Inne

Podsumowanie roku 2020

Ehkem… Jak tu zacząć? Bo jaki był ten rok, to wszyscy wiecie i najchętniej spuściłoby się na niego zasłonę milczenia. Było kiepsko, było ciężko, jednak wcale nie chciałabym wymazać tego roku ze swojego życiorysu.

 

Pandemia

W tym roku karty rozdawał koronawirus. Pokrzyżował mi wiele planów. Ale całkiem szczerze, to moja sytuacja nie była wcale zła. Fakt, że na początku epidemii, w marcu-kwietniu, czułam się totalnie odrealniona, jakbym wbrew własnej woli trafiła do filmu katastroficznego jako statysta. Ogólna panika, puste półki w sklepie, które ukazały się moim oczom po 40-minutowym oczekiwaniu, żeby w ogóle wejść do osiedlowego L. Apteka obklejona folią odgradzającą klientów od personelu, wszędzie ostrzeżenia. Prawie wszystko pozamykane, puste ulice. Ja też musiałam z dnia na dzień odwołać wszystkie konsultacje stacjonarne i przenieść je online. Na szczęście prowadziłam już wcześniej konsultacje przez internet. Na szczęście w moim zawodzie da się pracować zdalnie. Na szczęście pracuję w bardzo elastyczny sposób (np. wynajmuję gabinety na godziny), więc nie było to dla mnie problemem. Jedyny szkopuł w tym, że wtedy wszyscy zrezygnowali z konsultacji…

Siedzenie w domu dla mnie jako singla-introwertyka też nie było takie straszne. Z braku laku na początku pandemii nadrabiałam serialowe zaległości. W niepoddaniu się złemu nastrojowi pomagały mi memy z papierem toaletowym i makaronem. I słynny kij do stukania w parapet, żeby dostać skierowanie 🤪. Starałam się dostosować do sytuacji zamiast tracić energię na zamartwianie się. Wiosenny lockdown zniosłam naprawdę dobrze, najbardziej cierpiałam, kiedy zamknięto lasy i nie mogłam wyjść na nordic walking. Jak miałam już przesyt seriali, to zabrałam się za zaczęty dawno temu projekt, który ogólnie udało mi się w tym roku moooocno pchnąć do przodu, co uważam za największy sukces w 2020. Co prawda miałam nadzieję, że go skończę do końca grudnia, ale w międzyczasie rozrósł się stanowczo przerastając moje oczekiwania i możliwości. Więcej na razie nie zdradzę 🤫.

 

Plany pokrzyżowane przez pandemię

Wielu rzeczy z powodu COVIDu nie udało mi się zrobić. I tego mi bardzo, bardzo w tym roku brakuje:

  1. WARSZTATY. Miałyśmy z Asią bardzo fajne plany na warsztaty stacjonarne robione z ramienia Fundacji Insulinooporność – zdrowa dieta i zdrowe życie. Udało się zrobić tylko jedne, na przełomie stycznia i lutego. Miałyśmy już dopięte na ostatni guzik drugie warsztaty – w marcu. Miały się odbyć w sobotę w tym tygodniu, kiedy zamknięto szkoły. Pamiętacie ten moment? To zamknięcie szkół było jak przewrócenie pierwszej kostki domina, potem w okamgnieniu posypało się zamykanie innych miejsc, obostrzenia, lockdown itd. I te warsztaty trzeba było odwołać. Tak samo jak zaplanowane na dalsze miesiące. Prowadzenie warsztatów dla pacjentów jest mega wyczerpujące i stresujące, ale daje ogromną satysfakcję. Jest też świetnym urozmaiceniem mojej pracy i strasznie mi ich brakuje. Podobnie jak konferencji organizowanej przez Fundację, na której można było spotkać się z resztą ekipy. Czy stacjonarnych szkoleń i konferencji dla specjalistów, podczas których można było wymienić się doświadczeniami z innymi dietetykami i nawiązać ciekawe nowe znajomości. Oj tak, tęsknię za tym…
  2. WYJAZDY. Mieliśmy w planie rodzinny wyjazd (ten pomysł kiełkował zresztą od kilku lat) na tydzień do Rzymu na początku kwietnia. Co za chichot losu – Rzym w kwietniu 2020! „Lepszym” pomysłem byłoby tylko Wuhan w tym czasie… 🤦 Zamiast tego w kwietniu było jedzenie rodzinnego śniadania wielkanocnego za pośrednictwem Skype’a. Poza tym miałam ogromną nadzieję na jakiś letni wyjazd za granicę (ostatnio byłam w 2017 roku) i ładowanie baterii słonecznych. Tak bardzo tego potrzebowałam! Udał się tylko tygodniowy wypad w Bieszczady, po którym moje baterie słoneczne (serio, ja mam wrażenie, że działam na baterie słoneczne i pogoda bardzo mocno wpływa na mój nastrój i chęć działania) wyczerpały się już w październiku.
  3. KONCERTY. Jakie miały być genialne koncerty w tym roku! Jak ja się na nie cieszyłam! Jak ja na nie czekałam! Oczywiście wszystkie przełożone, z czego jeden na 2022! 😭😭😭 I tak kończę ten rok z kupionymi 3 biletami, które czekają aż pandemia się skończy.

