Inne

Podatek cukrowy – moje zdanie

W zeszłym tygodniu na swoim fanpage’u zachęcałam Was do posłuchania audycji na temat podatku cukrowego z moim udziałem. Los jednak w międzyczasie coś namieszał… 🙈 Byłam umówiona na taki temat rozmowy, ale okazało się, że dyskusja dotyczyła po prostu cukru, a o podatku nie padło ani słowo. Dla mnie w sumie wszystko jedno, o czym mówić, ale kto spodziewał się posłuchać o nadchodzącym kolejnym podatku, ten się niestety zawiódł.

Dlatego postanowiłam, że napiszę tutaj to, co miałam nadzieję powiedzieć na antenie 😉.

Oczywiście tak czy siak zapraszam Was do posłuchania audycji w Radio Dla Ciebie z moim gościnnym udziałem:

Posłuchaj audycji
 

 

Podatek cukrowy – tak czy nie?

Tak jak mamy gorzki podatek i słodki cukier, tak samo moje odczucia względem tego tematu są mocno mieszane. I to bardziej w stronę na „nie”. Mam wrażenie, że ten podatek bardziej ma na celu łatać dziurę budżetową niż poprawić stan zdrowia Polaków.

Tak naprawdę jedyny argument „za”, jaki widzę, to przypadki innych krajów, w których taki podatek wprowadzono. Okej, to DUŻY argument, jednak ja nadal mam swoje „ale”. Bo jednak – wybaczcie – ale Polacy to Polacy. Dusza kombinatora, lubią prawo obchodzić, choćby było z tym więcej zachodu niż z trzymaniem się go. Jak na drodze jest ograniczenie do 50-tki, to jazda wolniej niż 60 na godzinę, to obraza polskości. I tak dalej. Zresztą, co ja Wam będę tłumaczyć… 😝

Insza inszość, że nie wiem, jak to wygląda w tych innych krajach z edukacją żywieniową. Czy wprowadzenie podatku cukrowego to naprawdę jedyna przyczyna mniejszego spożycia cukru? To pytanie i tak pozostanie bez odpowiedzi, bo bardzo ciężko to zbadać.

 

Podatek cukrowy przez pryzmat psychologii

Zastanawiając się nad tym tematem szybko weszłam w „tryb psychodietetyka”. Z psychologicznego punktu widzenia zmuszanie, narzucanie komuś czegoś rodzi bunt. Podatek cukrowy to taki sygnał na zasadzie: „Zmusimy cię do jedzenia mniejszej ilości cukru, podnosząc ci cenę”. No, aż samo się prosi, żeby pokazać rządzącym środkowy palec i krzyknąć „Ja wam jeszcze pokażę!”. To tak jak słynne „na złość mamie odmroził sobie uszy”. Mechanizm świetnie znany psychologii jako zjawisko reaktancji, uznawany wręcz za oczywistą oczywistość. Nasz umysł tak reaguje.

Oczywiście da się kogoś w końcu do czegoś zmusić, można narzucić swoją wolę w różny sposób. Ale to działa, póki się kogoś pilnuje. Mówiąc bardziej fachowym językiem, jest to motywacja zewnętrzna. Robię coś, bo muszę. Ale jak tylko „motywator zewnętrzny” zniknie, to już tego robić nie będę. Dużo bardziej skuteczna jest motywacja wewnętrzna. Na zasadzie: robię, bo chcę. Robię to, bo wynika to ze mnie, z moich przekonań, wartości itp. To moja decyzja, że to robię. Zapewne „czujecie”, że taka motywacja wewnętrzna jest dużo bardziej skuteczna.

Jednym z czynników, które pozwalają kształtować motywację wewnętrzną, jest edukacja. Wiedza na temat tego, dlaczego np. warto zrezygnować z jedzenia niezdrowych produktów oraz na co je zamienić. Brzmi banalnie, ale badania i statystyki są zgodne, że edukacja na temat prawidłowego odżywiania poprawia nawyki żywieniowe. A raczej powinnam napisać, że „ludzie zmieniają swoje nawyki żywieniowe (przez nikogo nie zmuszani)”.

Sytuacją, kiedy ewidentnie edukacji zabrakło i w efekcie nic z tego nie wyszło, była tzw. ustawa sklepikowa. Zamysł jak najbardziej dobry, ale sposób, w jaki wprowadzono go w życie pogrzebał słuszną ideę. Za szybko, zbyt gwałtownie, bez przygotowania i bez wcześniejszych programów edukacyjnych, zarówno dla uczniów, jak i pracowników sklepików. Chyba najbardziej wymownym sygnałem, że coś z tą ustawą poszło nie tak, był ogromny sprzeciw rodziców. Czyżby rodzicom nie zależało, żeby ich dzieci odżywiały się zdrowo? Ba, pewnie każdy spytany rodzic deklarowałby, że to dla niego ważne. A jednak „wojna o drożdżówkę” była. Przy okazji wraca nam temat reaktancji.

