie pieczywo i w jakim sklepie nie zawierało składników dodatkowych:
Źródło: Rudnicka i wsp., 2016
Pamiętajcie, że to nie oznacza, że to konkretne pieczywo „już zawsze” nie będzie zawierało substancji dodatkowych, bo producent może zmienić skład w każdym momencie. Miejmy nadzieję, że nie i że więcej producentów będzie eliminować niepotrzebne dodatki ze swoich produktów.
A dodatków tych było całkiem sporo, bo w sumie aż 29 różnych substancji, najczęściej były to regulatory kwasowości (60% badanego pieczywa) i emulgatory (ok. 20%). Dosyć często stosowano też cukier i jego pochodne jak glukoza czy słód jęczmienny. Zamrażanie wpływa na strukturę ciasta, a substancje dodatkowe pozwalają uzyskać pieczywo jak najbardziej zbliżone do takiego wypiekanego tradycyjnie, stąd tak powszechne jest używanie substancji dodatkowych. Na szczęście większość tych substancji nie jest szkodliwych, najczęściej stosowanym dodatkiem był kwas askorbinowy (E 300) czyli witamina C. Jednak niektóre dodatki, szczególnie konserwanty, mogą wywoływać reakcje u osób nadwrażliwych np. pokrzywkę, atopowe zapalenie skóry, objawy astmy, alergiczny nieżyt nosa, bóle głowy czy brzucha. Warto też uważać na, należące do emulgatorów, karboksymetylocelulozę i polisorbat 80, bo, jak podają autorzy tej publikacji według badania z początku 2016 roku na zwierzętach mogą one „przyczyniać się do rozwoju cukrzycy typu 2 i otyłości, chorób autoimmunologicznych czy nieswoistych zapaleń jelit” [2]. Warto zatem dmuchać na zimne i ich nie spożywać, i czekać na dalsze wyniki badań.
Znajdą się jakieś zalety?
Wspomniałam wcześniej, że niektóre doniesienia naukowe są zaskakujące. Myślę, że tak właśnie jest w przypadku badania polskich naukowców z 2014 roku, którzy wykazali, że bułki pszenne z odroczonego wypieku mają wyższą zawartość polifenoli (związków o działaniu przeciwutleniającym, a tym samym zapobiegającym wielu chorobom, takim jak nowotwory czy choroby układu krążenia) oraz niższy indeks glikemiczny niż bułki wypiekane tradycyjnie.
Niższy indeks glikemiczny takich bułek dosyć łatwo wytłumaczyć mając pewną wiedzę z zakresu technologii żywności. Mianowicie podczas zamrażania zwiększa się zawartość takiego rodzaju skrobi, która nie jest trawiona – tzw. skrobi opornej. Bo żeby skrobia mogła być strawiona musi ulec tzw. skleikowaniu – czyli musi wchłonąć odpowiednią ilość wody i musi zostać podgrzana (dlatego nie jada się mąki na surowo, a wszystkie kasze, makarony itd. gotuje się w wodzie). Ale ten proces zachodzi też w drugą stronę, czyli skleikowana skrobia traci wodę – jest to tzw. proces retrogradacji, który prowadzi do czerstwienia pieczywa i który bardzo intensywnie zachodzi podczas chłodzenia produktów skrobiowych. Potwierdzają to też wyniki tego badania, bo w bułkach wypiekanych tradycyjnie wolno trawionej skrobi było ok. 7,5% suchej masy (suchej masy – czyli po odjęciu wody), a bułkach z odroczonego wypieku już ok. 12,5% suchej masy. To z kolei znalazło przełożenie na wartość indeksu glikemicznego (IG). Bułki wypiekane w sposób tradycyjny miały wartość indeksu glikemicznego ok. 76 (czyli wysoki IG), a te z odroczonego wypieku ok. 56 (czyli średni, prawie niski IG).
Tak jak wspomniałam, w tym badaniu obserwowano też zwiększenie ilości polifenoli w bułkach z odroczonego wypieku (ok. 105 mg na 100 g suchej masy, podczas gdy w bułkach wypiekanych tradycyjnie było to prawie 2 razy mniej – ok. 60 mg/100 g suchej masy). Wynika to z tego, że w pszenicy ponad ¾ polifenoli występuje w formie związanej, a podczas mrożenia następuje niszczenie struktury produktu i uwolnienie polifenoli.