 

Druga fala i Strajk Kobiet

Ostatnie miesiące tego roku wykończyły mnie psychicznie. Druga fala pandemii, kryzys w ochronie zdrowia i zalew negatywnych wiadomości. A potem wyrok Trybunału Konstytucyjnego, Strajk Kobiet i wylanie się narodowej frustracji, którą ja też czułam (i czuję). Bardzo mocno przeżywałam te wydarzenia i całą tę sytuację w kraju.

 

W efekcie właściwie od połowy października czułam się jak przeżuta i wypluta przez życie, rozpłaszczona przez emocjonalny walec, z twórczą pustką w środku i głową, która nie kontaktuje z resztą ciała. Stąd moja bardzo mała aktywność na blogu i w mediach społecznościowych. Na szczęście w okresie świątecznym zafundowałam sobie sporo wolnego, bez gapienia się w laptop czy telefon, co mi pomogło poczuć się lepiej.

 

Wyzwania

Ciężko mówić o jakichś specjalnych sukcesach w tym roku. Było natomiast sporo wyzwań, którym udało mi się sprostać. Poprowadziłam kilka transmisji live na Facebooku, a także 2 webinary, nabierając tym samym wprawy w mówieniu do telefonu czy komputera. Początkowo było to dziwne, bo byłam przyzwyczajona do mówienia do ludzi, których fizycznie mam przed sobą. Trafiło mi się kolejne wystąpienie w radiu (znowu gadanie!), a także przeprowadziłam wykład o zamiennikach cukru na zaproszenie Muzeum Farmacji w Warszawie. Sporo czasu w tym roku poświęciłam na dokształcanie się, wzięłam udział w szkoleniach i konferencjach, w których „normalnie” nie uczestniczyłabym, ponieważ odbywałyby się w innym mieście. A tak wszystko było online, aż w którymś momencie czułam totalny przesyt.

 

 

Ale chyba największym wyzwaniem były konsultacje psychodietetyczne z moimi podopiecznymi, którzy w związku z pandemią mieli problemy z nadmiernym jedzeniem. Wydaje mi się, że wręcz większość konsultacji było pod kątem psychologicznym niż stricte dietetycznym.

 

Do przełomu lat podchodzę bardzo racjonalnie i wiem, że 31 grudnia nie różni się diametralnie od 1 stycznia. Ale jednak 2020 mam dość. Idź sobie! W tym roku wyjątkowo chcę wierzyć, że nastąpi jakiś cud i obudzę się jutro w 2021 roku w nowej rzeczywistości.

 

Na koniec chciałabym Wam złożyć noworoczne życzenia. Oby w 2021 roku nastała normalność. Czy to będzie stara normalność czy nowa normalność – nieważne, oby po prostu ta pandemia wreszcie się skończyła, żeby można było swobodnie wychodzić, podróżować, spotykać się. Normalnie żyć i normalnie pracować. Więcej być offline. Życzę Wam zdrowia – i tego fizycznego i psychicznego, żebyście w szalonej codzienności znajdowali czas dla siebie i umieli się sobą zaopiekować, bo to jest coś, czego nam wszystkim bardzo brakuje.

Powodzenia i sukcesów w nowym 2021 roku!

 

Zdjęcia na licencji CC0, pixabay.com