 

Pieniądze to nie wszystko…

Pomysł z podatkiem cukrowym zakłada, że skoro słodzone napoje będą droższe, to ludzie będą kupować ich mniej. Myśląc o tym przyszła mi do głowy dosyć w sumie podobna sytuacja z papierosami. Na pewno widzicie w ostatnich latach znaczy spadek ilości osób palących. Szukałam w związku z tym badań mówiących o powodach, dla których ludzie rezygnują z palenia. Niestety stricte czegoś takiego nie znalazłam, ale trafiłam na „Raport z ogólnopolskiego badania ankietowego na temat postaw wobec palenia tytoniu” zrealizowanych dla GISu.

Zakładając, że wysoka cena zniechęca do zakupu, logicznym wydawałoby się, że osoby w gorszej sytuacji materialnej będą palić rzadziej. Tymczasem jest… dokładnie na odwrót.

Tak wyglądały odsetki palących w zależności od sytuacji materialnej w 2019 roku:

źródło: Raport z ogólnopolskiego badania ankietowego na temat postaw wobec palenia tytoniu. Kantar dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Październik 2019.

 

A tak w badaniach z 2015 roku (jeszcze „lepiej”):

źródło: Raport z ogólnopolskiego badania ankietowego na temat postaw wobec palenia tytoniu. TNS Polska dla Głównego Inspektoratu Sanitarnego. Warszawa 2015.

 

Stąd tym bardziej moja wątpliwość, czy podatek cukrowy to dobra droga do celu?

Poza tym zakładam (a może niesłusznie?), że ten podatek będzie skutkował po prostu wzrostem cen zamiast obniżeniem zawartości cukru w produktach. Konsumenci są przyzwyczajeni do konkretnego smaku, więc zmniejszenie ilości cukru w produkcie z perspektywy producenta może być bardzo ryzykownym posunięciem.  Producenci mogą stracić dużo więcej, gdy konsumenci przestaną kupować produkt, bo nie będzie im już smakował niż w sytuacji, gdy będą kupować rzadziej z powodu wzrostu ceny.

 

Opodatkowane napoje

I specjalnie na koniec swojego wywodu zostawiłam kwestię produktów, które podatek cukrowy obejmie. A mianowicie dotyczy on tylko napojów słodzonych cukrem, słodzikami lub miodem oraz napojów energetycznych (generalnie napojów o działaniu pobudzającym zawierających kofeinę lub taurynę). Tylko że napoje to tylko wierzchołek góry lodowej produktów, do których dodawany jest cukier. A co z totalnie przesłodzonymi słodyczami? Co z produktami, w których cukier jest de facto zbędny? Z wędlinami, przyprawami, gotowymi daniami? Co z udającymi zdrowe produktami typu musli, płatki śniadaniowe, batony zbożowe? Co z produktami kierowanymi do dzieci – słodkimi płatkami śniadaniowymi, jogurcikami, „kakałkiem” itepe? I wreszcie – co z produktami dla niemowląt, w których cukier w ogóle nie powinien się znajdować?

I nie, bynajmniej nie uważam, że wszystkie te produkty powinny zdrożeć. Bo moim zdaniem stanowczo nie tędy droga. Ale z wielu tych produktów cukier należałoby wyeliminować, bo to jest naprawdę chore, żeby ten cukier był dosłownie wszędzie. A w wielu innych produktach przynajmniej ograniczyć jego ilość.

Jak to pięknie nazwano, podatek cukrowy wchodzi w skład ustaw w związku z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów. Heloł?! Gdzie tu promocja prozdrowotnych wyborów? Jak konsument ma wybierać mądrze, skoro dostaje tak samo przesłodzony produkt tylko w wyższej cenie? Jak ma wybrać, kiedy przykładowo wędlina z dobrym składem i bez cukru nie istnieje? Kiedy napoje roślinne występują tylko w wersji niesłodzonej, ale niewzbogacanej w wapń albo wzbogacanej ale słodzonej? A ja chcę wzbogacany i niesłodzony! 😭 Przykłady można niestety mnożyć…

 

To tyle ode mnie. Ciekawa jestem Waszych opinii 😊.

 

Zdjęcie w nagłówku na licencji CC0, pixabay.com