W tym badaniu naukowcy stwierdzili także, że bułki pszenne z dodatkiem zakwasu miały niższy indeks glikemiczny i większą zawartość polifenoli niż bułki bez dodatku zakwasu [3]. W odniesieniu do bułek pszennych jest to mało praktyczna informacja, bo bułek pszennych na zakwasie się nie robi (a ja się przynajmniej z takimi nie spotkałam), ale to też pokazuje, że pieczywo na zakwasie ma przewagę nad tym na drożdżach. Gwoli ścisłości, przedstawiam to badanie, żeby pokazać, jak mrożenie wpływa na indeks glikemiczny produktów i zawartość w nich polifenoli, natomiast nie zachęcam do jedzenia białych pszennych bułek. Są one pozbawione większości wartości odżywczych, dlatego lepiej wybierać pieczywo z mąki razowej.
Pewnie nieraz zauważyliście, że koło regałów z pieczywem z odroczonego wypieku znajduje się tabliczka „z ciasta głęboko mrożonego”. Nie bez powodu, nie jest to dobra wola czy widzimisie właścicieli sklepów, tylko obowiązek wynikający z przepisów prawnych. Reguluje to rozporządzenie Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi z dnia 23 grudnia 2014 r. w sprawie znakowania poszczególnych rodzajów środków spożywczych. Pieczywo z odroczonego wypieku musi zostać oznaczone jako „pieczywo produkowane z ciasta mrożonego” albo „pieczywo produkowane z ciasta głęboko mrożonego”.
Podsumowanie i wnioski
Pieczywo z ciasta głęboko mrożonego nie musi oznaczać pieczywa „gorszego sortu”*. Można kupić pieczywo z odroczonego wypieku, które będzie miało dobry skład, będzie składało się tylko z niezbędnych składników tj. mąki, wody, soli, ewentualnie zakwasu czy dodatku nasion, ziaren. Niestety jest to trudne, ponieważ wśród bardzo szerokiego asortymentu tego typu pieczywa na rynku, niewiele jest wyrobów niezawierających składników dodatkowych. Utrudnieniem jest też bardzo częsty brak składów w pobliżu półek z pieczywem. Pamiętajcie, że jako konsumenci mamy prawo domagać się podania składu produktów, a sklepy mają prawny obowiązek nam takie informacje udostępnić.
Substancje dodatkowe, które często znajdują się w takim pieczywie, mogą powodować niepożądane reakcje u osób nadwrażliwych i uczulonych, szczególnie substancje konserwujące takie jak benzoesan sodu i sorbinian potasu. Wśród substancji dodatkowych są także całkowicie bezpieczne jak kwas askorbinowy (aczkolwiek pieczywo naprawdę może się bez niego obyć).
Pieczywo z ciasta głęboko mrożonego ma niższy indeks glikemiczny i większą zawartość polifenoli niż wypiekane tradycyjnie, co jest korzystne z żywieniowego punktu widzenia. Co nie zmienia faktu, że dużo lepiej wybierać pieczywo razowe, które ma niższy indeks glikemiczny i więcej polifenoli niż pieczywo pszenne – wypiekane tradycyjnie pieczywo razowe na zakwasie ma taki sam indeks glikemiczny (ok. 55), jak pieczywo pszenne z odroczonego wypieku, a jednocześnie dostarcza dużo więcej składników odżywczych.
Pieczywo otrzymywane z zastosowaniem technologii odroczonego wypieku, zgodnie z wymogami prawnymi, musi zostać odpowiednio oznakowane.
Z własnego doświadczenia można stwierdzić, że pieczywo z ciasta głęboko mrożonego jest „świeże” przez bardzo krótki okres czasu, szybko czerstwieje i staje się niesmaczne – pieczywo wypiekane tradycyjnie, szczególnie pieczywo na zakwasie, zachowuje świeżość i jest smaczne znacznie dłużej.
* P.S. Bez żadnych podtekstów politycznych. Tak ot mi pasowało to określenie ?.
Źródła:
[1] red. Świderski F. i Waszkiewicz-Robak B.: Towaroznawstwo żywności przetworzonej z elementami technologii. Wydawnictwo SGGW, Warszawa 2010.
[2] Rudnicka A., Słowik M., Hozyasz K.K.: Pieczywo z odroczonego wypieku. Badanie dostępności i składu. Pediatria Polska (2016), http://dx.doi.org/10.1016/j.pepo.2016.12.008.
[3] Borczak B., Sikora E., Sikora M., Kapusta-Duch J., Hrusavov D.: Wpływ odroczonego wypieku i dodatku zakwasu na indeks glikemiczny in vitro oraz zawartość skrobi i polifenoli ogółem w bułkach pszennych. Żywność. Nauka. Technologia. Jakość, 2014, 5 (96), s. 155-167.
Choroby nowotworowe stają się istną plagą XXI wieku. Częstość zachorowań na nie ciągle rośnie i prognozuje się nawet, że wkrótce to one będą najczęstszą przyczyną zgonów – aktualnie są na drugim miejscu, po chorobach układu krążenia.
Jednym z elementów diety mających wpływ na rozwój nowotworów jest cukier – tak wszechobecny, że wiele osób nie zdaje sobie sprawy z tego, ile go spożywa. W internecie można znaleźć sprzeczne informacje, że cukier karmi nowotwory albo że wcale nie wpływa na rozwój choroby. Jaka jest prawda? Zapraszam Was do przeczytania mojego artykułu na ten temat. Oczywiście opartego na dowodach naukowych!
Guacamole to meksykańska pasta na bazie awokado. Ja ją przygotowuję w trochę „spolszczonej” wersji – z sokiem z cytryny zamiast z limonki, a natkę kolendry zamieniam na natkę pietruszki. Myślę, że mimo takich zmian nie traci na swojej pyszności ?.
W guacamole bez wątpienia najważniejsze jest awokado. Musi być na tyle miękkie, żeby bez problemu dało się miąższ oddzielić od skórki przy pomocy łyżeczki, a następnie rozgnieść widelcem na dosyć gładką pastę. Dojrzałe awokado przy naciśnięciu palcem nie wraca do poprzedniego kształtu, ale też nie jest zbyt miękkie, nie rozciapuje się. Nie może być przejrzałe – bez plam i przebarwień na skórce (i tym samym wewnątrz miąższu).
Awokado szybko ciemnieje, więc najlepiej zjeść od razu całe przygotowane guacamole. Można zrobić je z połowy awokado – zostawić połówkę z pestką, a miąższ skropić sokiem z cytryny.
Składniki:
na ok. 8 porcji (tj. 8 kanapek)
1 dojrzałe awokado (140 g)
1 łyżka soku z cytryny (10 g)
1 łyżka posiekanej natki pietruszki (10 g)
½ małej cebuli (25 g)
⅓ łyżeczki soli (2 g)
Wykonanie:
Awokado przekroić na pół, wyjąć pestkę, miąższ wyjąć łyżeczką i rozgnieść widelcem.
Cebulę pokroić w drobną kosteczkę.
Wymieszać z pozostałymi składnikami.
Jeść bezpośrednio po przyrządzeniu np. z razowym chlebem i pomidorem. Pycha!
Przedstawiam Wam pomysł na bardzo prostą i szybką sałatkę (a właściwie surówkę, ale jakoś mi ta nazwa „nie gra”), w której łączą się i mieszają ze sobą różne smaki. Efekt końcowy jest przepyszny, wierzcie mi! Albo może nie wierzcie, lepiej spróbujcie sami ?. Mamy tu delikatny szpinak, którego smak właściwie ginie w towarzystwie słodkiej gruszki i kwaskowatej żurawiny. Świeża żurawina świetnie przełamuje słodycz gruszki, a jednocześnie dzięki takiemu połączeniu da się ją zjeść i nie wykrzywia gęby ?. Nie wyobrażam sobie tej sałatki bez chrupiących orzechów włoskich, przydaje się też odpowiedni dressing. Naprawdę polecam, nie bójcie się nowych połączeń smakowych, mogą okazać się przepyszne! Yummy!
Składniki:
świeży szpinak „baby”
dojrzała gruszka
świeża żurawina
orzechy włoskie
olej rzepakowy
melasa trzcinowa (opcjonalnie)
ocet balsamiczny (opcjonalnie)
Wykonanie:
Szpinak umyć, delikatnie osuszyć, gruszkę umyć i pokroić na kawałki, żurawinę opłukać, orzechy pokroić na kawałki
Ułożyć na talerzu albo w salaterce. Przygotować dressing z oleju, wody oraz odrobiny melasy i octu balsamicznego i polać sałatkę. Można ją tylko delikatnie skropić nierafinowanym olejem.